Dobry Łotr

Dobry Łotr

W kalendarzu świętych w dniu 26 marca widnieje wspomnienie dziwnego dość człowieka – Świętego Dobrego Łotra. Z racji trwającego okresu postu, jest on raczej pomijanym świętym. Czy może być świętym łotr? I czy w ogóle można powiedzieć, że łotr jest dobry? Gdyby takim był, nie byłby łotrem. A jednak.
Dyzma, tak tradycja chrześcijańska nazwała jednego z dwóch skazańców, powieszonych po lewej i prawej stronie Jezusa z Nazaretu. To on, widząc Sprawiedliwego, niesłusznie skazanego i ukrzyżowanego Jezusa, nie tylko stanął w Jego obronie, kiedy drugi z ukrzyżowanych łotrów urągał Mu, ale także wyznał swoją wiarę, że Jezus jest Chrystusem, prosząc, by wspomniał o nim, Dyzmie, kiedy będzie w raju. Karcąc współwięźnia mówił, że oni umierają słusznie, za swe zbrodnie, ale Jezus nic złego nie uczynił. Jezus w odpowiedzi obiecał mu, że jeszcze dziś będzie z Nim w raju. Był to pierwszy swoisty akt kanonizacji, którego jeszcze na Krzyżu dokonał Chrystus. Od tego czasu Dyzmę nazywa się Dobrym Łotrem. Jest patronem więźniów, a jego kult jest bardzo dawny.
W kontekście głoszonych wielkopostnych rekolekcji, sprowokował mnie ten Dobry Łotr do osobistych przemyśleń i refleksji. Bo przecież chyba każdy człowiek może w sobie coś z łotra odnaleźć. Powiem więcej – nawet powinien. Ktoś, kto uważa się za doskonałego i nieskazitelnego, okłamuje siebie samego i żyje w iluzji, do której najczęściej próbuje wciągnąć też innych. To inni są źli, nie ja! Czy ja mogę o sobie powiedzieć, że jestem łotrem? Bardzo dobrze to widać, kiedy rozpoczyna się krytykę innych. Oczywiście ich zachowania mogą odsłaniać zło, którym się kierują. Czasami jednak są one głęboko skrywane, czy „zamiecione pod dywan”. Z czasem jednak pokazują swoje oblicze. Samousprawiedliwienie się to jeden z mechanizmów obronnych. „Wszyscy są winni, tylko nie ja” – to dobrze znana postawa. Trudno jest szczerze się przyznać i powiedzieć: „Tak, to ja, to mój zły postępek”. Niestety, mechanizmy obronne rodzą w nas postawę, w której nie tylko piętnujemy i stygmatyzujemy domniemanych winnych, zarówno wtedy, kiedy wina jest udowodniona, lub kiedy jeszcze trzeba jej dowieść. Bardzo często odsuwając się od takich osób, w lęku o swoją pozycję i dobre imię, gdyż „co inni powiedzą” widząc, że kontaktujemy się z ową czarną owcą, nie pozwalamy na to, by osoby te stawały gdzieś obok nas. Nie dajemy im szansy na to, by mogli się wypowiedzieć, przeprosić, uznając swoje błędy, a w konsekwencji, nie pozwalamy im wrócić. Łotr jest i pozostaje łotrem. Zero tolerancji i zero miłosierdzia.
Gdyby tak jednak umieć w końcu powiedzieć, że wszyscy bywamy łotrami, to znaczy uznać własną niedoskonałość, grzeszność i zło popełniane, choćby wyglądało ono niewinnie, to byłby to niewątpliwie początek zupełnie nowej rzeczywistości. Podejrzewam, że zmieniłoby się podejście i nastawienie wobec jednych i drugich, „prawych i lewych”. Nie byłoby też tych „lepszych” i „gorszych”, a innym pozwalałoby się wrócić ze złej drogi. W końcu jak mogą wrócić, skoro się im na to nie pozwala, zamykając drzwi przed nosem? Czasami modlę się: „Panie, broń mnie przed sprawiedliwymi”. I o to, żebym przypadkiem ani przez chwilę nie poczuł się takim doskonałym i bez grzechu. Chcę być bardziej dobrym łotrem niż nieskazitelnym świętoszkiem, który nie widzi już swojego prawdziwego oblicza, brudu własnych grzechów i obłudy, którą żyje na co dzień.
Bóg daje szansę każdemu, do końca. Oczywiście lepiej nie czekać na tę ostatnią chwilę, bo szkoda życia. Lepiej jest starać się żyć dobrze, pamiętając o tym, że doskonałym się nie jest, niż do końca tkwić w tym, co złe. I dobrze jest przestać patrzeć na innych z podniesionym palcem wskazującym, który skazuje ich na dozgonną banicję i wyklucza za to, że w danej chwili myślą inaczej lub zrobili coś złego. Jezus mówi, że jeśli ktoś jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem w jawnogrzesznika. I nie znalazł się żaden sprawiedliwy. To w Ewangelii. A w naszym społeczeństwie? Czasami się boję, że zakłamanie bywa tak silne, że nawet Ewangelia nie przekona do niczego. Dobry Łotr jest dobrym świętym. I ważnym świętym. Takim na nasze czasy. On zrozumiał, o co chodzi. A my?

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

 

fot.Wikipedia

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*