Ludzie wielkanocni

Księża Łłukasz Kleczka (z lewej) i Jan Kaczkowski fot.Łukasz Kleczka Facebook

Księża Łukasz Kleczka (z lewej) i Jan Kaczkowski fot.Łukasz Kleczka Facebook

Matka Angelica, zmarła w wielkanocną niedzielę amerykańska charyzmatyczna zakonnica, zapewne nie słyszała nigdy o Janie Kaczkowskim, zmarłym w wielkanocny poniedziałek polskim księdzu onkocelebrycie. Być może ksiądz Jan słyszał o matce Angelice, nie zajmując się zbytnio jej charyzmą, wszak żyła i tworzyła w Stanach. Coś ich jednak połączyło. I w czymś byli, są, bardzo podobni.

Angelica Rizzo, pochodząca z biednej rodziny sycylijskich emigrantów, sędziwa już, prawie 93-letnia siostra zakonna, dokonała nieprawdopodobnego dzieła. Należała do zakonu klauzurowego, w którym siostry, żyjąc ubogo, zajmują się głównie modlitwą i adoracją Najświętszego Sakramentu przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nie przeszkodziło jej to, by być kobietą, która znalazła genialną propozycję na swoje czasy. Kiedy uległa wypadkowi, cierpiąc z powodu urazów, obiecała Bogu, że jeśli pomoże jej powrócić do zdrowia, założy klasztor na Południu Stanów. Tak się stało. W 1962 roku założyła nowy klasztor w stanie Alabama. W 1981 roku, mając zaledwie 200 dol., w klasztornym garażu założyła Eternal Word Television Network, telewizję EWTN, dedykując ją Słowu Przedwiecznemu. Dzisiaj telewizja, radio i czasopismo matki Angeliki stanowią amerykańskie imperium multimedialne, docierając do 230 milionów odbiorców angielsko i hiszpańskojęzycznych w 140 krajach świata. W 1987 roku matka Angelica założyła męskie zgromadzenie zakonne franciszkanów misjonarzy Słowa Przedwiecznego, a w 1999 roku jej staraniem powstało nowe Sanktuarium Najświętszego Sakramentu i klasztor klarysek w Hanceville w Alabamie. Od 14 lat cierpiąca na skutek udaru mózgu, nie przestawała być matką nie tylko dla swoich dzieł, ale dla milionów ludzi. Mając dosyć liberalizmu w amerykańskim Kościele, ukierunkowała swoje dzieła w kierunku bardzo radykalnym i konserwatywnym.

Kiedy podano informację o śmierci Jana Kaczkowskiego, zaledwie 38-letniego katolickiego księdza z Sopotu, tysiące jego wielbicieli zamarło. Prawie do ostatnich chwil swojego mocno naznaczonego cierpieniem życia, był ksiądz Jan pod każdym względem aktywny. Rekolekcje, wywiady, książki, nagrania, a przede wszystkim obecność. Dla jednych kontrowersyjny przez swój czasami cięty język i poglądy, dla innych święty, kochający modlić się w dawnym rycie i chodzący w sutannie. Dobry człowiek, który ze swojego cierpienia zrobił niesamowity pożytek. Pomagając i służąc innym, zwłaszcza w założonym przez siebie hospicjum Świętego ojca Pio w Pucku, dawał nadzieję wszystkim, którzy ją tracili na skutek własnej choroby, umierania, bądź też cierpienia i odchodzenia najbliższych. Ostatnim słowem, które zdołał wypowiedzieć w Wielki Czwartek, wchodząc w agonię, było: „Miłosierdzie”.

Dwoje genialnych ludzi, z zupełnie innych na pozór światów, umiera niemal tego samego dnia, kiedy chrześcijanie świętują Wielkanoc, czyli Zmartwychwstanie Pana Jezusa. W jednej z polskich reklam książki matki Angeliki czytam: „Prosta zakonnica udziela odpowiedzi na najbardziej skomplikowane pytania”. Nie wiem, czy taka „prosta”. Trochę zbyt tania ta reklama. To była genialna zakonnica, jej geniusz krył się w całkowitym zaufaniu czemuś, co kiedyś nazywało się Opatrznością Bożą! Ona, wbrew wszystkiemu, prądom liberalnym w kulturze i Kościele, po prostu wierzyła Bogu i konsekwentnie robiła swoje. Jak sama mówiła o sobie, nie była doskonałą, ale też nikt doskonały jeszcze teraz nie jest. Odważna, nosiła w sobie ogień ewangelizacji. Po śmierci Jana, uderzyła mnie jedna z mnóstwa sentencji jego autorstwa: „Chciałbym wam powiedzieć jeszcze jedno: walczcie o siebie, nie dajcie się wdeptać kryzysom beznadziejności, chwilowej ciemności, walczcie o czyste sumienie i nigdy nie myślcie, że Bóg jest przeciwko wam. To, co się dzieje w mojej głowie, każe mi wykorzystać ten nowotwór, żeby cały czas machać łapami i mówić to, co mi sumienie dyktuje w kontekście prawdy”.

W Wielką Noc, kiedy myślałem nad życzeniami, napisałem krótko: „Żebyśmy byli wielkanocni nie tylko w Wielkanoc! Chrystus Zmartwychwstał i żyje!”. Życie i śmierć Angeliki Rizzo i Jana Kaczkowskiego potwierdza prawdziwość i sens chrześcijaństwa. Jest dowodem na to, że żyją obok nas prawdziwi, wielcy, a zarazem tacy zwyczajni święci. Ludzie wielkanocni. Nie tylko od święta, ale każdego dnia na nowo. Idąc pod prąd, bo takie właśnie było, jest i będzie prawdziwe chrześcijaństwo.

ks. Łukasz Kleczka

 

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*