Falowanie i spadanie

fot.Pexels.com

O tym, że nie zawsze jest w życiu prosto, wszyscy doskonale wiemy. Czasami jest pod górkę, krócej lub dłużej. Nigdy jednak nie może być tak, że taki stan będzie trwał zawsze. Życiem rządzi prawo falowania. „To, co w nich (istotach ludzkich) jest najbardziej stałe, to właśnie owo falowanie – powtarzający się nawrót do poziomu, od którego ponownie się oddalają, szereg dolin i szczytów. Gdybyś był pilnie śledził swego pacjenta, byłbyś dostrzegł to falowanie w każdej sferze jego życia; jego zainteresowanie się pracą, przywiązanie do przyjaciół, fizyczne pragnienia, wszystko to raz przybiera na sile, to znów maleje. Jak długo będzie żył na ziemi, okresy emocjonalnego i fizycznego bogactwa i żwawości występować będą na przemian z okresami odrętwienia i ubóstwa” – pouczał w „Listach starego diabła do młodego” Clive Lewis. Dobrze jest wiedzieć i pamiętać o tym prawie, gdyż w ten sposób można żyć bardziej realistycznie, nie poddając się negatywnym uczuciom, których w trudnych momentach cała masa.

Listopadowe długie, ciemne wieczory, opadające liście, zamierająca przyroda, coraz chłodniejsze dni i noce, to wszystko sprzyja uczuciom smutku, może wywoływać stany depresyjne, albo wręcz depresję. Przemyślenia o życiu, które przemija, patrzenie na bilans tego, co udaje się w życiu osiągnąć lub nie, problemy zewnętrzne i wewnętrzne, to wszystko może stawiać człowieka w niełatwym punkcie. Zaginiony tego lata w szwajcarskich Alpach ks. Krzysztof Grzywocz mówił często o „uczuciach niechcianych” albo „niekochanych”. Uczucia są bogactwem naszej osobowości, życiową energią dla naszego rozwoju psychicznego i duchowego. A jednak nie zawsze i nie wszystkie uczucia w sobie kochamy. Są takie, których czasem chcielibyśmy się pozbyć, trochę jak natrętnej muchy, która nie daje spokoju.

Co robić, żeby się nie poddać? Przede wszystkim nie należy od uczuć uciekać ani się ich wstydzić. Bardzo często się zdarza, że świat naszych uczuć jest zamknięty i nienazwany. A przecież czujemy. I ponieważ czujemy, to jesteśmy, żyjemy. Lęk przed uczuciami wynika stąd, że często nie wiemy, jak je nazwać. Kotłując się w nas, doprowadzają nierzadko do wybuchu agresji, kłótni, wyzwisk, albo też zamknięcia się w sobie, wycofania, ucieczki w nałogi i złe przyzwyczajenia. A przecież mogłoby być zupełnie inaczej, gdyby je ponazywać i wypowiedzieć. Przecież mamy prawo do uczuć. I to do tych dobrych, pozytywnych, „kochanych” i do tych niedobrych, negatywnych, „niekochanych”. Prawdą jest też to, że lęk przed wypowiedzeniem uczuć bierze się stąd, że boimy się bycia zranionym. Odsłaniają one nasz intymny świat, który łatwo zranić. Boimy się, że ktoś nas może wyśmiać, źle potraktować, że będzie bolało. Nie zawsze ten drugi jest na tyle dojrzałym człowiekiem, żeby uszanować świat moich uczuć, żeby przyjąć to, co on wyraża. I wtedy jest problem. Grzywocz radził, że „trzeba przyjąć, że każde uczucie, które się w nas pojawia, jest czymś wartościowym i cennym. Inaczej mówiąc, że nie ma bezsensownych uczuć i żadne nie pojawia się bez powodu, że ma swój sens i chce się przyczynić do mojego rozwoju”. Nie jest dobrze, jeśli z góry klasyfikujemy i oceniamy nasze uczucia. Je po prostu trzeba wyrazić.

Uczucia nie podlegają ocenie moralnej. Zakochać się, gniewać się na kogoś, wstydzić się, tęsknić, to jeszcze nie grzech. Grzech jest konkretnym czynem, który może się dokonać pod wpływem uczuć. Kiedy jednak zawczasu uświadomię sobie moje uczucia, to do czynów, zwłaszcza tych niedobrych, może w ogóle nie dojść. Dlatego dobrze jest mieć świadomość siebie, tego, co czuję i co przeżywam. Dobrze jest tak poznawać siebie, żeby wiedzieć też o tym, że według prawa falowania są okresy lepsze i gorsze, łatwiejsze i trudniejsze, radosne i smutne. Byłoby czymś naiwnym myśleć, że szczęśliwe chwile będą trwały wiecznie. Tak nie jest. Dlatego słusznie nazywamy je „chwilami”, a nie stanem stałym. Ale też nieprawdą jest, że smutek będzie trwał wiecznie. Spadanie w dół zdarza się, podobnie jak osiąganie szczytów, regularnie. Grunt to nie pozwolić się zatrzymać w tych dołkach i przybić wiekiem depresji. Maleńczuk śpiewa, że „człowiek z wiekiem staje się rozumny, człowiek z wiekiem do trumny”. Coś w tym jest, pod warunkiem, że z wiekiem osiągać będzie mądrość życiową i będzie żył bardziej świadomie.

Potrzeba też rozmawiać o uczuciach i emocjach, zwłaszcza z najbliższymi, w domu. To pomoże uniknąć wielu konfliktowych sytuacji i wojen domowych. Wbrew pozorom to nie jest takie trudne, warto spróbować. Bywa, że wydaje się nam, że ktoś drugi ma się domyśleć, co właśnie czujemy. Nic takiego! Dlatego podobnie jak trzeba komunikować swoje niezadowolenie czy żal, tak trzeba też komunikować, że kocham i cieszę się Tobą. Takie świadome życie powoduje, że idziemy do przodu, raz szybciej, raz wolniej, ale zawsze do przodu. I jesteśmy mocni.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*