Jest czas

Jest czas

Kończy się tegoroczny karnawał. Już w środę Popielec. Karnawał – czas zabawy, radosnych pląsów, tańców, jedzenia i picia. Tradycja tłustego czwartku i wtorku, śledzika i zapustów. To wszystko jest częścią składową życia. Niedobrze jest o tym zapominać, poddając się smutkom i wewnętrznemu rozbiciu. Jak słusznie mówi Kohelet: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem. Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju” (Koh 3, 1-8).

Dla człowieka żyjącego w Kościele katolickim nadszedł dziwnie trudny czas. Z jednej strony młyn oczyszczenia, który konsekwentnie miele wszystko, co się nawinie. Ciężka atmosfera nie tylko w powietrzu, ale przede wszystkim w relacjach, w stosunku ludzi do religii, Kościoła, kleru i siebie nawzajem. Wydaje się, że w Stanach Zjednoczonych jest pod tym względem o niebo lepiej, niż w Polsce. Tutaj zasada jest prosta – trzeba sprawiedliwie osądzić czyny. O tym się mówi głośno, winowajców się sądzi, a wierzy się dalej. Czytając polskie reakcje i oceny, bardziej lub mniej sprawiedliwe, można dostrzec szeroko propagowaną i czasem usprawiedliwianą przez niektórych duszpasterzy postawę, która jest niczym odpalenie armat, które mają nie tylko uderzyć w winowajcę, ale przy okazji zniszczyć wszystko, co jest wokół niego. A ten z kolei stoi zawsze w jakimś konkretnym miejscu. I w epicentrum uderzenia znajdują się też niewinni ludzie, którzy, będąc w polu rażenia, tracą orientację, gubią się, chodzą niczym ślepcy, szukając właściwej drogi. A trzeba to powiedzieć, nowych propozycji otwiera się multum, nie zawsze związanych z wiarą w Boga i Kościołem. Słusznie ktoś pyta: „A co z fałszywymi oskarżeniami? Jest ich pewnie wiele, niektóre wychodzą po latach, niektórzy księża nigdy się nie obronią. Odsunięci i osamotnieni w swoim cierpieniu. Sam słyszałem o kilku, znam jednego takiego człowieka.”. Ja także znam takie przypadki. I co? Zniszczone życie i porzucony człowiek, ofiara pomówień.

To wszystko jest jak kocioł. I najgorsze jest to, że trudno w tym kotle żyć. A jednak święta Ewangelia i wiara, którą wyznaję, mówi mi, że trzeba wytrwać do końca. Nawet, jeśli któregoś dnia trzeba będzie stanąć przed ludzkim sądem za swoje czyny. I tak największym lękiem napawa mnie sąd Boży. I każdego dnia błagam o Boże miłosierdzie!

Ale mimo tego czasu, trudnego i bolesnego, jest czas na radość i pląsy, i zabawę. I bynajmniej to nie jest zły czas. Radość jest tam, gdzie jest harmonia, jak pisał chiński konwertyta John Wu. Człowiek żyjący w harmonii poszukuje chwil radości i żyje nimi, dzieląc się z innymi. Bez tego trudno żyć.

Kiedy się ma bliskie osoby, przyjaciół, wtedy beztroskie chwile spędzone w radosnej atmosferze wspólnego celebrowania choćby karnawału, są naprawdę jedyne. Bliskość osób, z którymi łączy mnie przyjaźń, dodaje niezwykle dużo siły, podnosi w górę, przywraca sens życiu, motywuje do dalszego twórczego działania. Taka radość jest też pozytywnie zaraźliwa. Zawsze warto inwestować w relacje, w przyjaźń i chwile radości, także po to, żeby nie dać się zamknąć w kapsule ciężkiego, nie do wytrzymania, powietrza problemów, przestępstw i złości. Atmosfery, która zabija.

Dominikanin Cyprian Klahs pisał: „Znane jest powiedzenie, że Bóg przebacza zawsze, człowiek czasami, a natura nigdy. Otóż do naszej natury przynależy i to, że ciało potrzebuje snu, jedzenia, odpoczynku i zabawy. Zresztą – nie tylko ciało, bo skoro jesteśmy jednością, to ważne i potrzebne także dla ducha”. Potrzebujemy radości, nie tylko tej karnawałowej. Bez niej pogrążymy się w kotle smutku i tragizmu wydarzeń i sytuacji, które dzieją się wokół nas. Faktem jest, że ktoś za wszelką cenę chce zabić w nas tę radość, zdusić ją i przybić realnymi bardzo problemami. Żeby móc je jednak przeżyć i mieć siłę, trzeba też umieć się radować i mieć swoisty dystans. Zatem… jest czas! I ważne jest, by go nie przegapić.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

 

fot.Pixabay.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*