Porywacz zostawił pieniądze rodzinie swojej ofiary

Porywacz zostawił pieniądze rodzinie swojej ofiary

Sprawa porwania 16-letniej Hannah Anderson przez przyjaciela jej rodziny,  Jamesa Lee DiMaggio, podejrzanego również o zabicie matki i brata  dziewczyny, komplikuje się coraz bardziej. Okazało się bowiem, że porywacz wyznaczył na swego spadkobiercę członka rodziny Andersonów.

James Lee DiMaggio fot. San Diego Sheriff’s Department

James Lee DiMaggio fot. San Diego Sheriff’s Department

DiMaggio zostałł zabity przez agentów FBI w dzikim regionie Idaho, dokąd wywiózł dziewczynę. Hannah wyszła ze strzelaniny cało i powróciła  do swego ojca w San Diego.

Na beneficjanta 112 tys. dol. ze swego ubezpieczenia na życie gwarantowanego przez miejsce pracy, porywacz wyznaczył babkę Hannah, Bernice Anderson. Przypuszcza się, że pieniądze są przeznaczone dla ofiary porwania. Fakt ten może sugerować, iż liczył się z tym, że może zginąć.

DiMaggio mieszkał z Bernice Anderson blisko 2 lata, zanim w 2009 roku kupił dom w  miejscowości Boulevard, położonej w odległości 65 mil na wschód od San Diego. Właśnie w tym domu − jak sądzi policja, podpalonym przez DiMaggio − znaleziono zwłoki matki Hannah, 44-letniej Christiny Anderson i brata, 8-letniego Ethana.

Ojciec dziewczyny, Brett Anderson, odmawia udzielenia komentarzy na temat swej córki i całego tragicznego wydarzenia.

Wiadomo jedynie, że nadal nie rozumie motywów działania Di Maggio, którego uważał za najbliższego przyjaciela. Di Maggio pracował jako technik telekomunikacyjny w Scripps Research Institute w San Diego.

Z dotychczasowego śledztwa wynika, że mężczyzna działał w pojedynkę. W związku z tym rodzi się pytanie, jak to możliwe, że Hannah nie wiedziała, że podpalił dom, w którym pozostawił jej skrępowaną matkę i młodszego brata?

(HP− eg)

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*