Radość czy rozczarowanie?

Radość czy rozczarowanie?

W wielkanocną niedzielę, w nieco amerykański sposób pozdrowiłem zgromadzonych w kościele wiernych starochrześcijańskim wyznaniem: „Chrystus zmartwychwstał!”. Uczyniłem to ze sporą dawką entuzjazmu. Oczekiwałem równie entuzjastycznej odpowiedzi: „Prawdziwie zmartwychwstał!”. Przeliczyłem się, gdyż zapadła cisza, a wręcz zdumienie typu: „czego on od nas chce?”. Pomyślałem, że niestety, taki jest katolicyzm w polskim wydaniu: smutnawy, poważny, zamknięty na entuzjazm, wystraszony, żeby nie wychylić się zbytnio przed innych. A przecież święta wielkanocne to kwintesencja chrześcijańskiej radości, to zwycięstwo nad śmiercią, eksplozja życia. Czemu zatem nie pobudza do takiej radości? Czemu odpowiedzią jest smutek i powaga?

Przypominam sobie św. Jana Pawła II, który modląc się, zwłaszcza z młodzieżą, żartował robiąc wtręty do oficjalnych tekstów przemówień, śmiał się, a nawet wymachiwał laską, którą na starość musiał się podpierać. Te zachowania mobilizowały do spontanicznych wybuchów radości, podrywały i były bardzo czytelnymi świadectwami dla świata. Są oczywiście tacy malkontenci, którzy uważają, że to gruba przesada, bo w kościele nie można robić kabaretów. Zgoda, ale kto powiedział, że nie wolno się cieszyć?

Wielkanocna sytuacja doprowadziła mnie do głębszej refleksji nad opisywanym zjawiskiem. Dotyka postawy, która nazywa się obojętnością. Jeśli bowiem nie cieszy mnie fakt, że mój Pan, Jezus Chrystus wyszedł żywy z grobu, to znaczy, że w ogóle niewiele mnie interesuje w tej materii. Ot, kolejne odfajkowane święta, może nawet zaliczona spowiedź, poświęcony koszyczek i tyle. Codzienność dostarcza wystarczająco dużo zmartwień i powodów do myślenia. A gdzie wiara? Żywa wiara?

Z pomocą przychodzi papież Franciszek: „Pozwólmy, aby radosne zdumienie Niedzieli Wielkanocnej rozprzestrzeniało się w myślach, spojrzeniach, postawach, gestach i słowach”, dodając bardzo trafnie, że radość Zmartwychwstania „to nie jest makijaż”, gdyż pochodzi z wewnątrz, z serca zanurzonego w źródle tej radości. Warto postawić sobie pytanie o radość w ogóle. Czy nie warto zdobyć się na przełamanie w sobie smutku i rozgoryczenia? Tej postawy beznadziei, w której wszystko, cokolwiek się dzieje, jest złe. Taka postawa rodzi wiele napięć i gestów nienawiści wśród ludzi. Różni ich polityka, światopogląd, różne podejście do wiary. Brakuje miejsca na świadectwo otwarte i radosne, wszak wierzymy w Boga i Bogu, którego imieniem jest Miłosierdzie, który posłał na świat swojego Syna, aby Ten umarł na krzyżu za każdego człowieka. I każdemu daje szansę, każdego jednakowo zaprasza do świętości. Jestem przekonany, że osobiste odkrycie takiego Boga w osobie Jezusa Chrystusa, staje się wystarczającym motywem radości, którą nie wstydzę się emanować we wszystkich kierunkach, gdyż ona po prostu się ze mnie wylewa.

Jestem przekonany, że dobrze przeżywane chrześcijaństwo, którego paliwem jest radość Niedzieli Wielkanocnej, rodzi wspólnotę. A ta z kolei jest rzeczywistością, której bardzo potrzebuje każdy człowiek w głębi swojego serca. Tęsknimy za wspólnotą, za relacjami z ludźmi, za tym, żeby się dzielić ze sobą życiem i patrzeć do przodu. Filipiński kardynał Luis Tagle pisze: „W czasie rozczarowań powracamy do naszej wiary, by obudzić osłabłego ducha i odnaleźć nowe siły, szukając pełni życia. W jaki sposób nasza wiara w Jezusa, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Pana, uzdalnia nas do stawienia czoła rozbitemu na kawałki światu? Co nasza wiara ma nam do zaoferowania? Wkładem, który chrześcijanie mogą wnieść w odnajdywanie jedności świata, jest między innymi przyczynienie się do odzyskania wartości wspólnoty w podzielonym świecie.” Przykładem są rozproszeni w dniu ukrzyżowania Jezusa Jego uczniowie. Wiara w Zmartwychwstałego zgromadziła ich na nowo razem, we wspólnocie. W ten sposób stali się więcej niż znakiem, świadectwem. Stali się zaczynem nowego świata i nowej kultury. A jednym ze spoiw tejże wspólnoty była i jest radość. Jest nim także „jedno serce i jeden duch”.

Nie tylko w Wielkanoc spotykam rozczarowanych, smutnych, najeżonych chrześcijan. Takich osamotnionych i pogubionych nieco w przestrzeni sacrum. Zaskoczonych tym, że ktoś woła z entuzjazmem, że Chrystus zmartwychwstał. I myślę, że trzeba ich jakoś w końcu przełamać, ośmielić do wiary, nie tylko słowami, ale prawdziwym entuzjazmem. Zatem życzę sobie i każdemu, kto czuje i podziela sprawę: odwagi i do dzieła!

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

 

fot.Pixabay.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*