Trudne nie znaczy niemożliwe

Trudne nie znaczy niemożliwe

Kiedy w ubiegłą niedzielę, 4 października, rozpoczynałem kazanie na polskiej mszy świętej poczułem, że nie będzie łatwo. Za dużo trudnych myśli miałem w głowie, prawie mętlik. Modliłem się długo, żeby Duch Święty poprowadził słowa, które miałem wypowiedzieć. Skąd ta trudność, zawahanie?

W Rzymie właśnie papież rozpoczął synod. Przyjechali biskupi i eksperci z całego świata. Kolejne podejście i dyskusje o rodzinie. I wiele napięcia, oczekiwania, niepewności. Czy zmieni się coś? Czy nic się nie zmieni. Co z komunią dla rozwiedzionych, co ze stwierdzaniem nieważności małżeństw, które zupełnie błędnie nazywają „kościelnymi rozwodami”, co ze związkami jednopłciowymi, co z gender, co z partnerstwami i jeszcze więcej tych pytań. Sprowadzają się one do wspólnego mianownika: czy Kościół katolicki ruszy wreszcie do przodu, czy nie. Podda się rewolucji miłości czy zamierza tkwić w starych, niemodnych schematach? I jeszcze dziwią się, czemu ludzi ubywa z Kościoła. No bo jak żyć w takim Kościele?

To nie koniec. W piątek zapowiedź, w sobotę potwierdzenie. Chodzi o kazus polskiego księdza, który ogłosił światu, że jest, kim jest. Dla jednych sensacja, dla innych ból, jeszcze dla innych połamanie w wierze. Jedni pochwalają odwagę, inni są zgorszeni. W tym wszystkim nawet media czują się oszukane, bo każdy chciał być (miał być) ekskluzywny, wyjątkowy. Nieczęsto zdarza się aż taka gratka.

Stojąc przy ambonie czytam słowa Ewangelii, te same, których słuchają dziś katolicy na całym świecie: „Na początku stworzenia Bóg ‘stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną i będą oboje jednym ciałem’. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela”.

Nieśmiało zaczynam kazanie. Mam świadomość, że w kościele są różni ludzie. I ci, którzy żyją wiernie w małżeństwie z dłuższym czy krótszym stażem. Są ci, którym małżeństwo nie wyszło, rozeszli się i znaleźli nowe szczęście. Są samotni z różnych powodów. Są wdowcy i wdowy. Dzieci, młodzież i dorośli. I ja ich wszystkich kocham. I nikogo nie chciałbym zranić w tej delikatnej kwestii, jaką jest małżeństwo i wierność. A jednak nie mogę pominąć słów Jezusa, jasnych i jednoznacznych. Wiem jednak, że one tak samo odnoszą się do mnie. I do mojego życiowego wyboru, którego świadomie i dobrowolnie kiedyś dokonałem. I mam tę gorzką świadomość, że przecież ja też jestem grzesznikiem, tylko człowiekiem, słabym, kruchym, ale… No właśnie jest jedno “ale”. Mimo tego wszystkiego wiem, że jestem zdolny do walki. O wierność pomimo.

Faryzeuszom z Ewangelii bardzo zależało na tym, żeby skonfundować Pana Jezusa. “Skoro starotestamentowe prawodawstwo dopuszczało oddalenie żony przez wręczenie jej tzw. listu rozwodowego, co stanowi praktykę przyjętą w świecie żydowskim do dzisiaj, jak to pogodzić z trwałością małżeństwa?” – pyta ks. prof. W. Chrostowski. “Odpowiedź Jezusa uwypukla napięcie między rzeczywistością naznaczoną słabościami i grzechem, w czym znajduje wyraz zatwardziałość ludzkich serc, a ideałem zamierzonym przez Boga, który znalazł wyraz w akcie stworzenia”. Jezus pokazuje tę zatwardziałość, budowaną na egoizmie, raniącą innych, niszczącą, niestety, wszechobecną. Której chodzi przede wszystkim o to, co jest tak bardzo moje i dla mnie. Zapominającej o innych. I dochodzę do konkluzji. Jezus nie wyklucza tych, którym w życiu nie wyszło. Nie wyklucza tych, co czują tak, a nie inaczej. Ale nie sankcjonuje takiego postępowania, które godzi w porządek ustalony przez Boga.

