Więcej niż symbol

fot.Wikipedia

fot.Wikipedia

Opłatek. Coś niby zwyczajnego i prostego, a zarazem coś bardzo szczególnego. Doskonale znany w naszej polskiej kulturze. Niby bardzo nasz, ale nie do końca, bo znany jest też w innych europejskich krajach. Dobrze, że komisarze Unii Europejskiej nie dobrali się jeszcze do niego, certyfikując go po swojemu. Jego łacińska nazwa to „oblatum” i oznacza dar ofiarny. Jest bardzo cienkim, białym płatkiem chlebowym, przaśnym, czyli bez soli i kwasu. Wypiekany z białej mąki i wody, bez dodatku drożdży. Chrześcijanie, zgromadzeni przy stole, w Wigilię Bożego Narodzenia, dzielą się nim, składając sobie życzenia. Mówiąc o opłatku, podkreśla się jego bogatą symbolikę. Czy jednak to tylko symbol? Może warto zobaczyć coś więcej?

Okres świąteczny szybko wypełnia się w kalendarzach zaproszeniami na przeróżne spotkania opłatkowe. Rodzinne, klubowe, parafialne, w pracy, szkole i gdzie tylko się da. Niektórzy zaczynają już przed świętami, żeby nie kolidować z innymi. Jest to okazja, żeby się spotkać, zjeść, napić się, a przy tym złożyć sobie życzenia. Wielość tych imprez może prowadzić do spowszednienia dzielenia się opłatkiem. I często niestety tak jest, nawet w rodzinnych domach.

Życzenia. Zazwyczaj życzymy sobie „wszystkiego najlepszego” i „zdrowia przede wszystkim”. Jednak nie tylko słowo jest ważne. I chociaż jest ono nośnikiem dobra (albo zła), zawsze w sytuacji życzeń kojarzy mi się z łacińskim słowem „bene-dictio”, czyli „błogosławieństwo”, czyli dobre życzenie. Składając życzenia błogosławię drugiemu. Co jednak w sytuacji, gdy staje przede mną ktoś, kogo nienawidzę, nie cierpię, nie lubię, albo mam szczerze dość? Może mnie zranił, oszukał, skłamał, zdradził. A może to ja zrobiłem to samo jemu? Co wtedy? Chcąc złożyć sobie życzenia, warto najpierw wypowiedzieć szczere słowo „przepraszam”, albo samemu poprosić o wybaczenie. Inaczej rzecz biorąc, pojednać się. To jest pierwszy krok, od którego zależy wiele. Bez niego słowa, nawet te najlepsze, pozostaną tylko słowami. Pustymi na dodatek.

Czas na następny krok. O wiele trudniejszy. Zwłaszcza, a może przede wszystkim w realu, czyli świecie rzeczywistym, nie przy pomocy telefonu komórkowego lub sieci. Trzeba wyciągnąć rękę, by przełamać z drugą osobą kawałek opłatka. Wyciągnąć rękę z kawałkiem chleba, który nie może spaść tylko do rangi symbolu. Jest on przecież w naszej kulturze podstawowym pokarmem, na który się pracuje, który się szanuje, od którego zależy życie. Nie wszyscy już o tym pamiętają i wiedzą. Chleb spowszedniał w epoce nadmiaru. Są tacy, którzy dbając o swoją dietę, wykreślają z niej chleb. Często ląduje w koszu na śmieci… W świątecznych życzeniach nadal jest jednak łamany. Prosty gest, który wiele znaczy, mówi o braterstwie i przyjaźni, łączy ludzi ze sobą. A do tego potrzeba więcej niż przebaczenia. Trzeba czasu, który poświęcam drugiemu, wsłuchania się w jego życie, byciu blisko jego codziennych spraw. Trzeba braterstwa, przyjaźni, miłości.

Chleb mówi mi nie tylko o tym. Jem go, bo jest dobry, zwłaszcza, gdy jest świeży. I wiem, że takim też powinienem być dla innych. Dobry, jak chleb.

Boże Narodzenie dzieje się, jak wtedy, dwa tysiące lat temu, w Domu Chleba, bo tak tłumaczy się nazwa Betlejem. Niech ten dom, nasz dom, który tworzymy, gdziekolwiek żyjemy, będzie zawsze dobry, otwarty, świeży, przyjazny i wolny od wszelkiego zła. Wtedy opłatek będzie czymś więcej niż symbol. Będzie prawdziwym kawałkiem mnie samego i mojego życia. Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia!

ks. Łukasz Kleczka

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*