Posiadł tajemnicę Katynia

O Polonii i Ameryce


Tarnów, z którego wywodzi się znaczna część Polonii chicagowskiej, łącznie z niżej podpisanym, posiada w granicach miasta jedną z najstarszych nekropolii w Europie – Stary Cmentarz. Podczas niedawnej wizyty w rodzinnym mieście odwiedziłem mogiłę doktora Mariana Wodzińskiego, tarnowianina, który jako jeden z pierwszych stanął nad otwartymi grobami katyńskimi.


Był absolwentem Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, który ukończył w 1936 roku, specjalistą od anatomii patologicznej. Po wybuchu wojny Zakład Medycyny Sądowej UJ, gdzie pracował, został przejęty, podobnie jak cała uczelnia, przez Niemców. Wodziński chciał odejść, by nie pracować dla okupantów. Groziło to jednak wywózką do Oświęcimia. Został więc, ale na początku 1940 roku wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, a później w 1943 roku do AK.

 

W kwietniu 1943 r., po odkryciu przez Niemców grobów katyńskich, został powołany przez Polski Czerwony Krzyż jako biegły sądowy w skład komisji dla zbadania miejsca zbrodni. Komisja działała w Katyniu przez 5 tygodni. Ze swej pracy Wodziński sporządził raport. W czasie ekshumacji odnalazł m.in. zwłoki majora Wiktora Kalicińskiego, lekarza legionisty, związanego z marszałkiem Józefem Piłsudskim. W sumie dr Wodziński dokonał w tym czasie 2800 identyfikacji. Prace dokumentowano określając m.in. sposób dokonania zabójstw i rodzaj używanej broni. Stwierdzono przy tym stosowanie uzbrojenia i amunicji niemieckiej kaliber 7,65, co było i jest praktycznie jedynym kontrargumentem obciążania zbrodnią NKWD, pomimo faktu posiadania przez radzieckie jednostki operacyjne uzbrojenia (ze względu na niezawodność) i amunicji niemieckiej, jak i fakt ujawnienia przy ciałach pomordowanych korespondencji z bliskimi kończącej się na wiosnę 1940 r. Ustalono też okres dokonania zbrodni na podstawie wieku zasadzonych na mogiłach drzew oraz specyficznych anatomopatologicznych tworów powstających w zwłokach.

 

Wkrótce po wkroczeniu wojsk sowieckich do Krakowa dr Henryk Wodziński został zatrzymany przez NKWD i przesłuchiwany. Życie uratowała mu niewątpliwie interwencja rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego profesora Tadeusza Lehr-Spławińskiego. Zwolniony z aresztu Wodziński świadom grożącego mu niebezpieczeństwa zaczął się ukrywać. W lipcu 1945 r. Prokuratura Specjalnego Sądu Karnego w Krakowie rozesłała za nim list gończy. Ponieważ znał prawdę o zbrodni katyńskiej był dla Sowietów niezwykle groźny. Żyli wciąż jej główni sprawcy – Stalin i Beria, którzy winą za Katyń obarczali Niemców, a wszelkie próby podważenia tej kłamliwej teorii traktowali jak zagrożenie dla ZSRR.

 

W grudniu1945 r. dr Marian Wodziński potajemnie opuścił Polskę. Zamieszkał w Anglii, w Liverpoolu. Tam założył rodzinę. Pracował jako lekarz. Miał syna i córkę. Do Polski nigdy nie powrócił. Zmarł 21 lipca w 1986 roku. Tarnowski historyk dr Antoni Sypek pisze o Marianie Wodzińskim: „Po kremacji urnę z prochami przewiozła do Polski córka Hania Wodzińska. Ona zorganizowała pogrzeb ojca. Odbył się on w miesiąc po jego śmierci, 28 sierpnia 1986 roku. Wiemy, że dr Wodziński był żonaty z polską lekarką z Wrocławia. Mieli jednego syna. W późniejszym czasie adoptowali dziewczynkę, wspomnianą wyżej Hanię. Wodziński miał powiedzieć, że wyjazd z kraju umożliwili mu uciekający Niemcy. Podobno w latach siedemdziesiątych dr Wodziński nosił się z zamiarem odwiedzenia Polski pod zmienionym nazwiskiem, ale nie wyraziła zgody na to jego żona. Pogrzeb na Starym Cmentarzu był cichy, choć było na nim kilkadziesiąt osób”.

 

Gdy przed dwoma tygodniami odwiedziłem grób Mariana Juliana Wodzińskiego przy głównej alei tarnowskiego Starego Cmentarza, w oczy rzuciło mi się jego zupełnie zatarte nagrobkowe zdjęcie w porcelanie, podczas gdy zdjęcia spoczywających w grobowcu innych członków rodziny pozostały wyraźne. To tak jakby upływający czas, a może – kto wie – czyjaś ręka, chciały ukryć podobiznę tego, który jako jeden z pierwszych posiadł okrutną tajemnicę grobów katyńskich.

 

Wojciech Minicz
Categories: Komentarze

Comments

  1. Stefan Sikorski
    Stefan Sikorski 3 lutego, 2015, 06:04

    Tak jak że, pan Wojciech: Marian Wodziński albo Henryk Wodziński ?

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*