„Oniegin” w Lyric z Mariuszem Kwietniem

“Jeśli opera, jak pan twierdzi, wymaga akcji, której u mnie w “Onieginie” nie ma, gotów jestem nie nazywać “Oniegina” operą, ale jakoś zupełnie inaczej…” – pisał Piotr Czajkowski do swego ucznia Siergieja Taniejewa.

“Eugeniusz Oniegin” to sceny liryczne w trzech aktach. Tak ostatecznie Czajkowski nazwał swe dzieło. Wiąże się z nim tragiczny epilog z życia kompozytora. W czasie bowiem tworzenia “Eugeniusza Oniegina” otrzymał list miłosny od swej uczennicy Antoniny Miliukowej. Słynna scena pisania listu przez Tatianę była już gotowa. Wtedy dostał drugi list, po którym zaproponował jej małżeństwo. Z powodu homoseksualizmu kompozytora trwało ono krótko, było nieszczęśliwe i skończyło się nawet próbą samobójstwa. Być może nigdy nie doszłoby do niego, gdyby nie praca nad “Onieginem”. Czajkowski “zakochał się” w Tatianie, bohaterce poematu Puszkina, na którym oparł swe dzieło. Być może była to raczej obsesja lub fascynacja. Wiadomo jednak, że początkowo bronił się przed miłością swej uczennicy, by następnie zmienić zdanie.
Ciekawe, że Czajkowski wiele swych najlepszych ról i najbardziej emocjonalnej i ekspresyjnej muzyki – czy to w baletach, czy w operach – napisał dla kobiet. Ciekawe również, że wiele postaci kobiecych w jego operach to zwykle charaktery silniejsze i ważniejsze od męskich postaci. Tak też jest z Tatianą w “Eugeniuszu Onieginie”. Wbrew tytułowi to ona staje się bohaterką dramatu. Dzięki przeżyciom staje się silniejsza i, jak ktoś napisał, ciężkie przeżycia oszlifowały ją, czyniąc z niej szlachetny kamień o niezwykłym blasku. Potrafi z godnością, aczkolwiek ze smutkiem, odtrącić błagającego o miłość Oniegina, doceniając oddanie swego męża.

W “Eugeniuszu Onieginie” istotnie nie chodzi o akcję, ale o rozterki wewnętrzne bohaterów dramatu. Dlatego też często są oni sami na pustej scenie bez dekoracji, symbolicznie podkreślając osamotnienie Tatiany czy pustkę emocjonalną Oniegina. Widzimy przeobrażanie się Tatiany z wiejskiej, wiecznie rozmarzonej dziewczyny w piękną, dojrzałą i mądrą kobietę, wciąż zakochaną w Onieginie, ale potrafiącą oprzeć się swym emocjom. Oniegin zaś, ten pewny siebie mężczyzna, kpiący z uczucia Tatiany, przemienia się w żarliwie wyznającego swą miłość i błagającego o nią, gdyż wie, że może ją stracić. Niestety, jest już za późno.

“Eugeniusz Oniegin” to opowieść o miłości, która była na wyciągnięcie ręki, to opowieść o odwiecznej tęsknocie człowieka, aby być kochanym, to opowieść o tym, że ludzie często przechodzą obok siebie nie wiedząc, co tracą, to wreszcie opowieść o tym, że nie można kpić z miłości i trzeba brać ją, kiedy jest, bo może być naprawdę za późno.

“Eugeniusz Oniegin” jest szczególną operą, wymagającą od śpiewaków niezwykłej dojrzałości emocjonalnej, operą, w której śpiewacy muszą nie tylko wyśpiewać, ale i zagrać swe role. Polski baryton Mariusz Kwiecień miał niezwykle trudne zadanie. 17 marca wystąpił po raz pierwszy w roli Oniegina w chicagowskiej operze. W pięciu pierwszych przedstawieniach śpiewał tę partię słynny baryton z Syberii, Dimitrij Chworostowski. Rola Oniegina to jego sztandarowa rola. Poza pięknym głosem, bez większego wysiłku, w sposób niejako naturalny, samym swym wyglądem i prezencją na scenie wygrywa swą rolę. Mariusz Kwiecień, o 10 lat młodszy od Chworostowskiego i bardziej chłopięcy, najlepiej i porywająco zagrał scenę rozpaczliwego błagania Tatiany o miłość. Głosowo naprawdę świetny! Niczym nie ustępujący Chworostowskiemu. Pozostali wykonawcy, łącznie z chórem i orkiestrą, także wspaniali – poza może niedysponowanym tego wieczora amerykańskim tenorem Frankiem Lopardo w roli Leńskiego.

Poważnym mankamentem jest współczesna scenografia opery – ciekawa, ale absolutnie nie operowa. Opera to jedyna sztuka będąca mieszaniną wielu dziedzin sztuki. Opera musi mieć odświętny charakter i blask, a nie posługiwać się symbolami dekoracyjnymi, zwłaszcza w przypadku repertuaru rosyjskiego, będącego swoistą egzotyką dla amerykańskiego widza. Choć dla niektórych takie właśnie rozwiązanie jest interesujące, np. dla krytyka Chicago Tribune Joha von Rhein, który uważa, że same kostiumy dostatecznie dają odczuć smak epoki, a pusta scena otoczona nagimi ścianami czy operowanie światłami i cieniami sylwetek artystów na ścianie stworzyły idealne tło dla psychologicznych rozterek bohaterów. John von Rhein chyba nie wie, bo przecież nie może wiedzieć, co to znaczy słowiański duch i splendor. Joanna Kmieć

Categories: Kultura i Rozrywka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*