Z Miasta Pokoju i Nadziei

Z Miasta Pokoju i Nadziei

Na lotnisku w Warszawie wyjątkowa i dość szczegółowa forma wywiadu, prowadzona przez urzędników emigracyjnych Izraela, którzy szczegółowo wypytują każdego, w jakim celu udaje się do ich kraju. Po przejściu tej kontroli, byliśmy gotowi do lotu, który prowadził nas do bardzo szczególnego miejsca, jakim jest Ziemia Święta, ojczyzna Jezusa.

Jerozolima, czyli Miasto Pokoju, paradoksalnie nigdy takim nie była i nie jest. Zatłoczone uliczki starego miasta, po których chodził Pan Jezus i jego pierwsi uczniowie, w zależności od dzielnic, zamieszkiwane są przez Żydów lub Arabów. Te dwie kultury, tak różne od siebie, co zresztą widać tu gołym okiem, są w stanie ciągłej rywalizacji. Idąc przez miasto, pielgrzym jest wręcz atakowany przez właścicieli licznych sklepików oraz nagabujących do kupna handlarzy ulicznych. Targowanie się o ustalenie w miarę niskiej ceny jest tu normą.

Jednak niemal w każdym miejscu czuje się atmosferę napięcia i nieufności. Ci ludzie są jakby w stanie ciągłej gotowości do walki, której celem jest zdobycie władzy i kontroli nad tym kawałkiem ziemi. Po drodze spotykamy wiele patroli uzbrojonego wojska i policji. Z meczetów od wczesnego rana wydobywają się głosy śpiewu, wzywającego do modlitwy wyznawców Allaha. Ortodoksyjni Żydzi kołyszą się na modlitwie pod Ścianą Płaczu i w każdym miejscu, w którym zastanie ich czas modlitwy.

Mogłoby się wydawać, że to wszystko stanowi bardzo barwną rzeczywistość. Jest jednak inaczej. Ziemia Święta jest bardzo umęczona stanem wojny i ciągłego zagrożenia. Najtrudniejsza jest w tym wszystkim sytuacja chrześcijan. Miasto trzech wielkich religii ciągle chciałoby wykluczyć wyznawców Jezusa Chrystusa, który właśnie tutaj dwa tysiące lat temu został ukrzyżowany, a trzeciego dnia powstał z martwych.

Pierwsza refleksja, która się we mnie rodzi jest taka, że w miejscach katolickich, prowadzonych od wieków przez zakon franciszkanów, turysta czuje się pielgrzymem, znajdując przestrzeń modlitwy i oazy spokoju. A przecież wielu z nich, katolików i ogólniej chrześcijan, wciąż oddaje tu swoje życie za wiarę w Chrystusa.

Mieszkamy w Domu Polskim w dzielnicy ortodoksyjnych Żydów. Wychodząc na ulicę jesteśmy bacznie obserwowani przez wszystkich. Podobnie tam, gdzie są Arabowie. To oni zawładnęli ziemią Izraela, chcąc ją zdobyć na swoją wyłączność, burząc synagogi i świątynie chrześcijańskie, a stawiając okazałe meczety. Gdyby nie interwencje ONZ, Stanów Zjednoczonych, a także zdecydowanej postawy samych Żydów, nie wiadomo, jak wyglądałaby ta ziemia dzisiaj.

Widząc nieprzyjazne spojrzenia, nie czuję się pewnie i bezpiecznie. Może dzięki temu jednak lepiej rozumiem, jak traktowali Jezusa i Jego uczniów. Jeden z kolegów księży, z którymi pielgrzymuję, zastanawia się, jakbyśmy zostali potraktowani, gdybyśmy na ulicy zaczęli głosić tu Ewangelię. Nie dziwi mnie teraz, że w historii Kościoła tak wiele było, jest i będzie męczenników za wiarę.

Niejeden powie, po co chrześcijanie się wtrącają w inne religie, zamiast pozwolić żyć każdemu według swojej. Jest to jednak błędne myślenie. Ewangelia, którą ogłosił Jezus Chrystus, jest Dobrą Nowiną, głosi Boga, który jest miłością, uczy jak kochać i Boga, i bliźniego, nie jest zamknięta i nie ogłasza świętej wojny. Dlatego także tutaj odkrywam, że droga głoszenia tej Dobrej Nowiny musi rozpoczynać się od najuboższych, od ludzi z marginesu, od tych, co dotknęli życiowego dna. Bo to oni, podobnie jak 2000 lat temu, najbardziej potrzebują i oczekują Mesjasza i są chętni Go przyjąć.

