Pod okiem kamer

Pod okiem kamer

Kolega zaprosił mnie na targi w Nowym Jorku, gdzie zaprezentowały się firmy sprzedające kamery do monitoringu oraz systemy zabezpieczające domy i inne obiekty. Pierwszy raz w życiu miałem okazję zobaczyć takie bogactwo pomysłów i rozwiązań technicznych, w tym automatyczne psy-roboty, kamerki ukryte w okularach, długopisach, bądź odświeżaczach powietrza, małe urządzenia wykrywające ukryte kamery, zamki na dotyk i inne. Sala wystawowa pełna była klientów zainteresowanych najnowszymi propozycjami. Nie ukrywam, że byłem w lekkim szoku. Będąc totalnym laikiem w temacie, mogłem obserwować, przysłuchiwać się i myśleć. Moja głowa zaczęła wkrótce pękać od przeróżnych refleksji. Niekoniecznie przyjemnych. Zatrważającym stał się dla mnie fakt, że żyjemy w czasach, w których ani rusz bez specjalistycznych zabezpieczeń i ochronnych kamer. Widząc automatyczne roboty i unoszące się w powietrzu drony, czułem się jak na filmach science fiction, za którymi zresztą nigdy nie przepadałem. Do jakiego punktu doszedł świat, a my w nim, skoro tak wiele jest w nas niepewności, strachu i lęku?
Z jednej strony jest to lęk o dobra materialne. Brak poczucia bezpieczeństwa powoduje, że spokojniej żyje się w domu, który jest dobrze pozamykany i zabezpieczony. System kamer pozwala rejestrować każdy ruch, zobaczyć kto przechodzi lub znajduje się pod drzwiami. Jest w nas sporo rzeczywistego lęku, czy otwierając drzwi, nie zostaniemy zaatakowani przez przestępcę. Czasami wolimy też siedzieć cicho, udając, że nas nie ma, gdy na przykład stoi pod drzwiami ktoś, z kim nie mamy ochoty się spotkać. Kamery w takiej sytuacji stanowią idealne wręcz rozwiązanie.
Istnieje strach przed tym, że ktoś może coś ukraść. Wielu jest dzisiaj złodziei, którzy potrafią kraść na bezczelnego, wchodząc i rabując. Wszak coraz częściej zamykane i obstawione kamerami są także budynki kościołów. Tragiczna i smutna to rzeczywistość. Zamknięte, niedostępne kościoły, z obawy przed złodziejami, to coraz częstszy obraz. I jak tu znaleźć ciche i spokojne miejsce na modlitwę, spotkanie z Bogiem, wypłakanie się, gdy trzeba? Skoro wszystko oddzielone i odseparowane.
Miejsca życia i pracy, zwłaszcza jeśli są nimi dom czy kościół, stają się niedostępnymi twierdzami. I rodzi się pytanie, czy można żyjąc w nich być szczęśliwymi? Czy taka separacja nie pogłębia i tak już wszechobecnego osamotnienia? Gdzie pójść, skoro nawet kościół czy inne miejsca ciszy są pod kluczem, monitoringiem i alarmem?
Niepewność i lęk coraz częściej odnoszą się także do związków międzyludzkich. Ukryta kamera, gdzieś w wazoniku ze sztucznymi kwiatami, którego nikt nie rusza, w lampie, czy każdym innym miejscu, rejestruje i śledzi zachowanie współmałżonka i innych członków rodziny. Obnaża w ten sposób całkowity brak zaufania, kompletną niepewność uczuć. Taka postawa pokazuje, jak chore mogą być i są związki międzyludzkie i jak niepewnie można czuć się we własnym domu.
Kolejna kwestia to podglądanie i podsłuchiwanie innych. Na wspomnianych targach dostałem między innymi niewielki gadżet, którym mam zasłaniać kamerkę komputera, bo kto wie, czy nie jestem właśnie inwigilowany i czemu to może służyć. Trzeba dodać, że takie „zabawki” i urządzenia są bardzo drogie. A mimo to, coraz bardziej popularne. Wzrasta w nas poczucie niepewności i lęku. Dochodzi do tego, że ludzie bez wychodzenia ze swoich twierdz mogą sterować życiem innych, robić zakupy, uczestniczyć w przeróżnych wydarzeniach, dosłownie we wszystkim.
A w tym wszystkim jest coraz bardziej zamknięty i zagubiony, zalękniony i osamotniony człowiek, któremu tylko wydaje się, że jest kimś szczególnym i wielkim, niezależnym, bogatym i szczęśliwym. Jest kimś, kto nigdy nie dorósł a szanse na dorośnięcie i dojrzałość są coraz mniejsze. Człowiek, który dał sobie wmówić, że świat jest tak zepsuty i zły, że najlepiej nie wychodzić na zewnątrz.
Świętujemy w Ameryce Dzień Dziękczynienia. Bardzo rodzinne święto, które polubiliśmy także my, Polacy. Może warto przeżyć ten dzień bez lęku, strachu i niepewności. Otwierając się na obecność rodziny, bliskich, przyjaciół, znajomych i sąsiadów. Wyłączając monitory telefonów, komputerów i kamer. Po to, żeby cieszyć się życiem, uwolnić się z „,matrixu” i bardziej zaufać sobie i innym.
Tego sobie i każdemu życzę!

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

fot.Pixabay.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*