To nie Kościół wymyślił prawa i ograniczenia. One płyną z prawa Bożego, które gwarantuje harmonię w życiu i szczęście. W życie wpisane jest cierpienie. W każdą drogę życia czy to będzie małżeństwo, czy kapłaństwo, czy samotność. Nikt tego cierpienia nie uniknie. Ono jest konsekwencją grzechu i ludzkiej słabości. Jednak każdy posiada wystarczająco siły do walki. I podjęcie walki prowadzi do zwyciężenia kryzysów, które stają się miejscem wzrostu. Człowiek jest silniejszy, wedle porzekadła, że „co cię nie złamie, to cię wzmocni”. Dlatego życzę każdemu motywacji do życia i optymizmu płynącego z przekonania, że naprawdę można… wygrywać, oczywiście.

ks. Łukasz Kleczka SDS

fot.Unsplash/pixabay.com

Categories: Kleczka

Comments

  1. zza kałuży
    zza kałuży 14 października, 2015, 15:03

    „dla innych połamanie w wierze.”
    *
    Jeśli już jakiegoś księdza obwiniać za „połamania w wierze” to spieszę wyjaśnić, że rola ks. Charamsy jest tu marginalna. Ponieważ ksiądz Łukasz Kleczka publikuje swoje rozważania na internetowych łamach „Dziennika Związkowego” ukazującego się w Chicago, podam zatem lokalny przykład „łamiącej wiarę” działalności. Mam tu na myśli takie indywiduum jak niejaki Zbigniew P. z szemranej organizacji Radio Maryja. (aby nie użyć cisnących się na usta dużo mocniejszych określeń).
    *
    Otóż ów osobnik w jak zwykle jątrzącym, judzącym i rozbijackim programie nadanym 13 października 2015 roku insynuował członkom chicagowskich komisji wyborczych, pracownikom konsulatu oraz/lub członkom PKW z Polski popełnienie przestępstwa fałszowania książeczek wyborczych. Ostrzegał wyborców przed krzyżykami, jakoby umieszczonymi w tych książeczkach PRZED wydaniem samej książeczki danemu wyborcy.
    *
    Niejaki Zbigniew P. w sposób podły i oszczerczy, użwając faryzejskiego języka pozwolił sobie na taką napaść, cytuję:
    *
    „jak chodzi o same wybory, tutaj jest takie wyczulenie, między innymi od członków komisji, na to, aby (tutaj nerwowe przełknięcie potważcy) sprawdzać tą książeczkę, którą mamy, (…) jest prośba też, aby pobierając tą książeczkę sprawdzić, czy nie ma już tam, PRZYPADKIEM (Zbigniew P. celowo położył nicisk na PRZYPADKIEM) jakiegoś iksa postawionego, bo może się tak zdarzyć. I wtedy głos oczywiście nieważny, chociaż byśmy zagłosowali na przykład na listę pierwszą, na Prawo i Sprawiedliwość, a przy innej partii będzie głos, więc wtedy cały głos nieważny.”
    *
    Wężowe oszczerstwa niejakiego Zbigniewa P. byłyby dla mnie mocno obraźliwe gdybym dawno temu nie przyzwyczaił się do podłego charakteru jakże wielu funkcjonariuszy Kościoła katolickiego. Rynsztokowe treści wylewające się z Radia Maryja przyzwyczaiły nas już do wszystkiego.
    *
    Oczywiście chodzi mi o niejakiego Pienkosa. Używam formy „Zbigniew P.” aby wywołać skojarzenie z przestępcami. Techniki tej nauczyłem się od Otwartego Mikrofonu, programu nadawanego w czasie wykupionym od radiostacji WPNA 1490AM przez amerykańską firmę JVL Productions, gdzie od lat używa się jej w celu zohydzenia polityków Platformy Obywatelskiej, partii działającej w Polsce, w oczach chicagowskiej Polonii.
    *
    Nie słyszałem aby jakikolwiek ksiądz katolicki pracujący w licznych polonijnych kościołach w Chicago i na przedmieściach kiedykolwiek zaprotestował przeciwko skracaniu przez ten amerykański program radiowy nazwisk polskich premierów i prezydentów w taki sposób, aby upodobnić je do nazwisk przestępców. Skoro nie było żadnej reakcji, to nie żaden „ksiądz Zbigniew Pienkos” tylko „niejaki Zbigniew P.”
    *
    Pisze ksiądz Łukasz Kleczka o „jasnych i jednoznacznych słowach Jezusa”.
    *
    Proszę zatem o wyjaśnienie, co niejaki Zbigniew P. miał na myśli mówiąc: „jest prośba”?
    Gdzie „jest prośba”?
    Czyja „prośba”?
    Mam rozumieć, że któryś z niezrównoważonych umysłowo pisowskich członków komisji zwierzył się duchownemu ojcu z Radia Maryja z trapiących go psychicznych lęków? Leków co do uczciwości swoich kolegów w chicagowskich komisjach wyborczych a pełniących tam posługę z ramienia innej niż PiS partii?
    Mam rozumieć że paranoja, na którą cierpi niejaki Zbigniew P. pozwoliła mu uznać te insynuacje za jak najbardziej warte ubogacenia nimi całego świata?
    *
    „sprawdzić, czy nie ma już tam, PRZYPADKIEM jakiegoś iksa postawionego, bo może się tak zdarzyć”
    *
    Jak rozumiem wypluwanie przez „katolicki głos w twoim domu” takich kalumnii przyczynia się do wzrostu „braterskich i siostrzanych” uczuć wśród „drogich rodaków, żyjących z dala od ojczyzny”?
    „Dzięki Radiu Maryja możemy znowu być sobie bliscy”?
    I w poczuciu tej radiomaryjnej bliskości sprawdzać książeczkę do głosowania w poszukiwaniu PRZYPADKOWEGO iksa?
    Przeżywając w ten sposób „nasze doświadczenie wiary, Kościoła i miłości do Ojczyzny”?

