Wakacyjne pielgrzymowanie

Jako że człowiek określany bywa mianem „homo viator”, czyli pielgrzym, człowiek w drodze, moją ulubioną formą wypoczynku jest wędrowanie. Tegoroczne wakacje częściowo spędziłem w drodze, co dało mi wiele satysfakcji i duchowych przeżyć. Pierwszym przystankiem była Jasna Góra. To miejsce, gdzie zawsze wracam. Na chwilę, na jedno słowo, wymianę spojrzeń. Tak, żeby powiedzieć: „Jestem, Mamo!”. Wiele razy wędrowałem do Częstochowy pieszo. I w krótszych, i dłuższych pielgrzymkach. To był zawsze czas rozmyślań o życiu i tym, co przede mną. Dodając do tych rozmyślań fizyczny trud drogi ze wszystkimi jej niedogodnościami tworzyła się prawdziwa filozofia życia. To był też czas słuchania. Wsłuchiwania się w historie życia ludzi idących obok. Te moje powroty na Jasną Górę są dla mnie zawsze czymś bardzo osobistym i ważnym, czymś co daje mi duchową siłę i spokój.

Dalsza droga prowadziła do Sokółki. Miasteczko w okolicach Białegostoku stało się ostatnio znane ze względu na cud eucharystyczny, który się tam wydarzył. Dla jednych fenomen warty zobaczenia i zbadania, dla innych zdarzenie, które wpływa na wiarę człowieka. Siostra zakonna w zakrystii kościelnej mówi mi, że „bum” ciekawskich się skończył, teraz przyjeżdża tu więcej tych, którzy prowadzeni wiarą, potrzebują jej wzmocnienia. Klęcząc przed pokrwawionym niewielkim kawałkiem ludzkiego mięśnia sercowego w agonii, bo tak wykazały szczegółowe badania patomorfologiczne, miałem przed sobą obraz moich codziennie sprawowanych Eucharystii. Dotykania hostii, która staje się ciałem Pańskim i wina, które staje się Jego krwią. Był to dla mnie moment bardzo osobisty, bo dotykał mojej wiary i jej przekazywania.

Kolejny etap poprowadził do Wilna. Przekraczając granicę tuż za Augustowem wjechaliśmy na obszar kraju, w którym zniszczenia okresu postsowieckiego są wciąż bardzo widoczne. Mijając wioski i bezkresne lasy dostaliśmy się do litewskiej stolicy. Jednym z moich marzeń było zobaczyć Wilno, miasto, o którym tak wiele uczyłem się na lekcjach historii. Historyczną część miasta poprzetykano budowlami z okresu reżimu, szpecąc jej pierwotne piękno. Jest ono jednak wciąż wystarczająco silne, żeby je wydobyć i móc się nim zachwycić.

Najpierw katedra. Barokowa, wybudowana w miejscu wcześniejszych, staraniem króla Zygmunta III Wazy, odbudowywana wiele razy, a w drugiej połowie XX wieku przeznaczona na magazyn. Zawiera w sobie miejsce bardzo polskie, jakim jest kaplica z relikwiami św. Kazimierza Królewicza oraz figury i groby polskich królów i książąt. Później gmach Uniwersytetu Wileńskiego, z którym związani byli Mickiewicz, Słowacki i Miłosz. To jedna z najstarszych uczelni Europy Wschodniej i duma okresu Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jak w każdym akademickim mieście, uliczki wokół uniwersytetu pełne są studentów i ludzi nauki.

Idąc dalej dochodzimy do jednego z celów naszej wizyty. Jest nim niewielki kościółek pod wezwaniem Trójcy Świętej. Od 2005 to właśnie tam znajduje się pierwszy obraz Miłosierdzia Bożego, namalowany według wskazówek św. siostry Faustyny Kowalskiej przez prof. E. Kazimirowskiego. Nad całością pracy czuwał mieszkający w tym czasie w Wilnie bł. ks. Michał Sopoćko, będący spowiednikiem Faustyny. Obraz Miłosiernego Jezusa, ten „wileński” od wielu lat jest dla mnie bardzo szczególną „fotografią” Tego, któremu często mówię: „Ufam Tobie”, „Jezu, ufam Tobie!”. Ta modlitwa daje mi ciszę i bezpieczeństwo. Kilka kroków wyżej znajduje się kościół Ducha Świętego, który gromadzi Polaków. To w nim przez wiele lat znajdował się czczony w bocznym ołtarzu obraz Miłosierdzia. Oprowadzający nas po Wilnie pan Staszek, Polak z pochodzenia, opowiada o trudnościach, z jakimi spotykają się nasi rodacy w tym mieście. Częstym jest brak akceptacji dla polskości, choć na każdym kroku słychać język polski, a praktycznie każdy rozumie nasz ojczysty język. Dowodem tego była wizyta na Rossie, polskiej nekropolii narodowej, zniszczonym bardzo i zaniedbanym cmentarzu. To tam znajduje się „grób Matki i serce jej Syna”, Józefa Piłsudskiego.

I w końcu brama. Ostra Brama. Zachwyciłem się widokiem wchodzących przez nią ludzi. Młodzi i starzy tuż po jej przejściu odwracają się, spoglądają w górę, czyniąc znak krzyża. I idą dalej. Obraz Matki Miłosierdzia jest niezwykły. Jest w nim cisza i pokój. Jakiś majestat, który nie onieśmiela, ale zbliża do siebie. Skrzyżowane na piersiach ręce Maryi, jakby chciały przytulić każdego, kto zbliża się do Jej ikony. Uczucie podobne do tego, które towarzyszy mi na Jasnej Górze. Zrozumiałem teraz, co miał na myśli Mickiewicz, kiedy pisał w Inwokacji: „Panno Święta, co jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie”. Zresztą wiele w Wilnie Mickiewicza. Ten moment w Ostrej Bramie, jak i całe Wilno zostało w moim sercu. Po to, by kiedy będzie okazja, moc tam wrócić i pomyśleć. Bo jest nad czym.

W drodze powrotnej były nasze polskie Mazury, Święta Lipka, Gietrzwałd i Toruń. I „wszędy pełno Ciebie” i jakieś piękno, które daje radość wraz z uczuciem wewnętrznej wolności i wdzięczność za to, że to piękno, będące obrazem najczystszego Piękna, zbawi świat. I jeszcze wdzięczność za kulturę, historię i wiarę. I chęć, by nic z tego nie stracić, ale pielęgnując, przekazywać innym.

ks. Łukasz Kleczka

fot.gavilla/pixabay.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*