Magia „Czarnego Piątku”

Magia „Czarnego Piątku”

Bardzo lubię amerykański Dzień Dziękczynienia. Nie raz już pisałem o tym, jak bardzo cenne jest dla mnie słowo „dziękuję” i w ogóle postawa wdzięczności. A przy tym okazja do rodzinnych i przyjacielskich spotkań wraz z biesiadnym spożywaniem tradycyjnego indyka. To wszystko łączy ludzi ze sobą, zbliża, a niejednokrotnie wiąże się także z przebaczeniem urazów i pojednaniem. Trochę jak nasza polska Wigilia Bożego Narodzenia z opłatkiem i życzeniami.

Dziś jednak będzie o dniu następującym po Święcie Dziękczynienia, czyli o „czarnym piątku”. Można właściwie pisać wprost o „Black Friday”, gdyż od jakiegoś czasu dzień ten przyjął się także w Polsce, wraz ze swoją amerykańską nazwą. Powstały strony internetowe promujące ten niezwykły dzień wielkich wyprzedaży. Szaleństwo zakupów po obniżonych cenach każe ludziom ustawiać się w długich kolejkach, na wiele godzin przed otwarciem sklepów. Przypomina mi to sytuacje z początku lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia w Polsce, kiedy to ludzie ustawiali się w kolejkach na wieść, że „mają dziś rzucić do sklepu papier toaletowy”. Kiedy przyjechałem pierwszy raz do Stanów i zobaczyłem ogromne sklepy z praktycznie wszystkim, ktoś mi powiedział: „Oni nie wyprzedadzą tego aż do końca świata”. Dzisiaj zgadzam się z tą opinią. Chociaż dzieje się coś ciekawego i zatrważającego zarazem. Jeszcze rok temu, gdy w jednym z popularniejszych sklepów w mieście pojawiały się tłumy ludzi, wykupujących co się da, ustawiających się w kolejkach do kas, z obficie załadowanymi wózkami, pytałem się, czy aby nie ogłoszono zbliżającego się końca świata lub wojny, skoro trzeba tak potężne zabezpieczenia robić. Od jakiegoś czasu stwierdzam, że te tłumy można spotkać codziennie i to o każdej porze. Co się dzieje?

Kiedy konsumpcja wymyka się spod kontroli, szybko staje się nieumiarkowaniem, a to jest jeden z grzechów głównych. No bo ile można zjeść? Albo ile ciuchów można zmieścić w szafach, które i tak są wielkości pokoju? W końcu trzeba zacząć wyrzucać na śmietnik nadmiar posiadanych rzeczy. Niestety bardzo wiele ludzi wyrzuca także jedzenie. Mają zasadę, że czego się nie zjadło dzisiaj, trzeba wyrzucić do kosza. Jutro będzie nowe i świeże. Taka postawa zawsze mnie irytuje i nie znajduje u mnie akceptacji. Nauczyłem się szacunku do pokarmu. W pewnym sensie jednym z mott życiowych, są dla mnie słowa Cypriana Norwida: „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba / podnoszą z ziemi przez uszanowanie / Tęskno mi, Panie”! A kiedy uczyłem się modlitwy przed i po posiłku, o której nie zawsze się dzisiaj pamięta, wypowiadałem słowa wdzięczności za dar chleba, za pokarm i napój, który podtrzymuje moje życie, a także dla pracy ludzkiej, której ten pokarm jest owocem. Mam wrażenie, że gdy zapomina się o tej wdzięczności lub też w ogóle się jej nie uczy, bardzo szybko takiego człowieka ogarnia niepohamowane szaleństwo zakupów-manii, konsumpcjonizm bez umiaru i marnowanie tego, co jest nadmiarem. To jest jedna, nieszczęśliwa, moim zdaniem, strona medalu. Bardzo szybko przenika ona do kolejnych miejsc na ziemi. Jej celem jest oczywiście pomnażanie dóbr, pieniądz, który już dawno przejął władzę nad światem i uzależnił od siebie człowieka.

Jest też druga strona medalu, o której nie zawsze lubi się pamiętać. Jest nią ubóstwo i bieda w formie skrajnej, które dotykają ogromną liczbę mieszkańców naszej planety. Konsumpcjonizm uderza też w samą planetę, doprowadzając do wielu poważnych kryzysów, trwałych zmian i niszczenia świata, które nie jest w stanie dalej żyć, kiedy na przykład ilość śmieci i odpadów jest tak wielka, że tworzy coraz to nowe i liczne miejsca bomb ekologicznych. Ubogich i biednych nie stać na szaleństwa ani Czarnego Piątku, ani w ogóle żadnego innego dnia roku. Muszą zaakceptować swoją sytuację, niewystarczalność. Jeżeli tego nie zrobią, jako nieszczęśliwi ludzie, żyjący z dnia na dzień, bez nadziei na poprawę rzeczywistości, wykorzystywani czasami przez pracodawców, albo pozbawieni pracy, popadają we wszelkiego rodzaju nałogi, tworząc swoiste getta, w których żyją, często na obrzeżach wielkich miast, gdzie jest także bardzo niebezpiecznie. Skrajna bieda generuje te wszystkie sytuacje, od których lepiej trzymać się z daleka. Czy można jednak być obojętnym na to? Zwłaszcza kiedy z głodu lub w ogóle z biedy cierpią dzieci, młodzi szybko powiększając margines społeczny, a starsi i chorzy muszą umierać? Warto o tym wszystkim pomyśleć i zrobić sobie porządny rachunek sumienia, jak kwestia konsumpcji i gospodarki zasobami, pożywieniem i dobrami wygląda w moim życiu? Od jakiegoś czasu zacząłem zwracać uwagę na przykład na gospodarowanie wodą, używanie prądu, korzystanie z papierowych i plastikowych naczyń. Jestem też zwolennikiem kupowania takiej ilości pokarmu, jaką można spożytkować. Według zasady: Częściej, a mniej.

Piękną postawą jest także umiejętność dzielenia się z innymi tym, co mam. Hojność i bezinteresowność zawsze jest czymś niezwykle pięknymi bardzo otwiera na siebie. Jeżeli mnie stać na coś, mam wszystkiego pod dostatkiem, chcę się tym podzielić i cieszy mnie to. Zawsze dziękuję Bogu za takich ludzi, których spotykam w moim życiu, a którzy potrafią się dzielić z innymi. Bywa, że sami doświadczyli biedy w swoich rodzinach. To wtedy właśnie nauczyli się dzielenia, nawet jednym cukierkiem z kilkoma osobami. Bywa jednak, że ktoś, komu się udało wyjść ponad stan biedy i ubóstwa, chcąc sobie wynagrodzić i zrekompensować tamten czas, gromadzą bez umiaru wszystko i zamykają się w swoim świecie w ogóle nie myśląc o innych.

W Czarny Piątek nie wybieram się na zakupy. Męczą mnie tłumy w sklepach. Wybiorę się za to na spacer, pooddychać świeżym powietrzem dziękując Panu Bogu za życie i za to, że podarował mi piękny świat. A może powinienem też więcej pomyśleć o tym, czy dostrzegam biednych wokół siebie. I czy coś dla nich robię? Może najwyższy czas, by zacząć?

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

 

fot.Pixabay.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*