Zdobyłeś szczyt! Wygrałeś!

Zdobyłeś szczyt! Wygrałeś!

Czapkins, człowiek mojego pokolenia, zaledwie dwa lata młodszy. Okres naszej wczesnej młodości przypadał na lata wielkich przemian w Polsce, po roku 1989. Byliśmy ambitni, odważni. Chcieliśmy wiele osiągnąć w życiu. Kształtowała nas kultura, w której z jednej strony chcieliśmy bardzo być dżentelmenami, a z drugiej bardzo zależało nam na samodzielności i nieograniczonym działaniu. Podskórnie czuliśmy, że nasze dorosłe życie będzie się realizowało w zupełnie nowych czasach, że jesteśmy „pokoleniem wolności”, chociaż o tym, czym jest jej brak, dowiadywaliśmy się z opowieści rodziców i dziadków. Lubiliśmy wędrówki górskie, obozy wędrowne, spanie pod namiotami, żeglowanie po jeziorach. Aktywny tryb życia był jakimś symbolem naszej młodości. Nie wszyscy mogli pozwalać sobie na wczasy, a wyjazdy zagraniczne należały do wydarzeń prawdziwie egzotycznych. Dzięki temu uczyliśmy się życia i radzenia sobie w różnych, trudnych sytuacjach. Nikt nie zawoził i nie odbierał nas ze szkół. Niespecjalnie też nas niańczono i to uczyło nas samodzielności i radzenia sobie z błędami. Oczywiście były też problemy, wpadki i wykolejenia. Mieliśmy jednak między sobą poczucie wspólnoty i koleżeństwa. To bardzo trzymało.

O Tomku Mackiewiczu, polskim himalaiście, kolejnym, dla którego góry stały się miejscem szczególnego spotkania się z Kimś, kto jest Panem życia, bardzo wiele w tych dniach pisze się i mówi. Wielka tragedia, która dotknęła jego najbliższych, jest powodem współczucia i zamilknięcia wobec bólu i straty, która ich dotyka. Tomek wyszedł, by kolejny raz zdobyć kolejny szczyt swojego życia, realizując swą pasję i zadanie, i nie wrócił. Został, by tam, poprzez mistyczne, tajemnicze spotkanie, dać się poprowadzić na szczyt dużo wyższy niż dziewiąty co do wielkości szczyt świata, jakim jest Nanga Parbat, czyli „Naga Góra”. To na niej doświadczył ostatecznej prawdy o pięknie swojego człowieczeństwa i realizowanemu powołaniu, zdobywania szczytów, tych życiowych.

A wiele ich miał. Uzależniony od heroiny, zawalczył o siebie. Po terapii w Monarze, dołączył do grona szczęśliwych czystych narkomanów, którzy przeszli przez piekło, ale wyznaczyli sobie cel, niełatwy, ale możliwy. A później ta autostopowa wyprawa do Indii, żeby tam pomagać trędowatym. To tam spotkał Boga, wśród najbiedniejszych z biednych, ludzi wyrzuconych na margines. On dobrze znał tę podłą przestrzeń, pełną upokorzeń i nienawiści do samego siebie. Był Wielki Jubileusz Roku 2000, czas szczególnie błogosławiony przez Boga, o czym na każdym kroku przypominał św. Jan Paweł II. Nowy człowiek, nowy Tomek, odkrywał dobro, które w nim od zawsze było, a którego nie widział. Poświęcał swoje siły dla biednych dzieci.

Zdobywanie szczytów stało się jego kolejną pasją. Nie bał się ryzyka. Życie nauczyło go odwagi. „Naga Góra”szczególnie go inspirowała. Zakochał się w jej majestacie. Kilka razy podchodził, nie zniechęcił się. Bo w drodze do celu nie można ulegać zniechęceniu, nie można się poddawać. Trzeba walczyć do końca.

Znamienna jest ostatnia informacja przesłana bliskim: „jesteśmy na 7300 straszna walka jeśli pogoda dopisze jutro szczyt”. Zdobył go. Stanął na nim. Niemożliwe uczynił możliwym. I został na nim, na ukochanym celu swojego życia. To tam otwarła się dla niego brama nieba, w którą wszedł. Kochający mąż i ojciec trójki dzieci. „Proszę nie mówić o Nim źle… był, jest Pięknym i Dobrym Człowiekiem. Jest tu z nami…”. To świadectwo żony Tomka jest najlepszym komentarzem o tym, jakim był, jest Człowiekiem.

Czapkins, człowiek mojego pokolenia, którego zachowanie, życiowe pomysły i wybory doskonale czuję, staje się kimś, kto pomaga mi w dobrym przeżyciu nie tylko swojego 40 plus etapu życia, dorosłego i dojrzałego, ale jest dla mnie wzorem pięknego i odważnego człowieczeństwa, które zbiera się z upadków, odbija od dna i zdobywa szczyty. Bo tak trzeba. To jest moje człowiecze powołanie, zdobywać szczyty, za wszelką cenę, każdego dnia ryzykując i wierząc w zwycięstwo. On zwyciężył, ja bardzo tego chcę. „Kochani, ściskam i pozdrawiam. Nie życzę nikomu śmierci, ani nie oceniam. Wysyłam moc energii. Staram się robić to, co wydaje mi się słuszne. Kocham Was, Ludzie, i życzę wszystkim tego, co dobre. Pozdro, Czapkins”.

Dzięki, Czapkins, Jesteś Wielki, wygrałeś!

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

 

Na zdjęciu: Tomasz  Mackiewicz fot.Facebook

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*