Wielka Gala Chopinowska w Orchestra Hall

Słuchając Pana czuję się zawsze sam na sam z Panem, może nawet z czymś lepszym niż Pan, 

a przynajmniej z tym, co jest najlepszego w Panu.  

Markiz de Custine

Pod słowami markiza de Custine, bywalca salonów Fryderyka Chopina w Paryżu, podpisuję się  ochoczo. I dlatego czekając na Chopina w Orchestra Hall wiedziałam, że będzie to znów spotkanie z czymś niezwykłym, ulotnym, trudnym do określenia, ale z pewnością genialnym, jedynym.

 

I oto jest piątek 26 marca. Przed Orchestra Hall gromadzi się sporo osób. Za chwilę rozpocznie się Wielka Gala Chopinowska, zorganizowana przez Paderewski Symphony Orchestra i jej dyrektora Barbarę Bilsztę oraz dyrektora artystycznego Wojciecha Niewrzoła z okazji 200. rocznicy urodzin Fryderyka Chopina.

 

Na widowni zasiadają  dostojni goście – Jego Ekscelencja biskup Thomas Paprocki, konsulowie generalni Kolumbii, Ekwadoru, Salwadoru, Niemiec, Irlandii, Japonii, Macedonii, Holandii, Polski i Ukrainy, konsulowie honorowi Węgier i Polski oraz przedstawiciele konsulatów Brazylii, Chorwacji, Hondurasu, Litwy i inni.

 

Czekając na Chopina przeczytałam dwie książki o nim – dwie zupełnie różne książki, ale jednak mówiące o tym samym – o geniuszu Chopina, który tak trudno określić. Autor „Cienia jaskółki“ Ryszard Przybylski ugania się za myślami Chopina, autor „Portretu muzycznego“ Piotr Wierzbicki stara się nadążyć za jego muzyką. Jakże jednak można określić to wszystko, skoro on sam miał trudności, aby swe genialne pomysły zatrzymać w formie utworu muzycznego. 

 

Opisuje to George Sand: „Twórczość jego była cudowna, spontaniczna. Znajdował ją nie szukając i nie przewidując zawczasu. Twórcze natchnienie nawiedzało go, gdy siedział przy fortepianie, nieoczekiwane, doskonałe, wzniosłe lub brzmiało już muzyką w jego głowie podczas jakiegoś spaceru, a wtedy spieszno mu było usłyszeć swą myśl wyrażoną przez instrument. Ale wówczas rozpoczynał się najboleśnieszy trud, przy jakim kiedykolwiek asystowałam. Nieustanne pasmo wysiłków, wahań, odruchów zniecierpliwienia po to, by uchwycić niektóre szczegóły tematu swojej muzycznej idei. Chcąc ją zapisać, za bardzo analizował to, co stworzył jednym porywem myśli, a żal, że nie jest ona, jego zdaniem, wystarczająco jasna, wtrącał go w rozpacz. Całymi dniami zamykał się w swoim pokoju, spacerował po nim, płakał, łamał pióra, powtarzał i zmieniał setki razy jeden takt, tyleż razy zapisywał go i wymazywał, a nazajutrz zaczynał wszystko od nowa, z drobiazgowym beznadziejnym uporem. Przesiadywał sześć tygodni nad jedną stronicą, aby w końcu zapisać ją tak, jak to nakreślił w pierwszym rzucie“.

 

Wystarczy posłuchać  znanych pianistów grających muzykę Fryderyka Chopina, aby stwierdzić, że geniusz polskiego kompozytora tkwi w nieustannym poszukiwaniu ideału, ciągłym odkrywaniu tej muzyki czy tajemnicy tej muzyki. Sam Chopin grał swe utwory za każdym razem inaczej. Znany polski pianista Piotr Anderszewski długo opierał się tej muzyce, aż wreszcie ją nagrał i powiedział: „Wzruszała mnie szlachetność, wzniosłość tej muzyki. Ta jakaś tajemnica Chopina… Chopin intuicyjnie, wręcz genialnie wyczuł i wyraził kwintesencję polskości. Jest w tym coś tak naprawdę pięknego, wzniosłego, dumnego, a zarazem delikatnego“.

 

Przypomniały się słowa znakomitego polskiego pianisty podczas galowego koncertu w Orchestra Hall, kiedy młody polski pianista Piotr Banasik wykonywał – z towarzyszeniem Paderewski Symphony Orchestra pod dyrekcją Wojciecha Niewrzoła – I Koncert fortepianowy e-moll op. 11 Fryderyka Chopina.

 

Było w grze tego 27-letniego pianisty wszystko, czego można oczekiwać od interpretatora pięknej, ale trudnej muzyki Chopina, i czego pewnie oczekiwałby sam Fryderyk Chopin.

