Mamo, tato! Poleżysz ze mną?

Mamo, tato!  Poleżysz ze mną?

„ Mamo, poleżysz ze mną? Oj synuś, duży już jesteś. Powinieneś zasypiać sam”. Słowa te przeczytałem na blogu „spełnionej kobiety, matki i żony”, 37-letniej Ani Jaworskiej. To tylko początek trwającego dniami, tygodniami, miesiącami, a może i latami wołania dziecka o bliskość i zainteresowanie rodzica. Chodzi o bardzo bliską, intymną obecność. Cóż, kiedy rodzice są tak bardzo zapracowani i zajęci, że wciąż nie mają czasu, albo ulegają niewidocznej manipulacji swoich dzieci, które na różne sposoby próbują udowodnić im, że są już dorosłe, samodzielne, odpowiedzialne, że można we wszystkim im ufać, nie wchodząc w szczegóły, nie dociekając niczego. Dla dorastających dzieci taka sytuacja jest często bardzo „na rękę”. Życie stoi przed nimi otworem, niewiele przeszkód na drodze. Tyle, że ta pozornie komfortowa sytuacja jest zupełnie inna. Wewnątrz dorastającego człowieka jest wciąż to wielkie pragnienie bliskości i czułości. Ono daje poczucie bezpieczeństwa, a także pomaga w dojrzewaniu.
W ostatnich dniach media huczą o śmierci 17-letniej Holenderki, Noe, będącej ofiarą molestowania seksualnego i gwałtów, kiedy miała zaledwie 11 lat. Dziewczyna publicznie mówiła o swoim cierpieniu, żaliła się, że państwo nie potrafi zatroszczyć się o młodych, którzy mają podobne problemy. Wołała o pomoc, o bliskość i zainteresowanie. W efekcie zagłodziła się na śmierć, publikując wcześniej swoją tragiczną autobiografię. Czy ktoś znajdzie chwilę, żeby usłyszeć jej krzyk?
Wiadomość o tragicznej śmierci 20-letniego Piotrka z Chicago spadła jak grom. Złamała mnie, podobnie jak każda wiadomość o śmierci czy cierpieniu młodego człowieka – ofiary przemocy. Wciąż widzę go w klasach Polskiej Szkoły św. Błażeja w Summit. Zawsze cichy, spokojny, tajemniczy. Podobnie jak inni uczniowie, niewiele się odzywał, raczej słuchał. Pamiętam go dobrze z polskiej matury, do której się pięknie przygotował. Dobry chłopak, z dobrej polskiej rodziny. Pamiętam go także z kościoła, zawsze elegancki, skupiony, uśmiechnięty. A jednak coś się wydarzyło. Tamtego sobotniego ranka, kiedy ktoś oddał strzał, w jednej chwili skończyło się wszystko! Nieszczęśliwy przypadek? Młodzi mają wiele skrzętnie ukrytych tajemnic. Pozostają pytania bez odpowiedzi. A inne ofiary chicagowskich rozgrywek gangów, niekończącej się fali przemocy i strzelanin, ofiary narkotyków, rozbojów i gwałtów? Wystarczy zajrzeć w raporty policyjne. To są młodzi ludzie, najwyżej dwudziestoletni. Czy to tylko przygodne ofiary strzelanin? Czy też ofiary swojego osamotnionego dorastania, nierzadko w „idealnym” świecie, w którym rodzice chcą zapewnić dziecku wszystko, zgadzają się na wszelkie ugody, by stworzyć mu jak najlepsze warunki. Dom, samochód, pieniądze, telefony, komputer, zgoda na czas poza domem, imprezy i noce spędzane poza domem. Gdzie? Z kim? Jak? To umyka uwadze. Przecież to jest „bardzo samodzielny człowiek”. Niestety, fakty pokazują zupełnie inną rzeczywistość.
Kiedy zdarzało mi się w różnych sytuacjach interweniować w szkole i u rodziców, gdyż zachowanie ich dzieci wskazywało nas to, że najprawdopodobniej żyją one już w bardzo niebezpiecznych i podejrzanych środowiskach, najczęściej związanych z narkotykami, bywało, że oberwało się nam, nauczycielom, że w ogóle możemy o coś takiego posądzać tak dobre dzieci. Bywało, że informacje o wścibskich nauczycielach niosły się przez jakiś czas po okolicy. Po czasie okazywało się jednak, że szkolna interwencja nie była pozbawiona sensu. A cóż dopiero, kiedy ta bolesna, wypierana jak najdalej prawda, okazuje się tragiczna w skutkach?
„Mamo! Tato! Poleżysz ze mną?”. Taka prośba, nawet jeśli zakamuflowana, między wierszami, jest zawsze krzykiem, którego nie można bagatelizować! Trzeba samemu wyjść poza swoje wyobrażenia i schematy. I po prostu być. Być blisko tak, jak tylko mama i tata mogą. Nie stawiać jako pierwszorzędnego celu zbudowania „złotej klatki” dla dziecka, w której ma zapewnione wszystko. Najważniejsza jest bliska obecność, wsłuchanie się w to, co wyraża się często bezsłownie. Żeby nie było za późno.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

fot.Pixabay.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*