Żeby dom był domem

fot.Yasir Ahmed

fot.Yasir Ahmed

 

Sobotni poranek, tuż po godzinie szóstej. Wychodzę z domu, by w ciągu dwudziestu kilku minut dojść do parafialnego kościoła na mszę świętą. Czerwcowe słońce świeci już od blisko dwóch godzin. W powietrzu unosi się zapach skoszonej poprzedniego dnia trawy. Dookoła względna cisza. W końcu to dzień wolny, można pospać dłużej, a później zrobić coś wokół domu, pojechać na zakupy, albo zaplanować rodzinne popołudnie. Raz po raz mija mnie przejeżdżający samochód. Nagle dostrzegam wielką różnicę pomiędzy sobotnim porankiem na południu Polski a tym w Chicago, gdzie od wczesnego rana ruch, ludzie jadą do pracy, nie myśląc nawet o odpoczynku. Ciągle ich coś goni. Przepraszam: nas coś goni. Chyba po raz pierwszy doświadczam tej kolosalnej różnicy. Czuję ją wręcz namacalnie. Być może ktoś skrytykuje mnie za polsko-amerykańskie porównania, jednak fakt jest faktem: na emigracji żyjemy dużo szybciej. Pośpiech rodzi zmęczenie, napięcia, potrzebę zrzucenia ich z siebie czym prędzej. Pytanie, czy tak ma wyglądać życie?

Zastanawiając się nad tym faktem uświadomiłem sobie także to, że w Polsce wciąż jednak dom jest tym szczególnym miejscem, w którym się żyje, mieszka. Tutaj dom buduje się długo, z solidnych i trwałych materiałów. Buduje się, a nie stawia. Tutaj dom ma być domem, a nie sypialnią. Nawet jeśli jest to tylko mieszkanie w domu wielorodzinnym. Czy to tylko kwestia innej kultury? Kiedy pięć lat temu przyleciałem do Ameryki, dziwiło mnie, że wielkość domu określa się według ilości sypialni. Dzisiaj to rozumiem. Dom spełnia głównie funkcję sypialni, wszak większość czasu spędza się poza nim, w drodze do i z pracy, w pracy, szkole, na dodatkowych zajęciach. Ciągle w ruchu.

Zatrzymam się na domu. To nie tylko budynek, cztery ściany pokryte dachem. Dom ma swoje wnętrze, swoją duszę. Dom tworzą jego mieszkańcy i relacje pomiędzy nimi. Domu nie wystarczy wybudować i urządzić, jego atmosferę tworzy się przez całe życie. Kiedyś spotkałem się z określeniem: “domotwórca”. To ktoś, kto w odróżnieniu od “domokrążcy”, buduje atmosferę domu. To dzięki takim ludziom, w domu chce się być, chce się do niego wracać, znajduje się w nim swoje miejsce, chce się, by był przyjazną przestrzenią nie tylko dla zamieszkujących go, ale także dla gości. O taki dom się dba i wewnątrz, i na zewnątrz. I tak naprawdę to nieważne, czy jest to dom w Polsce, czy w Ameryce. Dom jest domem. I chyba każdy jakoś do niego tęskni.

Jaki jest dom, w którym mieszkam? Za jakim domem tęsknię? Czy tworzę dom wraz z jego atmosferą? To pytania niebanalne. Pytania ważne, także w zgiełku codziennego, zabieganego życia. Bo dom nie może być tylko sypialnią. Musi być przestrzenią życia, w której każdy ma swój “ciasny, ale własny kąt”. Miejscem relacji: małżeńskich, rodzinnych, przyjacielskich. Miejscem gościnnym, otwartym.

Wielu z nas nosi bezdomność w sobie. Nawet jeśli żyjemy pośród innych i mamy swoje sypialnie. Paradoksalnie, żyjąc w budynkach-pałacach, można być bezdomnym. Mieć poczucie osamotnienia, które boli. Tych natrętnych uczuć nie sposób wyeliminować Facebookiem, czy innym portalem lub komunikatorem. Potrzebujemy relacji, bo to dzięki nim żyjemy. Potrzebujemy domu. Ludziom nie wystarczy dać tylko kawałka dachu nad głową, ich trzeba przyjąć jak ludzi, wejść z nimi w relację, zaprosić w przestrzeń swojego życia. Żeby tak było trzeba być człowiekiem domotwórcą, kimś, kto dom nosi w sobie. Ma w swoim życiu względny porządek, potrafi zadbać o czas, nie tylko ten na pracę i dodatkowe zajęcia, ale także, a może przede wszystkim – ten dla domu. Swojego domu.

Dobrze jest wracać do domu, do swojej ojcowizny, jeśli jeszcze jest. Idąc rano do kościoła, zachwycało mnie wszystko. Chyba pierwszy raz w życiu tak bardzo ucieszył mnie widok kwitnących czerwonych maków. I przydrożna kapliczka. I zapach akacji. I zadbane, przynajmniej z zewnątrz, domy. Idąc, pomyślałem o tym, że nie tylko w wakacje, ale każdego dnia, trzeba wracać do domu, gdziekolwiek i jakikolwiek on jest. I zrobić wszystko, by był on ciepły i przyjazny dla każdego. Żeby był, tak zwyczajnie, domem.

ks.Łukasz Kleczka

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*