Orlando. Wciąż za mało miłości

Orlando. Wciąż za mało miłości

Niedzielny wieczór, 12 czerwca, dla Polaków pełen emocji i sportowych wrażeń, wszak to pierwszy mecz narodowej reprezentacji na Euro 2016, wygrany zresztą, co dodatkowo wzbudziło eksplozję radości. W przerwie zaglądam na wiadomości i… szok! Strzelanina w Orlando, 50 zabitych, drugie tyle rannych. Informacja przygasiła radość zwycięskiego meczu. Bo jak być obojętnym na to, co z coraz większa częstotliwością dzieje się w świecie, w którym żyjemy? Czytam komentarze w internecie i kolejny szok, kiedy pomiędzy nimi wyczytuję, że masakra miała miejsce w klubie gejowskim i „dobrze im tak”, bo „mają za swoje”, „sprawiedliwa zapłata za grzech”. Nie, nie wierzę! A podpisują się pod takimi opiniami rzekomi „chrześcijanie”. Nie!

Na szczęście głos w tej sprawie zabrał papież Franciszek. W jego imieniu komunikat wydaje rzecznik Stolicy Apostolskiej: „Straszliwa masakra, do której doszło w Orlando i która spowodowała wiele niewinnych ofiar, wzbudziła w papieżu Franciszku i w każdym z nas głębokie uczucia odrazy i potępienia, bólu i niepokoju w obliczu tego kolejnego przejawu zbrodniczego szaleństwa i bezsensownej nienawiści. Papież Franciszek łączy się w modlitwie i współczuciu z niewypowiedzianym cierpieniem rodzin ofiar i rannych oraz powierza je Panu, aby mogły znaleźć pocieszenie. Wszyscy pragniemy, by przyczyny tej strasznej i absurdalnej przemocy, która poważnie zakłóca pragnienie pokoju narodu amerykańskiego i całej ludzkości, mogły zostać ustalone i jak najszybciej skutecznie zwalczone”. Jeden z polskich księży profesorów pisze na Facebooku: „Dobrze, że ten głos się pojawił. O ofiarach tej masakry było – mam wrażenie – wyjątkowo cicho w necie, w tym na FB. A tam przecież zginęli ludzie. Z powodu czyjejś ślepej nienawiści, która znów – jak można przypuszczać – podkarmiła się czyjąś religią”.

Podpisuję się pod tymi zdaniami, jak i pod wypowiedziami amerykańskich biskupów. Czuję w sercu smutek, tragiczny smutek. Z jednej strony dlatego, że wielka jest eskalacja zła, które zabija, niszczy, sieje nienawiść, dzieli, rozprasza. Nieobliczalnie i ślepo. Z drugiej strony, ponieważ nie mogę zrozumieć, jak można w chwili nieszczęścia sądzić tych, których ono spotkało, co więcej, podpierając się słowami Pisma Świętego?!

Myśląc o bezwzględności zła, podsycanego nienawiścią i religijnym fundamentalizmem, nie sposób nie widzieć, jak w podobny sposób działa ono w mikrowymiarze, w domach rodzinnych, lokalnych społecznościach, we wspólnotach religijnych. Skoro tak jest w mikroświecie, nie można się dziwić temu, co dzieje się w wymiarze globalnym. Zło straszy. Ludzie boją się wychodzić z domu, wsiadać do samolotów. Podsycany jest też strach przed takimi wydarzeniami jak Światowe Dni Młodych w Krakowie. I niestety wielu ludzi ulega temu strachowi i wpada w panikę. Uważam, że to zupełnie niepotrzebne. Nie można się dać zastraszyć. Trzeba żyć i iść odważnie do przodu. Strach niczego nie zmieni. Zmiana musi nastąpić w nas.

Przeraża mnie ten łatwy osąd sytuacji. To, że masakra dokonała się w klubie gejowskim nie znaczy, że można cokolwiek oceniać. Tam zginęli ludzie. Biedni ludzie, którzy stali się ofiarami nienawiści. Śmiem twierdzić, że osądy na ich temat są także formą zadania śmierci. Ich dobremu imieniu. To tak, jakbyśmy chcieli postawić się w miejscu Boga. A może to oni wyprzedzą nas w Królestwie Niebieskim? Skąd wiemy, kim byli i jacy byli ci ludzie? Co było treścią i dramatem ich życia? Nie nam sądzić. Paradoksalnie w tę tragiczną niedzielę czytaliśmy w kościołach słowa Ewangelii o kobiecie cudzołożnej, która zanim jeszcze zostały odpuszczone jej grzechy, przyszła do Pana Jezusa i wyraziła przed Nim całą swoją poranioną i łatwo osądzaną miłość. Przez kogo? Przez tych, którzy nie potrafią przyznać się do swojego grzechu i słabości.

Modlę się za ofiary z Orlando. Współodczuwam z nimi i ich bliskimi. Tylko tyle mogę. Daleki też jestem od zbyt łatwego podsumowania, kto stoi za tą tragedią. Ten człowiek był tylko narzędziem w rękach Złego, który działa, bo mu się na to pozwala. Bo wciąż jest w nas za mało miłości. Takiej prostej i bezinteresownej. Miłości, która rozumie i przebacza. Miłości bez względu na wszystko.

ks. Łukasz Kleczka

fot.Diego Azubel/EPA

 

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*