Panowie kardynałowie

Blase Cupich fot.Charles Rex Arbogast/Pool/EPA

Blase Cupich fot.Charles Rex Arbogast/Pool/EPA

Papież Franciszek ogłosił nazwiska nowych kardynałów. Informacja ta obiegła świat w kilka minut. Decyzja Franciszka była raczej oczekiwana, wszak raz po raz spada liczba kardynałów elektorów, czyli tych, którzy nie osiągnęli jeszcze 80. roku życia, a oni, zgodnie z prawem Kościoła katolickiego mogą wybierać nowego papieża. Każdy papież musi zatem dbać o odpowiednią liczbę tych, którzy tworzą aktywne kolegium kardynalskie. Liczba ta nie może jednak przekraczać 120.

Wśród nowo ogłoszonych kardynałów pojawiły się różne nazwiska pochodzących z różnych części świata duchownych. Jest wśród nich także metropolita Chicago, arcybiskup Blase Cupich. Jako jeden z trzech biskupów z USA dołączy on wkrótce do grona kolegium kardynalskiego. Dla wielu mieszkańców naszego regionu, z chwilą nominacji, nowy rządca archidiecezji Chicago, wystarczająco znaczącej i liczebnej na mapie Kościoła katolickiego, jest „kardynałem”. To konsekwencja faktu, że skoro poprzedników nazywano kardynałami, to i ten nim jest. Nie jest to jednak zgodne z rzeczywistością. Cupich z chwilą włączenia do papieskiego kolegium nie przestanie być arcybiskupem metropolitą Chicago. To jest jego urząd, misja i zadanie. Zmieni kolor szat na czerwone, założy nowy pierścień, który otrzyma od Franciszka. Kardynał to nie urząd, a godność w Kościele.

Historia mówi, że kardynałowie wywodzą się od 25 księży, którzy stali na czele kościołów parafialnych lub rektoralnych Rzymu oraz 6 biskupów w sąsiedztwie Wiecznego Miasta, spośród których najważniejszym był, od 1150 roku, biskup starożytnej Ostii pod Rzymem i to on stoi na czele kolegium kardynalskiego, jako jego dziekan. Ich godność, jako najbliżej stojących współpracowników papieża, stawia ich wyżej ponad biskupów i arcybiskupów. Kiedy mieszkałem w Rzymie, słyszałem często, jak papież zwracał się oficjalnie do nich: „Signori Cardinali”, czyli „„Panowie kardynałowie”. Historia uczyniła ich „książętami Kościoła” i faktycznie mając największy wpływ na wybór papieża i zarządzanie Kościołem, można zrozumieć rangę, którą zajmują. Historyczną ciekawostką może być także to, że w okresie Państwa Kościelnego godność ta miała również charakter polityczny i dlatego zainteresowane nią były rody panujące, które ubiegały się o to, aby można było zostać kardynałem, nie będąc kapłanem. Dzisiaj w dniu ustanowienia tak zwanego „kreowania” przez papieża nowego kardynała otrzymuje on: pierścień, oznaczający związek ze Stolicą Apostolską oraz czerwone szaty, które są symbolem oddania się kardynała w służbie Kościołowi powszechnemu aż do złożenia ofiary z życia. Otrzymuje także „swój kościół” w mieście Rzymie. Będzie on kościołem tytularnym kardynała, co nawiązuje do historii. Nad wejściem do takiego kościoła umieszczony jest herb papieża oraz kardynała, któremu kościół ten został powierzony pod duchową opiekę. Jest jeszcze jedna ciekawostka. Kapelusz kardynalski ozdobiony sznurami był znakiem godności kardynalskiej. Dziś jest umieszczany w herbie kardynała. W katedrze Holy Name w Chicago jest taka tradycja, że nad biskupim krzesłem kardynała zawieszone są kapelusze jego poprzedników. Po śmierci kardynała zaczepia się pod sklepieniem katedry jego kapelusz.

Taka jest bogata i barwna historia. A dzisiaj? Papież Franciszek konsekwentnie wybiera na „panów i książęta” Kościoła ludzi jakby niepozornych, zaskakując w ten sposób wszystkich. Są tacy, którzy upierają się, że godność kardynalska jest związana z miejscem, i na przykład archidiecezja Chicago do takich należy. Co w takim razie powiedzieć o metropolicie nieporównywalnie mniejszego i mniej znaczącego Indianapolis, którego biskup, zakonnik redemptorysta, Joseph Tobin, będzie także kardynałem? Albo na przykład taki arcybiskup Dieudonné Nzapalainga, z Republiki Środkowoafrykańskiej, który swoją nominację widzi jako wychodzenie papieża na peryferie Kościoła i skierowanie szczególnej uwagi na Kościół ubogich. Nie sądzę, aby tacy ludzie traktowali bycie kardynałem w kategoriach celebrytyzmu, władzy i większych możliwości. Przyjmują to raczej jako większą odpowiedzialność i zadanie w walce o życie wszystkich ludzi, sprawiedliwość i pokój. W okresie moich studiów w Rzymie codziennie spotykałem wielu kardynałów, wśród nich Ratzingera, który mieszkał w sąsiedztwie. Prawie zawsze miałem przekonanie o tym, że to bardzo zwyczajni ludzie, z wielką kulturą i prostotą zarazem, ludzie, do których mogę mieć zaufanie.

Wśród nowo mianowanych kardynałów jest także kilku takich, którzy nie będą już mogli wybierać papieża. Starsi wiekiem, mianowani ze względu na zasługi. Jednym z nich, który staje się najbardziej znanym, jest 88-letni ks. Ernest Troshani Simoni z Albanii. Skazany na karę śmierci, przez 25 lat cierpiał katorgi w więzieniach. Jest człowiekiem, który daje mocne świadectwo. Będzie kardynałem, czy księciem i panem? Na pewno już jest jednym z tych, którzy potwierdzają żywotność i prawdziwość Kościoła, kapłanem, dzięki któremu nie tylko mam zaufanie, ale i wiarę w to, że Kościół jest naprawdę Chrystusowy.

ks. Łukasz Kleczka

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*