Listopadowe odpusty

Listopadowe odpusty

Listopad to miesiąc, który zawsze jakoś mi się dłużył. Być może dlatego, że dni są coraz krótsze i coraz wcześniej zapada zmrok. Jesień ozdobiona mieniącymi się kolorami, staje się z dnia na dzień coraz bardziej szara, mokra i chłodna. W strefach klimatycznych, w których żyłem i żyję, przyroda jakby umierała, zapadając w zimowy sen. Nie jest to jednak powód, by popadać w depresję lub poszukiwać jakichś sztucznych form utrzymywania dobrego samopoczucia. Jest to czas, który nastraja mnie do refleksji, filozoficznych i duchowych przemyśleń. Czas, który, jak co roku, rozpoczynam na cmentarzach, chodząc między grobami ludzi mi bliskich, znanych i zupełnie nieznanych. To jak przeglądanie wielkiej księgi, w której zapisane są niezliczone historie życia ludzi, bardzo różnych. Jedne są krótkie, inne dłuższe. Barwne i monotonne. Szczęśliwe i tragiczne. Wszystkie prawdziwe. Historie, nad którymi nie tylko warto się zatrzymać, ale w ich świetle, a może bardziej w świetle tej wielkiej księgi, przemyśleć swoje własne życie. Wszak każdy ma w niej zarezerwowany jeden szczególny rozdział. Swój własny.
Na wielu cmentarzach już byłem. Wiele razy odprowadzałem ciała zmarłych na miejsce ich wiecznego spoczynku, towarzysząc nie tylko im, ale przede wszystkim tym, którzy jeszcze żyjący, przeżywali odejście swoich bliskich. Cmentarze są dla mnie czymś więcej niż tylko miejscami zatrzymywania się nad grobami innych. Są miejscami, w których wbrew wszystkiemu, odkrywam nadzieję, pokój. Są także miejscami modlitwy.
Kościół katolicki zaprasza swoich wiernych do modlitwy za zmarłych. Nie tylko w pierwszych dniach listopada, ale zawsze. Każdy dzień jest dobry, żeby modlić się za zmarłych. Nie tych znanych z imienia, ale za tych, którzy potrzebują tej modlitwy. Jest ona pomocą, bardzo konkretną, którą katechizm nazywa uczynkiem miłosierdzia względem duszy. Wierząc, że dusza ludzka jest nieśmiertelna, wierzę, że po przejściu progu śmierci żyje ona w nowej, innej zupełnie rzeczywistości. W drodze do nieba, czeka w przedsionku, który Kościół nazywa czyśćcem. To tam oczyszcza się tak, by w rzeczywistości nieba być zupełnie doskonałą. I w tym oczyszczeniu, które jest bolesne, gdyż wiąże się z ogniem, podobnie jak złoto, które oczyszcza się w ogniu, dusza potrzebuje pomocy, gdyż sama sobie już pomóc nie może. Kiedyś ludzie przejęci tym faktem, zakładali specjalne stowarzyszenia modlitwy za dusze w czyśćcu. A Kościół wskazał jako szczególną pomoc zyskiwanie odpustów, by ofiarować je w tej intencji.
Odpust to temat bardzo delikatny w nauczaniu Kościoła. Św. Jan Paweł II uczył, że „w przeszłości odpust był źródłem licznych nieporozumień, które doprowadziły nawet do naruszenia jedności między chrześcijanami. W kontekście aktualnych postępów w dziedzinie ekumenizmu Kościół uważa, że ta starożytna praktyka, pojmowana jako istotny wyraz Bożego miłosierdzia, powinna być dobrze rozumiana i przyjmowana. Doświadczenie wskazuje bowiem, że odpusty traktowane były niekiedy z lekceważeniem, co prowadziło do marnowania Bożego daru i rzucało cień na prawdy i wartości zawarte w nauczaniu Kościoła.” Odpust odnosi się bowiem do bogactwa tajemnicy Bożego miłosierdzia. Chrystus umarł za grzechy ludzi na krzyżu, odkupił i zbawił. Człowiek musi być jednak stopniowo „uzdrowiony” z negatywnych konsekwencji, jakie pozostawił w nim grzech (a które tradycja teologiczna nazywa „karami” i „śladami” grzechu). Dlatego potrzebny jest odpust, ta modlitwa wstawiennicza, która pomaga w oczyszczeniu.
Idąc zatem na cmentarz, szczególnie w pierwszych dniach listopada, modlę się za dusze oczyszczające się w czyśćcu, a będąc w stanie „łaski uświęcającej”, to znaczy, bez grzechu, po spowiedzi, przyjmując komunię świętą i ofiarując modlitwę w intencjach papieża, mogę uzyskać taki odpust, który otrzymuję za skarbca Kościoła i ofiarować go za jedną duszę.
Odpust, czyli darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy. „Kara doczesna oznacza stan cierpienia człowieka, który chociaż jest już pojednany z Bogiem, pozostaje jeszcze naznaczony „śladami” grzechu, które nie pozwalają mu całkowicie otwierać się na łaskę. Dlatego właśnie, aby uzyskać całkowite uzdrowienie, grzesznik wezwany jest do podjęcia drogi oczyszczenia, która doprowadzi go do pełni miłości.” Długo tego nie rozumiałem, dziś rozumiem lepiej i wierzę w ten dar, który mogę ofiarować tym, którzy odeszli. I czuję ich wdzięczność.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

fot.Peter Komka/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*