Z adopcji

fot.Pexels.com

fot.Pexels.com

Kilka miesięcy temu przyszła na świat moja druga siostrzenica, Tereska. Niespełna cztery lata wcześniej urodziła się jej siostra, Marysia. Nigdy nie zapomnę emocji towarzyszenia rodzicom tych ślicznych dzieci w miesiącach oczekiwania na narodziny. Pomimo fizycznej odległości nie przeszkadzało to we wspólnym oczekiwaniu, duchowym byciu razem. Nie zapomnę też informacji o urodzinach dziecka, pierwszych fotografii, radości i szczęścia całej rodziny. To nowe doświadczenie pozwoliło mi uświadomić sobie, wręcz przeżyć to, czym mogą być takie chwile dla samych rodziców, choć poprzedzone bólem, niepewnością, strachem, żeby wszystko poszło jak najlepiej, żeby dziecko urodziło się zdrowe.

W gronie moich przyjaciół i znajomych mam też takich, którzy latami zmagali się z niemożnością poczęcia dziecka. Przypominam sobie ich cierpienie, ból, żal i zazdrość, że inni mogą mieć to, czego oni nie mają. Była też złość na tych, którzy dzieci nie chcą, albo poddają się aborcji poczętego dziecka. Starałem się rozumieć wszystkie te trudne uczucia. A kiedy zdecydowali się na adopcję dzieci, czekało ich trwające latami przygotowanie i testowanie, by w końcu zacząć nowy etap życia – rodzicielstwo. Mam zawsze wiele szacunku i najpiękniejszych uczuć wobec rodzin, które adoptowały dzieci. Są też takie rodziny, które mając swoje dzieci, zdecydowały się dać dom i szczęście tym, których los tak bardzo zranił. Domy dziecka są smutnymi miejscami życia tych, którzy czują się niekochani i porzuceni. A przecież mają prawo do normalnego życia w rodzinie, w domu.

Adopcja. Słowo, które ma w sobie dobro, gdyż oznacza usynowienie, przyjęcie do rodziny osoby obcej, które stwarza stosunek podobny do pokrewieństwa. Jest przybraniem dziecka za swoje. Adopcja daje dom, w rozumieniu dosłownym, wraz z ciepłem życia rodzinnego oraz wymogami, które stawia życie i wychowanie. Chciałbym dziś napisać o jeszcze innej adopcji, której może podjąć się każdy, kto tylko tego chce. Duchowa adopcja. Pojęcie równie piękne i wrażliwe. Kryje w sobie bliskie towarzyszenie małemu człowiekowi, który dopiero co się począł, a już jego narodziny i życie są zagrożone. Może nawet jego rodzice nie wiedzą jeszcze nic o jego istnieniu, a w chwili, w której się dowiedzą, będą przeżywali trudny moment decyzji co dalej, bo może nie ma warunków, może to był przypadek, może są przeciwwskazania zdrowotne i wiele jeszcze innych „może”, będących tragiczną formą usprawiedliwienia.

Duchowa adopcja dziecka poczętego jest dziełem, które zostało zainicjowane we Francji i w Anglii w kręgu Błękitnej Armii Matki Bożej Fatimskiej jako jedna z odpowiedzi na objawienia w Fatimie. Jest to dzieło, które zostało powołane do istnienia przez katolików świeckich. Polega ono na tym, że osoba przystępująca do duchowej adopcji przez dziewięć miesięcy modli się za jedno poczęte dziecko, które nie jest znane osobie modlącej się, podobnie jak nie są znani jego rodzice. Zobowiązanie obejmuje codzienną specjalną modlitwę, jeden dziesiątek różańca oraz dodatkowo zachęca się do podjęcia dobrowolnych praktyk, jak uczestniczenie we mszy św. w ciągu tygodnia, post, praca nad charakterem, walka z nałogami, działania charytatywne. Duchowa adopcja rozpoczyna się od złożenia specjalnego przyrzeczenia w kościele oraz wpisania do księgi. Inicjatywa ta, którą można powtarzać wielokrotnie, po ukończeniu każdego zobowiązania, jest rozpowszechniona przy sanktuariach, a także w wielu parafiach.

Chrześcijaństwo jest religią życia i walczy o życie, każde, bez wyjątku, od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Chociaż współcześnie nie wszyscy chrześcijanie zgadzają się z tą tezą, jednak nie podlega ona dyskusji. Stąd duchowa adopcja jest formą walki o życie jeszcze nienarodzone. Praktykowana po cichu, bez rozgłosu, włącza się w duchową walkę. Nie oczekuje gratyfikacji, pochwały, podziękowania. Wszak rodzące się dziecko nie wie i nie będzie wiedziało, że jego kształtowaniu towarzyszyła modlitwa i ofiara jakiejś anonimowej osoby. Duchowa adopcja ma sens, ktoś, kto ją podejmuje i wypełni, ma świadomość, że duchowo jest matką czy ojcem jakiegoś dziecka, ma w ten sposób powód do radości, żyjąc nadzieją, że dziecko to mogło się szczęśliwie urodzić. Spotkałem osobę, która przez długi czas nie mogła mieć dziecka. Zaangażowała się mocno w dzieło duchowej adopcji. Kilka miesięcy później została matką własnego dziecka. Wierzy, że to owoc jej duchowej pomocy innemu człowiekowi. Chrześcijanie podejmują także inne inicjatywy w obronie życia, jak na przykład Marsz dla Życia. Są to wydarzenia, które łączą wszystkich chrześcijan, bez względu na to, jaki Kościół reprezentują, w tej zasadniczej idei, jaką jest życie i jego obrona. Upowszechniają przy okazji prawdę o życiu i godności człowieka, o tym, jak wielkim i bezcennym są one darem.

W dniu 25 marca obchodzona jest w Kościele katolickim uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Dokładnie dziewięć miesięcy przed Bożym Narodzeniem celebruje się Wcielenie Słowa Bożego, poczęcie Jezusa Chrystusa w łonie Maryi. W Polsce jest to Dzień Świętości Życia, w którym wiele osób podejmie na nowo Duchową Adopcję Dziecka Poczętego. W Stanach Zjednoczonych jest ten dzień obchodzony co roku w trzecią niedzielę stycznia. Warto zastanowić się nad podjęciem tej cennej inicjatywy, tego konkretu, dzięki któremu duchowo mogę stać się matką czy ojcem jakiegoś dziecka. Uczestniczyć w szczęściu tego cudu, którym są narodziny życia.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*