Fake news

Fake news

Coraz więcej neologizmów, czyli nowych słów i zwrotów w globalnej wiosce, współczesnym świecie. Kiedy patrzę na ostatnie kilkadziesiąt lat, od czasu, kiedy kończyłem liceum, a rozpoczynałem studia, a był to początek lat dziewięćdziesiątych, świat tak bardzo się „zmniejszył”dzięki rozwojowi techniki i komunikacji internetowej. Samo określenie „globalna wioska” pojawiło się już w 1962 roku, kiedy to niejaki Hubert Marshall McLuhan w swojej książce „Galaktyka Gutenberga”, nazywając tak świat, porównał go do zwykłej wioski, w której ludzie żyją blisko siebie, są sobie bliscy i dzielą się wzajemnie swoimi radościami i smutkami. Niemożliwe stało się możliwym.

Wracając do neologizmów, to na przykład internetowy hejt jest określeniem coraz bardziej powszechnym, a jest nim działanie w Internecie, które jest przejawem złości, agresji i nienawiści. To są te wszystkie formy uderzania w kogoś, nie tylko słowem, ale i grafiką lub filmem. Jednym słowem coś bardzo powszechnego. Podobnie jest z tytułowym fejkiem, czyli fake newsem, który jest niczym innym, jak kłamstwem i oszustwem, które jest świadomym przekazywaniem fałszywych informacji, przedstawianych jako prawdziwe w wiadomościach lub portalach społecznościowych. Tak więc grzechy przeciwko siódmemu przykazaniu Dekalogu, które mówi: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu” mają się całkiem dobrze i od grzechu pierworodnego, które rozpoczęło kłamstwo, są ciągle żywotne. Wszak ojcem kłamstwa nazywa Biblia nie kogo innego, jak Szatana i diabła. U początku ludzkich upadków leży kłamstwo.

Zastanawiam się, jak często to sobie uświadamiamy. Już same „niewinne” plotki, wszechobecne zresztą. Papież Franciszek często demaskuje to ludzkie plotkarstwo, przyrównując je do zbrodni, jakiej biblijny Kain dopuścił się zabijając swego brata Abla. W jednej z homilii mówił papież wprost: „Plotkowanie jest właściwie obdzieraniem ze skóry. Wyrządzanie szkody jeden drugiemu. Jakby się chciało drugiego pomniejszyć: zamiast samemu wzrastać, sprawiam, aby drugi był niżej, a sam czuję się wielki. Tak się nie robi! Plotkowanie wydaje się piękne. Nie wiem dlaczego, ale tak się zdaje. Jak cukierki miodowe. Bierzesz jeden, drugi, następny i jeszcze jeden, a na końcu boli cię brzuch. Dlaczego? Tak jest z plotkowaniem. Jest słodkie na początku, a w końcu cię niszczy, niszczy twoją duszę!”.

Plotkowanie, kłamstwo, oczernianie i oszukiwanie stały się tak bardzo powszechne, że trudno nawet rozróżnić, kto mówi prawdę a kto nie. Trudno wierzyć i ufać sobie. Nie tylko w wymiarze globalnym, niestety także w domach i społecznościach szkolnych i zawodowych. Kłamstwo służy temu, żeby zniszczyć drugiego tak, żebym to ja mógł zająć jego miejsce, a nawet stanąć wyżej. To wszystko jednak jest tak okropne i tak bardzo śmierdzi, że nie da się długo normalnie żyć w takiej atmosferze. A niestety jest ona bardzo powszechna i uznana za normalność, za pewien styl, powszechnie akceptowany. Nikt nie zastanawia się nad konsekwencją takich fejków, a sami chrześcijanie nie widzą w tym jawnego przekraczania Bożego Przykazania.

Wracając do mojej młodości, nigdy nie zapomnę, z jakim namaszczeniem kupowaliśmy i czytaliśmy takie tytuły, jak „Gazeta Wyborcza” z pięknym, czerwonym znaczkiem „Solidarności”, czy Tygodnik „Solidarność”. Wtedy te czasopisma kształtowały nasz sposób myślenia i patrzenia na rzeczywistość. Z katolickich pism najbardziej zawsze ceniłem „Gościa Niedzielnego”, być może przez fakt urodzenia i wzrastania na Górnym Śląsku, „Tygodnik Powszechny” czy miesięcznik „W drodze”. Wszystko to łączyło się z prawdą, której szukaliśmy i której potrzebowaliśmy. A jak jest dzisiaj…? Gdzie dzisiaj szukać prawdy? Niestety stronniczość i komercja, przekazywanie fejków stało się codziennością. Zresztą, z drugiej strony, coraz mniej czytamy. Bardziej przeglądamy tytuły, częściej w internecie, by bez zastanowienia powtarzać albo to, co przeczytaliśmy w dla siebie prawdomównych i opiniotwórczych portalach, albo co nam powiedział ktoś, kto w swej prawości i prawdziwości jest bardziej wiarygodny niż sam Pan Bóg.

Kiedy czas mi na to pozwala, oglądam wiadomości z trzech różnych stacji telewizyjnych. Najczęściej jednak słucham radia. Dzięki internetowi, mogę słuchać wielu rozgłośni. Rozbieżność i tendencyjność bywają tragiczne. Fake news uderzają w autorytety, w przywódców państw, w samego papieża. Dlatego lubię docierać do oryginałów, nie ich interpretacji, w poszukiwaniu i zrozumieniu prawdy.

Zawsze brzydziłem się kłamstwem, tendencyjnością i obłudą. I brzydzę się nadal. Bez odniesienia do tego, czy płynie ona z lewej, czy prawej, czy centralnej strony. Kłamstwo jest kłamstwem. Śmierdzi. A „prawda jak oliwa, zawsze na wierzch wypływa”. Dlatego może mniej fejków i hejtów, a więcej prawdy, nawet, jeśli czasem bywa trudna.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

 

fot.Pexels.com

Categories: Kleczka

Comments

  1. Piotr-elder
    Piotr-elder 28 stycznia, 2018, 16:15

    Ble, ble, ble…gadka o niczym…wstyd Łukaszu walić chałturę. ” Wasza mowa niech będzie: „Tak – tak, nie – nie”. A co nadto, z zepsucia jest. ” PS.Widać zepsucie i brak pracy nad sobą.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*