Problem z uchodźcami

fot.Jamal Nasrallah/EPA

Nie ukrywam, że pytany o stanowisko w sprawie uchodźców, czuję chaos. Mieszają się we mnie dwa różne stanowiska. Z jednej strony, będąc chrześcijaninem i katolikiem kieruję się słowami Pana Jezusa w Ewangelii, który mówi jasno: „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”. Dramat ludzi, zmuszanych do opuszczania własnych domów, ojczyzny, a nawet kontynentu, aby iść w nieznane, niepewnie i z narażeniem życia, nie pozwala stać milcząco i pozostawać biernym. Obraz niewinnych ludzi, wystraszonych i pogubionych, jest i powinien poruszać serce i sumienie każdego. Z drugiej strony wciąż wzrastająca liczba ataków i zamachów terrorystycznych jest nie tylko przerażająca, ale jest ważnym sygnałem do tego, by uważać. Wszak zdecydowana większość terrorystów przenika wśród uchodźców. W efekcie sami uchodźcy stają się także ofiarami tego działania. I tu jest sedno problemu. Co robić?

Papież Franciszek powtarza: „Mówiłem o trzeciej wojnie światowej w kawałkach. W rzeczywistości jednak ona nie jest w kawałkach; to jest wojna”. Niestety trudno jest jasno określić przeciwnika. On może być wszędzie. To prawda, że terroryści wywodzą się w większości z islamu, a ten wypowiedział świętą wojnę niewiernym i poprzez fanatyków idzie na całość, nie patrząc na tragiczne skutki i nie przebierając w środkach. Manchester jest kolejnym miejscem, gdzie ofiarami są niewinni ludzie, gdzie celem był koncert dla młodzieży. To jest zło w stopniu najwyższym, które trzeba potępić, wobec którego trzeba być jednoznacznym. Sytuacja, w której znalazł się świat, bo wbrew pozorom nie tylko w Europie dzieje się ta wojna, jest określana coraz częściej jako „wojna cywilizacyjna pomiędzy kulturą muzułmańską a chrześcijańską”.

Niestety powodem tego, że jest ona możliwa, jest ciągłe spychanie chrześcijaństwa i jego wartości poza margines życia. Benedykt XVI alarmująco przestrzegał przed ideologiami liberalizmu i relatywizmu, nazywając je wprost antyreligijnymi i antymoralnymi. Przyczyniły się one skutecznie do zlaicyzowania życia chrześcijan, a brak tożsamości chrześcijańskiej doprowadził do otwarcia terenu na wejście innej, obcej kultury. Biskup John Arnold, ordynariusz diecezji Salford, obejmującej miasto Manchester, powiedział wkrótce po tragedii, że „potrzeba nam w tej chwili silnych więzi społecznych, współpracy, troski o bezpieczeństwo. Musimy znać się nawzajem i współpracować na rzecz budowania silnego i zespolonego społeczeństwa. Jest to trudne zadanie, ale musimy je wykonać (…) Bardzo stanowczo i z wielkim zaangażowaniem musimy zabiegać o naszą przyszłość i budować spójne społeczeństwo, aby takie wydarzenia już nigdy więcej się nie powtórzyły”.

Wracając do początkowego dylematu, z którym się zmagam, uważam, że ważny i trudny problem przyjmowania uchodźców został za bardzo upolityczniony. Trudno się dziwić, że Polska ma problem z tym, czy przyjmować uchodźców, czy nie. Jesteśmy krajem homogenicznym, w którym procent ludzi pochodzących z innych narodów i kultur jest niski. Zupełnie inaczej jest w krajach Europy Zachodniej, czy w Stanach Zjednoczonych. To my, Polacy, byliśmy do tej pory emigrantami, idącymi w świat „za chlebem”, czy też, jak to bywało w historii, byliśmy wprost uchodźcami. Zgadzam się, że potrzeba nam czasu na to, żeby do pewnych decyzji dojrzeć i trudno jest zbyt łatwo zgadzać się na narzucanie czy wymuszanie ich przez innych. Czy może dziwić fakt lęku i niepewności, z którym zmagają się ludzie? Potrzeba poczucia bezpieczeństwa i pewności? Boimy się współistnienia z religią, która wprost nie mówi, że nie godzi się na terroryzm, pokazując zarazem prawdziwe oblicze islamu. Potrzebujemy odbudowania wspólnoty społecznej i religijnej, radykalnego powrotu do wartości chrześcijańskich.

Znalazłem w sieci taki mem, który proponuje referendum w odpowiedzi na pytanie: „Czy jesteś za przyjęciem uchodźców?”. Przy odpowiedzi na „tak”, dopisano: „To mój adres”. Wydaje mi się, że to także jest ważne. Czy jestem gotowy na to, by przyjąć pod swój dach człowieka lub rodzinę, zapewniając im normalne warunki życia? Na pewno chciałbym się najpierw dowiedzieć, kim on jest, jaki jest jego światopogląd, czy mogę mu zaufać. Jednak ważna jest chrześcijańska otwartość i gościnność, które powinny być cechami charakteryzującymi nasze życie. To już wiele, to jest dobry początek, mieć dobrą wolę przyjęcia drugiego.

I tak z naszego podwórka. Mój znajomy w ostatnim czasie kupił mieszkanie. Zanim jednak dokonał transakcji, musiał przejść przez szereg upokarzających wywiadów, w których, jak to określił, czuł się traktowany jak śmieć. Na ironię losu, ludzie, którzy w imię zadbania o spokojnych lokatorów, podporządkowujących się we wszystkim wymogom innych, testowali tego człowieka, byli jak on, Polakami. I co tu wiele mówić, skoro dla swoich nie potrafimy być grzeczniejsi i bardziej serdeczni, czego możemy oczekiwać od innych? Warto nad tym pomyśleć, zanim zajmie się stanowisko w sprawach ogólnoświatowych.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*