 

Piotr grał wspaniale technicznie, po męsku, bez zbytniej egzaltacji, ale jednak zanurzając się w tej muzyce bez reszty, tkwiąc cały w jej emocjach i niuansach, poruszając się i oddychając w jej rytmie, grając to mocno, to znów delikatnie, niemal szeptem,  wydobywając każdy dźwięk tej genialnej muzyki, jakby przypominając, że geniusz Chopina to nie tylko emocje, ale jej forma, rubato, nieprzewidywalność.

 

Żadnego zbędnego gestu, ruchu, kiczu czy smętku. Tak dokładnie, jak chciał Chopin, który nie znosił czułostkowości, a jego polskość była wytworna,  nie była  efektownym kostiumem narodowym, choć według słów George Sand był „bardziej polski niż sama Polska“.

 

A słuchacz? No cóż, mając takiego wybornego doprawdy wykonawcę, nie trudno było poddać się muzyce w sposób niemal intymny mimo wielkiej sali, świateł i tłumu ludzi wokół, po prostu być z nią sam na sam, powtarzając słowa markiza de Custine. Niemała to zasługa orkiestry, poprowadzonej przez Wojciecha Niewrzoła, który zgodnie z intencją kompozytora dyskretnie towarzyszył soliście, pozwalając mu na pełne zaprezentowanie swych możliwości.  Niezwykłość muzyki Chopina polega m.in. na jej tak osobistym odbiorze, niezależnie od miejsca, gdzie się jej słucha.

 

To było prawdziwe święto muzyki Chopina. Jej  magia  przywołuje wspomnienia, zawsze porusza, wyciska łzy i to nie tylko dlatego, że jest polska, ale dlatego, że jest genialna, wzruszająca, nieprzewidywalna, fascynująca i jedyna. Jak pisze Piotr Wierzbicki w „Portrecie muzycznym“ – muzyka Chopina prowokuje, wprawia w osłupienie, zwodzi, kpi i robi oko.

 

Piotr Banasik podał  nam Chopina polskiego, ale i  uniwersalnego zarazem, bez zbędnego rozmazania, pochlipywania i pomnikowości. To Chopin, którego podziwia świat, i który inspiruje całe rzesze kompozytorów i artystów z różnych dziedzin.

 

Podczas Wielkiej Gali Chopinowskiej mieliśmy okazję posłuchania nie tylko Koncertu fortepianowego i trzech bisów w wykonaniu Piotra Banasika (w tym Poloneza As-dur op. 53), ale także w pierwszej części – „Bajki“ Stanisława Moniuszki, pieśni Chopina w pięknym wykonaniu Mirosławy Sojki-Topór i Józefa Homika oraz muzyki Chopina do baletu „Sylfidy“. Na uwagę zasługuje też występ tancerzy z zespołu „Wici“ prowadzonego przez Magdalenę Solarz, którzy w pięknej choreografii jej autorstwa tańczyli podczas wykonywania przez Józefa Homika pieśni „Hulanka“ Chopina. Solistom towarzyszyła na fortepianie Jadwiga Niesiołowska.

 

I część koncertu była znakomitym wprowadzeniem  w fascynujący  świat dźwięków i nastrojów chopinowskich.

 

Następnego dnia w tym samym miejscu odbył się skrócony nieco  program dla dzieci i młodzieży z muzyką Chopina oraz wierszami Wandy Chotomskiej o Chopinie w wykonaniu Agaty Paleczny i Krzysztofa Arsenowicza. Na tym koncercie nie byłam… bo był dla dzieci, ale żałuję. Z relacji obecnych wiem, że był podwójnie wzruszający, bo dzieci pięknie przyjęły muzykę Chopina. To muzyka pełna przecież nastrojów i barw, a on sam – wielki Fryderyk Chopin – zawsze chciał być wśród swoich, wśród nas, o czym tak pięknie pisze Karol Stromenger:

„Tak przeszedł przez życie człowiek nieziemskiego pochodzenia. Życie ziemskie nie zdołało go ani upokorzyć, ani skalać. Umiał znaleźć swą drogę i iść nią do końca. Przeszedł przez życie… wytwornie. Nie dlatego, że bywał w świecie wytwornym, ubierał się dobrze i „trzymał pojazd“, ale dlatego, że obył się bez jałmużny, żył bez skazy i pozostał wierny swym ideałom, swej sztuce i swej ojczyźnie. Bez chwili egzaltacji, bez oczekiwania cudów wierzył w Polskę, która powstanie znowu, wolna, „świetna, duża“. Wieszcz, którego nigdy nie opuszczał rozsądek. Otrzymał w darze talent, wiedział co z tym darem robić… Dziś podziw nasz i wdzięczność stawia Mu pomniki, On zdaje się zawsze schodzić z cokołu swej chwały – aby być blisko wśród nas – i zawsze z nami“.

 

Joanna Kmieć

Categories: Kultura i Rozrywka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*