W Betlejem i innych miejscach spotykamy chrześcijańskie rodziny arabskie. Żyją w biedzie i poniżeniu. To ich wspieramy przede wszystkim, kupując pamiątki i dewocjonalia w ich sklepach. Oni chcą normalnie żyć, a często nie mogą tylko dlatego, że stali się wyznawcami Chrystusa. Dlatego, kiedy są tacy, którzy wyrokują, że chrześcijanie powinni być tolerancyjni dla wszystkiego i wszystkich, tutaj mogą zobaczyć lepiej, że o tolerancję z drugiej strony nie zawsze jest łatwo.

Ziemia Jezusa jest niezwykle pouczającą i potrzebną pielgrzymką. Nie wycieczką, lecz pielgrzymką, którą w życiu trzeba odbyć i to może nie raz. Przede wszystkim uczy i pokazuje czym jest chrześcijaństwo, założone tutaj przez Jezusa Chrystusa, Boga Człowieka. Pozwala doświadczyć, czym jest Ewangelia, umiejscawiając ją w konkretnych miejscach i kontekstach. Mnie osobiście pokazuje też piękno i prawdziwość drogi, którą idę, bycia katolikiem i katolickim księdzem.

W styczniu 2018 r. odwiedziło Ziemię Świętą 26 tys. pielgrzymów. Rok temu, także w styczniu, było ich tylko 11 tysięcy. To pokazuje, że Jerozolima może stać się miastem nadziei, jeśli tylko zapanuje w niej pokój. Dlatego: Shalom Israel!

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

 

Na zdjęciu: panorama Jerozolimy
fot.ATEF SAFADI/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Kleczka

Comments

  1. Rich
    Rich 19 lutego, 2018, 14:37

    kazdy ma swoje subiektywne zdanie 🙂 Odniosę się to tego artykulu bo jest w nim wiele niescisłosci . Po pierwsze w Warszawie nie ma żadnej kontroli urzedników emigracyjnych Izraela. Autor pisze o atmosferze ciagłej rywalizacji , troche nie rozumiem bo dzielnica Zydowska ,Arabska czy Ormianska i Chrzescijanska leża oddzielnie od siebie . Targowanie sie jest na Bliskm Wschodzie normalna tradycją i czasami wręcz sprzedawca może nie zrozumiec jak turysta może się nie targować. Nie wiem co miał takze na mysli autor na temat trudnej sytuacji Chrzescijan ,ze miasto akurat chcialoby ich wykluczyć ? Nie widziałem ,zadnych sladów burzonych kosciolow. a chyba jest to jedyne miejsce na swiecie , gdzie obok siebie jest kosciol ,cerkiew , Synagoga i Meczet i nikomu to nie przeszkadza .Co ciekawe w Judei i Samari jest pełno kosciolow i zakonow , nawet na odludnych miejscach i nic sie nie dzieje . W miescie Jerrycho , podczas swiat w centralnym miejscu stawiana jest choinka . Mozliwe ,ze kogos kto jest pierwszy raz , razi widok zolnierzy i cywili z bronia i pelno mundurowych jednak za kazdym pobytem czlowiek czuje sie lepiej ,ze jest bezpiecznie. Zresztą takie widoki to juz normalny widok w Europie Zachodniej , tylko my mamy jeszcze takie szczescie ,ze nie mamy tego . Przejechałem cały ten kraj , wszystkie strefy A B C czy co tam jeszcze , male wiski , kibuce itp i nie spotaklem się ze śladem agresji , no ale to może kwestia podejscia. Autor pisze też ,ze mieszka w Domu Polskim w dzielnicy ordotoksyjnych Żydów co jest tez nieścisloscia bo ta dzielnica to Mea Shearim i jest w inny miejscu. Mozliwe ,ze w zakonie Franciszkanów mozna znalezc oaze spokoju i miejsce do modlitwy bo reszta tzw katolickich miejsc to jak jarmark czy targ jakis szczegolnie ta Bazylika Grobu Panskiego , gdzie nieraz opiekounowie tego miejsca okladali sie miotlami miedzy sobą . Ksiadz zastanawial się jakby wygladalo gloszenie Ewangeli w tamtym miejscu ? Widziałem ludzi ktorzy to robią takich jak misjonarze ze Stanow , Karen Dunkam , Hands of Mercy notabene kierowane przez czlowieka z Michigan , czy też Bartek Różański ktory dziala w Izraelu . Wszyscy oni wlasnie pracuja z biednymi i im pomagaja .Przykro mi powiedziec ale nie widzialem nikogo z kosciola katolickiego na ulicach wsrod ludzi, skupili sie raczej w pieknych budynkach czy swiatyniach a bóg jest wszedzie. 🙂 Jeszcze jedno które zauważyem to ,ze polskie czy tez polonijne pielgrzymki szerokim łukiem omijaja tak wazne miejsca ze Starego Testamentu ,, miejsca zwiazane ze kultura zydowska , Miasto Dawida itp ,tak jakby to nie bylo częscia chrzescijanstwa ?

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*