Młoda gwiazda w Millennium Park

Ma piękny głos, śpiewa szeroki repertuar, jest świetnym aktorem, niezwykle wrażliwym wykonawcą i jest bardzo przystojny. Nie widzi problemu, aby zwracano uwagę na jego wygląd, pod warunkiem, że jego śpiew jest na pierwszym miejscu. “Financial Times” określił go jako “księcia z bajki w snach większości bywalców opery; młody, odważny, piękny z charyzmą i liryczno-bohaterskim głosem”.

39-letni niemiecki tenor Jonas Kaufmann zaśpiewa obok Natalie Dessay w operze “Manon” Julesa Masseneta, otwierającej 27 września nowy sezon 2008 – 2009 w Lyric Opera. 6 września zaś wystąpi w Jay Pritzker Pavillion w Parku Milenijnym podczas dorocznego koncertu z udziałem solistów chicagowskiej opery w nadchodzącym sezonie.

W ostatnich latach wyrósł na sensację międzynarodową, debiutując w największych teatrach operowych na świecie. W Chicago zaśpiewał w sezonie 2001 – 2002 rolę Kasja w “Otellu” i w następnym sezonie w operze “La traviata”. Ostatnie jego sukcesy to w Royal Opera Covent Garden w “La Rondine” obok słynnej Angeli Gheorghiu, także w entuzjastycznie przyjętej przez krytyków i publiczność “Carmen” oraz operach “Tosca” i “La traviata”. W tej ostatniej zrobił także furrorę w Metropolitan Opera i La Scali. Z powodzeniem śpiewał także w Opera National de Paris i the Vienna Staatsoper.
Jonas Kaufmann miał trzy momenty, które ostatecznie ukształtowały jego tak fantastycznie rozwijającą się dziś karierę. Początki tej drogi nie były łatwe. Kiedy skończył w 1994 r. studia muzyczne w Monachium, gdzie się urodził, podpisał trzyletni kontrakt z operą w Saarbrucken. Tam właśnie zdarzyło się najgorsze – stracił na scenie głos. Mówiono mu, że jest młody i że powinien śpiewać lekkie role. Próbował więc, ale czuł, że jego głos nadaje się do innych ról.

Pierwszy jego moment to według dyrygenta Franza Welsera-Mosta występ w 2003 r. w Zurich Opera w “Tannhauserze” Wagnera. “Każdy sądził, że jest on Mozartowskim tenorem, a tu nagle usłyszałem go i pomyślałem “To jest wielki głos!”. Był to jeden z takich bardzo ekscytujących momentów”. Dla innych takim momentem Kaufmanna była rola Don Josego w “Carmen” Bizeta, którą śpiewał w 2006 r. w Covent Garden. W słynnej “arii z kwiatkiem” tenor pokazał nie tylko wszechstronne możliwości swego głosu, ale i zdolności aktorskie.
Dla niego samego przełomowym momentem było spotkanie z amerykańskim nauczycielem śpiewu Michaelem Rhodesem, który powiedział mu, aby przestał starać się śpiewać na siłę lekkim głosem. “Musisz śpiewać swoim własnym głosem. Zrelaksuj się po prostu i śpiewaj”. Rezultatem lekcji u Rhodesa była ciemniejsza, pełna blasku barwa głosu – jego własna. Od tego czasu Kaufmann zaufał naturalnym możliwościom swego pięknego głosu – koncentrował się bardziej na roli i dramacie oraz interpretacji, a nie na problemach technicznych.

Warto podkreślić, że ten młody śpiewak żarliwie wierzy w operę jako teatr. Często jego partnerzy na scenie mówią o jego wrażliwości jako wykonawcy, o tym, że słucha, reaguje, po prostu całym sobą odtwarza postać. On sam wspomina, że już będąc dzieckiem był wrażliwy na grę aktorską. Kiedy miał 5 lat, był pierwszy raz w operze w rodzinnym mieście – Monachium – na “Madame Butterfly”. “Siedzieliśmy w pierwszym rzędzie i byłem bardzo przejęty, kiedy Butterfly popełniła samobójstwo. To miało wielki wpływ na mnie, ale jeszcze większy, kiedy po 10 sekundach ukazała się z uśmiechem w ukłonach. Pomyślałem wtedy: “To niemożliwe”. Iluzja zniknęła, a ja byłem naprawdę oburzony. Od tego momentu fascynuje mnie, jak wielki wpływ może mieć na kogoś opera”.

Kiedy Kaufmann miał 28 lat, pracował z włoskim reżyserem Giorgio Styrehlerem przy produkcji “Cosi fan tutte” Mozarta w mediolańskim Nuovo Piccolo Teatro. Reżyser uważał, że opera powinna być prawdziwym teatrem. Choć był tyranem i wymagał od śpiewaków dużo, nauczył ich wiele. Z pewnością młody niemiecki tenor wziął sobie do serca wskazówki Włocha, gdyż jego interpretacje aktorskie zadziwiają na równi z głosem. Nic dziwnego, że jednym z jego idoli jest Placido Domingo, u którego śpiew i gra aktorska idą w parze.

Dziś Jonas Kaufmann jest jedym z najbardziej fascynujących tenorów młodego pokolenie i zabiega o niego wiele teatrów operowych. Ale nauczył się jeszcze jednej lekcji, że zbyt częste podróżowanie nie jest dobre dla głosu. “Jestem rodzinny. Mam żonę (śpiewaczkę) i dzieci (trójkę) i wiem, że jest dobre dla mnie zarówno jako artysty, jak i mężczyzny, spędzanie czasu z nimi”.
Nie zawsze jest to łatwe, gdyż teatry operowe zabiegają o niego. Jest bowiem nie tylko wspaniałym poszukiwanym obecnie dramatycznym tenorem, ale ma wszechstronny repertuar. Zapytany o partię tytułową w “Otellu”, mówi: “Mam wielką ochotę na tę rolę. Trudność stanowi nie głos, lecz sama postać. Rola ta pochłania śpiewaka całkowicie, wywołuje emocje, złość. Trzeba mieć trochę kontroli, aby nie uszkodzić głosu”.

Jonas Kaufmann jest idealistą. Angażuje się w rolę całkowicie, studiuje nie tylko swoją partię, ale i innych śpiewaków – po to tylko, aby być bardziej wiarygodnym. Podczas przedstawienia daje z siebie wszystko, czasem nawet ryzykuje.

“Kiedy traktujesz śpiewanie tylko jako sposób zarabiania pieniędzy, nie jesteś w stanie przekazać publiczności tej iskry. Możesz śpiewać jak bóg, ale to nie wzruszy ludzi, jeśli nie będą czuli, że to jesteś ty i że kochasz to, co śpiewasz”.
Jak do tej pory, Jonas Kaufmann nic nie stracił ze swego idealizmu i publiczność czuje tę iskrę, kiedy on śpiewa. Można się o tym przekonać już 6 września o godz. 6:30 wieczorem, kiedy wystąpi wraz z innymi śpiewakami w prawdziwej paradzie gwiazd w Millennium Park.
Joanna Kmieć

Categories: Kultura i Rozrywka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*