Wielki koncert w Rosemont Theatre

“Pięciu Polaków przybyło do Jamestown 400 lat temu i zmieniło życie pierwszych osadników. Kilka milionów Polaków żyje dziś na amerykańskiej ziemi. Możemy zmienić oblicze Ameryki” – Maciej Płażyński, prezes Stowarzyszenia “Wspólnota Polska”.

Orkiestra symfoniczna, chóry, tancerze, sześciu solistów – łącznie dwustu wykonawców. Na ekranach obrazy z Polski i Ameryki. Wielki multimedialny koncert polsko-amerykański, zorganizowany 4 października w Rosemont Theatre przez Paderewski Symphony Orchestra (PaSO) z okazji 400-lecia przybycia pierwszych Polaków do Ameryki i 90-lecia wolnej Polski, był wyjątkowym przedsięwzięciem.

Odbywał się bowiem pod szyldem ułańskiej fantazji i amerykańskiego rozmachu. Zorganizowany zatem w wielkim stylu, ale ze słowiańską fantzją, był wspaniałą wizytówką Polonii i atrakcyjną ofertą nie tylko dla publiczności poskiej, ale także dla amerykańskiej. Pokazaliśmy, że mamy utalentowanych artystów i że mamy jeszcze coś, co nie tylko różni nas od innych społeczności, ale i wyróżnia. To owa słowiańska fantazja!

Znakomitym atutem tego koncertu było przedstawienie polskiego repertuaru patriotycznego w wersji artystyczej, symfonicznej i … z amerykańskim rozmachem. Znane polskie pieśni – wykonane przez solistów operowych, symfoniczną orkiestrę i chóry – przeobraziły się z prostych, choć wzruszających piosenek w monumentalne utwory jeszcze bardziej podkreślające ich ponadczasową wartość, dramatyzm i związek z czasami, w których powstały. Emocjonalnie z pewnością przemówiły przede wszystkim do polskiego odbiorcy, artystycznie także do amerykańskiego. Ten repertuar zdominiował drugą część koncertu “Pieśni wolności – Songs of Freedom”. Publiczność śpiewała z wykonawcami.

Wielkie wrażenie na zakończenie amerykańskiej części koncertu zrobiło “Góralu, czy ci nie żal” – piosenka, która ostatnio kojarzona, niestety, niemal wyłącznie z biesiadnymi spotkaniami rodaków – okazała się fantastycznym, bogatym muzycznie utworem, zaprezentowanym w wersji gospelowej, opracowanej specjalnie na ten koncert przez Włodzimierza Korcza. Choć polska, ale wykonana w amerykańskim stylu, stała się ta popularna piosenka świetnym pomostem pomiędzy dwoma częściami koncertu.

Niespodzianek, odkryć i wzruszeń było dużo więcej. Jednym z piękniejszych momentów amerykańskiej części był występ “Happy Fiddlers” – smyczków Akademii Sztuki przy PaSO. Dzieci ubrane w kowbojskie stroje, wspomagane przez dorosłe smyczki z orkiestry PaSO, brawurowo wykonały popularną amerykańską piosenkę ludową “Turkey in the Straw”, z zabawną choreografią autorstwa Magdaleny Solarz. Wysłuchaliśmy ponadto wielu znanych pieśni i utworów związanych z tematyką osadnictwa, piosenek z amerykańskich musicali, jak “Ol’Man River” z “Showboat” pięknie wykonaną przez bas-barytona z Krakowa, Przemysława Firka, czy “Oh, What a Beatiful Morning” z musicalu “Oklahoma” w wykonaniu Adama Zdunikowskiego, a także “When the Children Are Asleep” z “Carousel”, którą śpiewał baryton z Warszawy Artur Ruciński i wreszcie “Amazing Grace” w wersji polskiej – tenor Jacek Wójcicki. Słynna “The Prayer” w pięknym wykonaniu Mirosławy Sojki-Topór i Adama Zdunikowskiego wzbudziła zachwyt publiczności. Czwórka solistów z Polski oraz dwa soprany z Chicago – Brygida Bziukiewicz-Kulig i Mirosława Sojka-Topór – to jedna z największych atrakcji tego wielkiego pod wieloma względami koncertu.

Znakomite głosy, czar osobisty – ci ulubieńcy publiczności zadowolili gusta i podbili serca wszystkich. Artur Ruciński, który przyjechał do Chicago po raz pierwszy, z miejsca znalazł tu wielbicieli.

Znakomicie spisały się: Orkiestra PaSO pod dyrekcją Wojciecha Niewrzoła i gościnnie dyrygującego Andrzeja Rozbickiego z Toronto, chór Fermata z Polski, kierowany przez Ewę Robak i chór PaSO, kierowany przez Jadwigę Niesiołowską. Wysoki poziom wykonawstwa, znakomity program, zaskakujące, ciekawe aranżacje —wszystko to spowodowało, że gorąco przyjęty przez publiczność koncert był monumentalnym spektaklem, w którym każda pieśń to jakby epicka opowieść o dążeniu do wolności, losach emigracyjnych, tęsknocie za krajem i miłości do niego, to także wyrażenie naszych emocji, które niekontrolowane, znalazły tu swe ujście.

Zakazane piosenki, to pieśni wolności i songs of freedom. I o tym był ten niezwykły koncert, którego nawet część tzw. oficjalna wzbudziła ciekawość, a listy od premiera i prezydenta Polski, przeczytane przez delegację rządową, dały nadzieję, że Polonia i Polska – niegdyś kraj zakazanych piosenek, to ten sam kraj.

Dzięki kulturze, dzięki artystom, Polska przetrwała najtrudniejsze burzliwe momenty dziejowe. O nich właśnie, o artystach tak pięknie powiedział Jerzy Kenar nazajutrz po koncercie podczas “Forum Edukacji i Kultury”: “Pan Bóg siedział przy komputerze i stworzył ziemię, niebo, przyrodę, człowieka. Wszystko, co stworzył, miało być piękne. Kiedy jednak zszedł na ziemię, zobaczył, że wszystko jest szare. Wtedy zrzucił na ziemię worek z artystami”.
I całe szczęście. To dzięki nim koncert “Pieśni wolności – Songs of Freedom” był naprawdę wielkim koncertem.

Joanna Kmieć
Zdjęcia: Jerzy Pasternak

Categories: Kultura i Rozrywka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*