    Jeżeli istniejesz, proszę obroń mnie Boże przed taką zakłamaną „wiarą” w to, że mój rodak z komisji wyborczej jest oszustem i przestępcą.

    Przed takim „doświadczeniem Kościoła”, które narazi mnie na spotykanie osobników podobnych do niejakiego Zbigniewa P. Pokraki dużo bardziej skrzywionej psychicznie od tych funkcjonariuszy mediów, z którymi mieliśmy do czynienia w czasach PRLu.
    *
    Podłe, fałszywe, prawdziwie radiomaryjne obrzucenie błotem, czysto redemptorystyczna kalumnia rzucona na wszystkie osoby, których pieczy powierzono organizację wyborów w Polsce i w Chicago.
    Tylko dlatego, że na jakimś korytarzu czy w jakiejś ubikacji Centrali Radia Maryja na ulicy Belmont jeden paranoiczny emeryt z jakimś przypadkowym spaślakiem w sutannie po całych dniach rajcują się nakręcaniem spirali nienawiści? To miało być przykładem „braterskich uczuć”?
    *
    Jakie dowody ma oszczerca Pienkos aby publicznie rzucać takie oskarżenia na tych wszystkich pracujących przy wyborach ludzi?
    *
    Radzę księdzu Łukaszowi Kleczce aby swoją troskę o „zatwardziałość ludzkich serc (…) budowaną na egoizmie, raniącą innych, niszczącą, niestety, wszechobecną” skierował pod adresem tłustego lokatora Centrali Radia Maryja w Chicago i „poprowadził go do zwyciężenia kryzysów, które stają się miejscem wzrostu.”
    Oby tylko moralnego a nie wszerz.

    Reply this comment
  2. Anna
    Anna 14 października, 2015, 20:20

    Jak jestes taki odwazny czlowieku to podaj nazwisko ,odkryj sie.
    Widac ze, potrzebujesz egzorcysty .
    Za ciebie czlowieku to tylko sie modlic, tyle w tobie nienawisci. Ojciec Zbigniew jest wspanialym , odwaznym kaplanem i dlatego tchorze tacy jak ty go tak nienawidza. Jak bardzo czlowieku musisz byc zakompleksiony i nie kochac samego siebie, zeby tyle napisac . Czy ulzylo Ci ?

    Reply this comment
  3. adalbert
    adalbert 16 października, 2015, 09:36

    Paplacy sie w kaluzy to zazwyczaj partnerzy srodowisk nauczycielskich,a wiec w tym przypadku malzonek odpowiedzialnej i zobowiazanej wysokiej rangi przedstawicielki tego srodowiska,ktora doskonale wie, co poczac w procesie edukacyjnym z dziecmi,ale nie wie lub nie ma dostatecznej motywacji,aby ze szlamu kaluzowego oczyscisc swego bladzacego po manowcach malzonka. I ten malzonek brnie w tym kaluzowym szlamie,pozbawiony znikad podstawowej pomocy,kreslac slowa wg swego mniemania odpowiedzialne i zaslugujace na powszechna uwage,a brnie dlatego,ze pokrywajaca go kaluza szlamu(obojetnego pochodzenia) utwierdza GO w przekonaniu,ze czyni slusznie i odpowiedzialnie.Jedyny ratunek to wlasna malzonka zdolna , jak to sie kolokwialnie mowi „otworzyc mu szeroko oczy” na otaczajaca go rzeczywistosc. Ide w zaklad,ze malzonka tego „ZZA KALUZY” to osoba ustosunkowana,obiektywna i zmotywowana…i wlasnie z tego srodowiska pedagogicznego. Ale jakie ma problemy, by zechciec oczyscic ze szlamu zbrukana osobe,w koncu przeciez tak bliska, doprawdy nie wiem. Moze to brak pozytywnej motywacji…moze przekonanie,ze trud jest daremny,tego nie wiem. Wiem natomiast,ze trzeba uczynic wszystko,co w naszej ludzkiej mocy, aby wspomoc tych kaluzowych osobnikow tak, by ich wywody bliskie byly realnosci zyciowej a nie jakiejs fantasmagorie…czy nie,Pani Aniu !?

    Reply this comment
  4. SAWA
    SAWA 16 października, 2015, 14:37

    KATOLE I DEWOCJA TO jakos nie pasuje do dzisiejszych czasow kler sprzedaje Niebo obiecane ,bez zadnej gwaranscji ,ani reklamacji a dewoci to kupuja , bo przeciez po smierci kazdy chce do nieba, skoro niebo jest do kupienia u klechy ,to
    nie pozostaje nic wiedej ,jAK IM DAROWAC DOROBKI CALEGO ZYCIA W TESTAMENTACH -ciemnogrod polski kwitnie nawet tu w USA

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*