Łapać chwile

Łapać chwile

Kolejny rok już prawie za nami. Niebywałe, jak szybko minął. Takie mam odczucie. I nie jestem w tym odczuciu jedyny, bo raz po raz słyszę to samo stwierdzenie – „jak szybko mija ten czas”.
Czy jednak jest to problem czasu, który rzekomo płynie szybciej, czy bardziej problem nas, żyjących bardziej intensywnie, wiecznie zajętych i zapracowanych, zagonionych i przejętych tym, że już jesteśmy spóźnieni, bo prawie wszystko, co robimy, powinno być „na wczoraj”. Czas płynie w takim samym tempie, jak wcześniej, konsekwentnie zmierzając do przodu. Jedynie kalendarze przypominają o tym, że mija kolejny dzień, tydzień, miesiąc i rok. Także ciało sygnalizuje, że z roku na rok napotyka coraz to nowe ograniczenia, wynikające z nieuniknionego procesu starzenia się. Końcówka roku to dobry czas na dokonanie bilansu minionych miesięcy. Czy postawione cele i zamiary zostały podjęte i zrealizowane? Jeśli tak, to w jakim stopniu? A jeśli nie, to dlaczego? Można oczywiście przejść obojętnie obok tego, robiąc sobie nowe postanowienia i określając nowe cele, z chwilą zawieszenia na ścianie nowego kalendarza. Byłoby jednak lepiej zrobić wcześniej podsumowanie i wyciągnąć konieczne wnioski, gdyż to może bardzo pomóc w nadchodzącej przyszłości.
Nad kwestią przemijającego czasu już od dawna pochylają się naukowcy. Stwierdzają, że czas wcale nie mija szybciej, tylko nasza percepcja, czyli postrzeganie, się zmienia. Rutyna uniemożliwia nam cieszenie się każdym dniem w pełni, a nasze wspomnienia są wypychane coraz bardziej i bardziej w przeszłość. Wszystko to wpływa na nasze postrzeganie tego jak szybko mija czas. W gruncie rzeczy, kiedy jestem znudzony i nie mam nic do roboty, czas mija bardzo powoli, a nawet wydłuża się w nieskończoność. Niezagospodarowany, może w poszukiwaniu bodźców, wypełnić się czymś niedobrym, na przykład jakimiś uzależnieniami, nałogami. Z drugiej strony, kiedy zanurzam się w pracę pełną spotkań, obowiązków i zadań, wydaje się, ze dzień nie ma wystarczającej liczby godzin, tak szybko upływa. Jest jeszcze kwestia pamięci. Im starszy jestem, tym mniej wspomnień z ostatnich lat pozostaje w pamięci. Gdy byłem młodszy, tych wspomnień było więcej. Pamięć jest ograniczona, a wraz z wiekiem pozostają w niej tylko najważniejsze wspomnienia. Kiedyś ludzie pisali dzienniki i pamiętniki, gdzie zapisywali wydarzenia. Po latach nabierały one wielkiej wartości. Opisywały rzeczywistość, która miała miejsce, spotkane osoby, mówiły o uczuciach, emocjach, podjętych wysiłkach i dziełach. Stanowiły bardzo ważne źródło poznania ich autora. Przyznam, że zawsze bliska mi była taka literatura. Odkrywała bardzo fascynujące przygody i życia ludzi. Opisywała też historie i miejsca. Sam lubiłem robić tego typu zapiski, wciąż mi się to jeszcze zdarza. One są przede wszystkim dla mnie, żeby nie uleciało coś, co miało jakieś istotne znaczenie. Lubię czasami do tych wspomnień i przemyśleń wracać. To dlatego nie wyrzucam moich starych kalendarzy, tych zapisanych, wypełnianych godzinami spotkań, odwiedzonymi miejscami i poznawanymi ludźmi, a także zaznaczonymi dniami ich urodzin, imienin i rocznic. Wpisywane hasła wciąż pozostają czytelne, otwierając wspomnienia, których pewnie nie byłoby bez notatki w kalendarzu. Czasami są to dłuższe notatki, wypiski z przeczytanych książek czy artykułów, zanotowane obserwacje.
„Kartkując ten zeszyt, który wówczas nazwałem pamiętnikiem, widzę, jak wiele zapomniałem nazwisk. Wyraźniej natomiast niż się obawiałem, pamiętam obrazy, osoby i zdarzenia. Obdarte z pierwotnej otoczki, rysują się w wielkich liniach: pozostało tylko to, co ważne, czego znaczenie stopniowo objawiało życie” – pisał nieżyjący już kapłan-poeta, profesor Janusz Pasierb. Ja sam stwierdziłem niedawno, że robiąc liczne zdjęcia bardzo lubię „łapać chwile”. Te szybko wykonane telefonem zdjęcia, zatrzymane obrazy, to są takie momenty, które się zdarzają i w ułamku sekundy odchodzą. Przełom roku jest dobrym czasem, żeby pozbierać chwile, które są już za i wyczulić się na te, które nadejdą z nowym rokiem. Po co? Żeby zatrzymać i czas i wspomnienia, uwalniając się od bycia robotem, który na przeżywanie chwil nie może sobie pozwolić, gdyż „nie ma na to czasu”. Nie ma, bo nie chce go mieć, albo też oduczył się uważnego życia, obserwowania rzeczywistości, która z każdą minutą staje się historią. Edyta Górniak wraz z Roksaną Węgiel śpiewają: „Łapię każdy moment, z nadzieją biegnę dalej, udowodnię sobie samej, że nie boję się swych marzeń”. Zatem do przodu, bo można i warto realizować marzenia. Okaże się wtedy, że czas wcale za szybko nie ucieka, a życie może być barwne i ciekawe. Wystarczy łapać chwile, które ciągle przynoszą coś nowego.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

 

fot.pxhere.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*