Rzecz o ubogich

fot.Pexels.com

Pierwszy raz w historii jest taki dzień. Dzień Ubogich. Dzień-wyzwanie, choć i tak do wielu ono nawet nie dotrze i nie wzruszy, to jednak jest. Trzeba było Franciszka, papieża z Argentyny, żeby po roku miłosierdzia, który miał uwrażliwić ludzi przede wszystkim na konkret, jakim jest otwartość i działanie względem drugiego, który właśnie jest w potrzebie. Bo dzisiaj jest on, jutro mogę być ja. Zresztą był już w historii taki Franciszek, z Asyżu, z temperamentem Włocha, z bogatej, kupieckiej rodziny. Postanowił sam stać się ubogim, zostawić wszystko i iść bez niczego, bez jakiegokolwiek zabezpieczenia materialnego, żeby w ten sposób zrewolucjonizować świat i jego materialistyczną mentalność.

To prawda, że zawsze byli i będą ludzie biedni. Różne są powody ich biedy. Ubóstwo bierze się z biedy, często jego źródło jest gdzie indziej, niż w braku materialnego zabezpieczenia. Znam ludzi, którzy nie mają wiele, czasem nic, a są szczęśliwi. Ubóstwo ma swoje źródło w ludzkiej biedzie, jaką jest człowiecza słabość, upadki i bezsilność wobec nich. Nic nie dziwi. Materiał, z którego zostaliśmy stworzeni, to nie żelazo, ale ciało, słabe, ulepione z ziemi. Jednak jest coś, co jest prawdziwym bogactwem najsłabszego i przez to najbiedniejszego człowieka. To jest jego serce i zdolność kochania, tym większa, im bardziej bezinteresowna i zwyczajna. W podejściu do ubóstwa warto zacząć od siebie, przyznać się, że mam w sobie wiele biedy. To jest dobry początek. I jeżeli nie skupi mnie na samym sobie, nie rozklei się i nie będzie użalał się w nieskończoność, to jest szansa, że obudzi we mnie wrażliwość na drugiego. Ile razy spotykam i słucham ludzi, którzy wręcz wyją o relację z drugim, osamotnieni, choć w domu nie są sami. Takie paradoksy. Bo brakuje czasu, bo ciągła gonitwa, bo potrzeba zarabiania, zawsze jakieś wytłumaczenie. A później tragedia, bo ktoś wpadł w nałogi, nie umie się podnieść, bo ktoś zachorował i umiera, odchodzi zostawiając pustkę i żal, z pytaniem, jak do tego doszło. Życie domaga się czasu dla siebie i wrażliwej uwagi na komunikaty, wysyłane często bezsłownie.

Tak postrzegam właściwe podejście do ubogiego. I chyba o to chodzi Franciszkowi, bo przypomina, że trzeba miłować nie słowem a czynem. „Cóż to czytasz, mości książę? – Słowa, słowa, słowa”– odpowiedział Hamlet. Łatwo o słowa, jest ich nadmiar wszędzie, ale często są puste, bez treści. Łatwo mówić, że się kocha, zupełnie inaczej jest, kiedy tę miłość trzeba praktykować, konkretnie wyrazić, z pełnym zaangażowaniem. Dlatego podziwiam ludzi konsekwentnych, którzy nie szczędzą czasu dla innych. Niedawno ukazała się fenomenalna książka pt. „Projekt: Różnica”. Jej autor Jacek Hajnos spędził pięć lat z bezdomnymi. Tak powstał zbiór 77 portretów ludzi, 77 komentarzy i jedno przesłanie, którym jest uwrażliwienie na ludzką godność. Autor, tak to tłumaczy: „Różnica to projekt, który uczy nas czym jest prawdziwa bezdomność. Bezdomność bowiem to nie brak materialnego domu. To coś, co może być bliżej Ciebie niż myślisz. Bezdomność to przede wszystkim brak relacji. W tym kontekście każdy z nas może być bezdomny. Ile znasz osób, które mają problemy w relacjach z najbliższymi osobami? Ile z nas żyje w ciągłym strachu, że straci pracę, zdrowie, pieniądze, wszystko… Gonimy za materią tracąc to, co najcenniejsze. RELACJE”.

Jak bardzo zmienia się życie i świat, kiedy ludzie tworzą między sobą relacje. To nie jest tak, że dla spokoju sumienia, rzucając jakiś pieniążek dla biednych, pomagamy. Owszem, pomoc materialna jest ważna. Chęć dzielenia się z innymi. Jednak czymś bardzo ważnym jest zwyczajne pytanie o to, kim jest ten drugi człowiek, gdzie jest źródło jego ubóstwa. Okaże się, że można słuchać przejmujących i jedynych w swoim rodzaju historii ludzkich dramatów. Tak tworzą się relacje. Ze współczucia. Tego się nie da kupić tak po prostu. To można znaleźć w sobie. Dlatego Dzień Ubogich, to niejako alarm i wezwanie do konkretu. Bardzo przejmującym od zawsze jest dla mnie obraz ikona „Ecce Homo”, świętego brata Alberta. Pokazał Chrystusa w Człowieku, biednym, bezdomnym, osamotnionym, odartym z godności, smutnym. W mojej sypialni patrzy na mnie ten Człowiek, stojąc naprzeciw mojego łóżka. Kiedy się podnoszę, jest dla mnie wyzwaniem. Do konkretu.

Światowy Dzień Ubogich ma być dniem otwarcia. Oczu, by zacząć widzieć. Serca, by zacząć czuć. Portfela, by zacząć się dzielić. Tak wiele biedy w świecie. Biedy miłości, bo rządzi pieniądz i konsumpcja. Ubóstwo i bieda alarmują głosami takich ludzi, jak papieża Franciszka, odważnymi głosami odważnych ludzi, którzy mówią i pokazują konkretnie: Stop przemocy! Stop biedzie! Stop bezczynności i obojętności!

I Światowy Dzień Ubogich odbędzie w niedzielę, 19 listopada pod hasłem „Nie miłujmy słowem, ale czynem”.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*