Męskie spotkanie. Grupa motywuje do czegoś więcej…

Męskie spotkanie. Grupa motywuje do czegoś więcej…

Kilka dni temu zostałem zaproszony na spotkanie katolickich mężczyzn. Dla nich i przez nich organizowane. Niewielka grupa spotyka się regularnie w jednym z kościołów, żeby się pomodlić, posłuchać i podyskutować nad treściami biblijnymi czy problemami życiowymi. Później pójść razem na pizzę i piwo, a po wszystkim wrócić domu, do swoich codziennych rodzinnych obowiązków. Z kilkoma członkami grupy spotkałem się kiedyś na rekolekcjach w Camp Vista w Wisconsin. Rozmawialiśmy wtedy o potrzebie takich spotkań. Bo chociaż generalnie to kobiety lubią spotykać się w Kościele, tworząc różne grupy modlitewne i formacyjne, to my – faceci, potrzebujemy tak naprawdę swoich spotkań. Może dlatego, że są sprawy, o których trudniej rozmawiać nam przy kobietach, bo to są sprawy bardzo nasze, męskie. Wiadomość o tym, że grupa się zawiązała, spotyka się i otwarta jest na nowych uczestników, bardzo mnie ucieszyła.

Bardzo lubię różne grupy w Kościele katolickim i odnajduję w wielu z nich swoje miejsce. Obok tych bardzo formalnych w parafiach, są też te mniej formalne, które tworzą się z potrzeb ludzi. Zazdrościłem kiedyś dominikanom w Krakowie, widząc jak wielu ludzi, zwłaszcza młodych, traktuje ich kościół i klasztor jak swój własny dom, spędzając w nim wiele czasu. I, co trzeba podkreślić, nie marnując go. Podobnie zresztą było i jest w innych miejskich ośrodkach duszpasterskich w Polsce. Dzisiaj w Krakowie jezuita Grzegorz Kramer organizuje „msze dla mężczyzn”, po których wychodzą na Rynek i idą z Najświętszym Sakramentem dookoła, wzbudzając żywe zainteresowanie siedzących w ogródkach gości. Pomagając przed laty w parafii na Sycylii byłem świadkiem, jak przykościelna sala cieszyła się zdecydowanie większym powodzeniem niż lokalny pub, zwłaszcza gdy transmitowano mecze piłki nożnej. A ludzie spotykali się przy kościele nie tylko na pogaduszki, wspólne oglądanie meczów i filmów, ale także na modlitwę, spontanicznie nieraz włączając się w uczestnictwo we mszy świętej w ciągu tygodnia. Uczniowie, studenci, pracujący, emeryci.

Przed moim przyjazdem do USA pracowałem kilka miesięcy w parafii w okolicach Wrocławia. Spotkałem tam ludzi, mniej więcej w moim wieku, którzy organizowali w swoich domach spotkania dyskusyjne dotyczące wiary i życia chrześcijańskiego. Każdy miał prawo napisać na wielkim, papierowym obrusie o czymś, co go interesuje. Także na tematy problematyczne i niełatwe. Na spotkaniach dyskutowaliśmy żywo. Czułem, będąc członkiem a nie liderem tej grupy, jak bardzo te spotkania pomagają mnie samemu, rozwijając intelektualnie i duchowo.

Przyzwyczailiśmy się, że jak coś jest organizowane w kościele, to będzie od razu pobożnie i długo. Wielu nawet nie słucha kościelnych zaproszeń i propozycji, zakładając z góry, że to nie dla niego. Ten ciągły brak czasu. Szkoła, praca, dom. Lepiej już wybrać jakiś sport, zakupy, albo pójść w weekend na jakąś imprezę, gdzie można zjeść, wypić i potańczyć. Nie neguję tego, bynajmniej! Sam chętnie biorę udział w takich imprezach. Jednak ostatnie spotkanie grupy mężczyzn zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Chociaż było nas zaledwie dziesięciu, to jednak poczułem na nowo, że to jest coś, czego od czasu do czasu potrzebuję, najlepiej będąc jednym z uczestników, a nie prowadzącym. Ostatecznie ludzie, którzy wiedzą, czego chcą od takiego spotkania, potrafią tak się zorganizować, że rola lidera sprowadza się do moderowania. Każdemu przecież Pan Bóg dał rozum, żeby myśleć i dzielić się przemyśleniami i doświadczeniem. A wszyscy razem możemy dyskutować, zakładając, że nikt nie przychodzi tu nikogo oceniać, czy zmieniać na siłę.

Niestety niewiele takich grup istnieje w naszym środowisku. Zadowalamy się niedzielnym chrześcijaństwem. A przecież możemy dać sobie dużo więcej – rozmawiając. Grupa motywuje do stawiania sobie wymagań, przeczytania książki, uważniejszych obserwacji, ośmiela do odważnego wypowiadania się i bycia bardziej sensownym. Warto poszukać lub tworzyć takie możliwości. W najbliższych dniach czekają mnie dwie radości. Kilku młodych ludzi zaproponowało mi utworzenie grupy dla mężczyzn. A za tydzień poprowadzę rekolekcje, tym razem tylko dla kobiet. To dopiero będzie wyzwanie! Tak czy inaczej, zachęcam do przemyślenia sprawy. Jestem przekonany, że potrzebujemy więcej takich spotkań.

ks. Łukasz Kleczka

fot.Didgeman/pixabay.com

Categories: Kleczka
Tags: ks. kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*