Kardynał od bezdomnych

Kardynał od bezdomnych

„Ja – eminencją? Żartujesz? Gdy ktoś mówił do mnie ‘ekscelencjo’, kazałem im płacić na biednych 5 euro, teraz podniosę cenę przynajmniej do 10” – takim żartem abp Konrad Krajewski skomentował dla włoskiego dziennika „Corriere della sera” swoją nominację na kardynała. Papież Franciszek ogłosił po raz pierwszy za swojego pontyfikatu 54-letniego Polaka, duchownego pochodzącego z Łodzi, kardynałem Kościoła. Jest to zdecydowanie bardzo dobra wiadomość! Tak ją odebrałem, z prawdziwą radością, bo potwierdza ona kierunek, który wyznaczył współczesnemu Kościołowi papież. I widać, jak konsekwentnie tego kierunku pilnuje. Jest nim miłosierdzie w czynie. Konkret działania przed słowami. A to jest niełatwe, gdyż zawsze prościej jest mówić, trudniej jednak stosować głoszone nauki w życiu. To miał także na uwadze Franciszek, kiedy przemawiając do biskupów włoskich, w ostrych słowach powiedział, że „kto wierzy, nie może mówić o ubóstwie i jednocześnie żyć jak faraon. Czasami widzi się takie rzeczy. To jest antyświadectwo, gdy mówi się o ubóstwie i prowadzi się luksusowe życie”. Myślę, że słowa te dotyczyć powinny nie tylko duchownych, ale wszystkich chrześcijan. Wszyscy powinniśmy dzielić się z drugimi tym, co mamy i mieć w sobie prawdziwą wyobraźnię miłosierdzia.

Arcybiskupa Krajewskiego pamiętam żywo jeszcze jako zwyczajnego księdza, który będąc ceremoniarzem papieskim, uczestniczył w liturgiach sprawowanych przez papieży. W ostatnich latach życia św. Jana Pawła II stał najczęściej tuż przy papieżu, żeby pomagać mu, także w języku polskim. Zawsze skupiony, cichy, rozmodlony, dyskretny. Stojąc przy świętym papieżu sam wzrastał duchowo. Zainicjował czwartkowe msze święte w języku polskim, sprawowane o 7 rano przy grobie papieża. Najpierw w grotach watykańskich, obecnie przy relikwiach świętego w bazylice św. Piotra. Te polskie msze były i są dla wielu bardzo szczególnym i osobistym przeżyciem. Księdza Konrada spotykałem często, kiedy szedł na Godzinę Miłosierdzia do rzymskiego kościoła Ducha Świętego. W rękach miał zawsze jakąś duchową lekturę. Po odmówionej wspólnie Koronce do Miłosierdzia Bożego siadał w konfesjonale, żeby służyć w sakramencie spowiedzi. Robił tak często, jak tylko obowiązki mu na to pozwalały. W ramach wakacji pielgrzymował pieszo z Łodzi na Jasną Górę. Taki zwykły, powszedni ksiądz. Patrząc na niego, budowała mnie ta zwyczajność i głęboka integracja z tym, kim jest – kapłanem Jezusa Chrystusa w Kościele katolickim, który po prostu bardzo kocha.

Kiedy Franciszek wybrał go na jałmużnika, czyli uczynił go swoim „charytatywnym ramieniem”, wielu komentowało, że to „strzał w dziesiątkę”. Ksiądz Konrad zawsze kochał dzielić się z innymi. Teraz pokochał jeszcze bardziej biednych, a zwłaszcza bezdomnych. Swoje rzymskie mieszkanie odstąpił rodzinie uchodźców z Syrii, a sam zamieszkał w swoim biurze. Zorganizował prysznice dla bezdomnych, ciągle roznosi śpiwory i koce, organizuje żywność, gromadzi pieniądze, które przekazywane są na konkretne cele charytatywne. Należy do najbliższych współpracowników papieża Franciszka. A wszystko po cichu, bez rozgłosu, zwyczajnie. Jako arcybiskup nosi pierścień wykonany z szarej blachy. Nie zakłada zbyt często insygniów biskupich, o co prosił go sam papież. W okolice Watykanu przez cały rok ściągają dziesiątki biednych ludzi. Sypiają oni pod gołym niebem, na ulicach. Żywią się w domach zakonnych, w których przegotowywane są dla nich kanapki, a w kuchni prowadzonej w Watykanie przez siostry św. Matki Teresy z Kalkuty dostają ciepły posiłek. W tradycji domu zakonnego salwatorianów, w którym mieszkałem, w każdą sobotę rano przygotowywaliśmy około sto kanapek. Rozdawane były biednym, wielu z proszących o coś do zjedzenia to byli także nasi rodacy. Nikt nie patrzał na to, kim i jacy są ci ludzie. Są w potrzebie, są głodni, trzeba ich nakarmić.

Kardynał Konrad, dowiedział się o nominacji z papieskiego przemówienia. Skomentował papieską decyzję jak zwykle skromnie: „Ta purpura jest dla ubogich i dla wolontariuszy, ja nie mam żadnych zasług”. Wolontariusze wychodzą co wieczór, by pomagać ubogim. Nie tylko w Wiecznym Mieście. Coraz więcej jest takich pięknych ludzi, którzy spontanicznie organizują pomoc w różnych miastach, także w Polsce. Coraz bardziej znana jest także katolicka wspólnota św. Idziego, założona w Rzymie przez świeckiego człowieka Andrea Riccardiego. Działa prężnie już w siedemdziesięciu krajach świata. Odważne miłosierdzie w czynie.

„Pierwszymi kardynałami byli diakoni, a więc ci, którzy obsługiwali ubogich, bo diakoni są dla ubogich” – przypomina abp Krajewski. A mnie cieszy taki Kościół. Choć opluwany i wyśmiewany, leczy rany zadane w historii, także tej najnowszej, przez praktykowanie miłosierdzia. Wierzę, że zło jest i będzie zwalczane przez miłosierdzie. Skutecznie!

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

Na zdjęciu: abp Konrad Krajewski

fot.Episkopat Polski/Twitter

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*