Czy istnieje jeszcze piękny świat?

Czy istnieje jeszcze piękny świat?

Każdego roku miesiąc maj nastraja mnie pozytywnie. Uwielbiam atmosferę tego czasu, kwitnące drzewa i krzewy, łąki ze swoją świeżością zieleni, ptasie koncerty. „Chwalcie łąki umajone, góry, doliny zielone, chwalcie cieniste gaiki, źródła i kręte strumyki” – ta religijna pieśń majowa ku czci Maryi Matki Bożej, pięknie komponuje się z tym, co przeżywam w sercu. Jedne z najważniejszych wspomnień doświadczenia piękna stworzenia i rodzącej się do życia przyrody, które mam, wiążą się z majem. Tak się nad tym rozwodzę, gdyż postanowiłem podzielić się radością, którą noszę w sercu, a która budzi we mnie wdzięczność za życie w ogóle. Nie jestem poetą, ani romantykiem, jestem zwyczajnym człowiekiem. Często jednak ostatnio przybitym atmosferą panującą w świecie, w Polsce między ludźmi w ogóle, między nami, Polakami. Zatrważa mnie wulgarność relacji i życia, wzajemnych odniesień, rywalizacji za wszelką cenę, podszytych zawiścią, nienawiścią i wszelkiego rodzaju złością. Takie życie staje się bardzo mroczne i przytłaczające. Wystarczy przejrzeć portale społecznościowe w internecie, żeby wstać z łóżka i już być ogarniętym przez smutek. Dlatego staram się szukać promieni słońca, światła, które przebija się przez chmury. I nie tylko się nim cieszyć, ale też z uporem pokazywać innym, że ono jest!

Pierwsze dni maja przypominają Polakom nie tylko o Konstytucji uchwalonej w 1791 roku, a także o wejściu do Unii Europejskiej w 2004 roku. Mieszkałem wtedy i studiowałem w Rzymie. Pamiętam, jak cieszyliśmy się z faktu wejścia do Unii. Poszliśmy na polską kolację, była radość i nadzieja. Czuliśmy się dumni, że choć byliśmy od zawsze w centrum Europy, to teraz możemy przestać odgrywać roli „brzydkiego kaczątka” albo „chłopca do bicia” na królewskim dworze Europy. Nasz święty Rodak Jan Paweł II mówił, dodając odwagi, że „wejście w struktury Unii na równych prawach z innymi państwami jest dla naszego narodu wyrazem pewnej dziejowej sprawiedliwości. A z drugiej strony jest to ubogacenie Europy. Europa potrzebuje Polski. Polska potrzebuje Europy.” Jeszcze dwa lata wcześniej spędziłem dwie doby przed włoskim urzędem emigracyjnym, by móc otrzymać prawo do pobytu we Włoszech. Z czasem otwarto granice. Wszystko miało być lepiej. „Więź” przypomniała słowa brata Rogera Schütza, założyciela wspólnoty w Taizé, który w 2003 roku pisał: „Chciałbym powiedzieć Polakom: błogosławieni jesteście, wy, kobiety, mężczyźni i dzieci, którzy dzięki prostocie i dobroci waszej duszy będziecie mogli być w sercu Europy zaczynem zaufania, pokoju i pojednania, i pozwolicie Europie odbudować się. I chciałbym jeszcze powiedzieć – być może nikt spośród was nie sądzi, że ma jakiś wpływ na ewolucję ludzkości. Ale prawdą jest właśnie coś zupełnie przeciwnego. To wcale niekoniecznie ci, którzy są na pierwszym planie, w decydujący sposób wpływają na przemiany dokonujące się w świecie.” Ważne słowa. Tylko, czy im sprostaliśmy? Często mam wrażenie, że nie bardzo. Zbyt mocno zachłystnęliśmy się wolnością i europejskością, zapominając o chrześcijańskich korzeniach i wartościach. Bliżej nam się stało do laickiego stylu życia, przesiąkniętego egoizmem i totalną swawolą, niż do życia budowanego myśleniem według wartości, co postulował ks. Tischner. Jednak, jak pisał abp Życiński: „Istnieją środowiska, które nie lubią terminu wartość”. Te środowiska są niestety wszędzie.

Mimo tego dostrzegam nie tylko piękny świat, także w centrach wielkich miast, ale również spotykam pięknych ludzi. Mimo młodego wieku, mają rodziny i wychowują swoje dzieci z miłością, ukierunkowując je od początku na wartości. Potrafią się cieszyć i świętować bez alkoholu, palenia i wulgaryzowania. Wszystko przeżywają razem, znajdując czas na rozmowę ze sobą i z dziećmi, na codzienną modlitwę i czas spędzany z przyjaciółmi. A przy tym ciężko pracują, zarabiają na codzienne życie. Ci piękni ludzie tworzą piękny świat i mają wpływ na ewolucję ludzkości. Bo jak długo można żyć w pustce, zwariowanym rytmie codzienności, który rodzi depresję i lęk? Ile można kłócić się o wszystko i robić z siebie pajaców? Ile można?! Dlatego warto odkrywać każdego dnia piękno. Żyć nim i dzielić się nim z innymi.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*