Czy duchowość jest naprawdę potrzebna?

Czy duchowość jest naprawdę potrzebna?

Każdego roku kilka dni poświęcam na osobiste rekolekcje. Fakt, że będąc zakonnikiem i księdzem mam taki obowiązek. Chyba nigdy jednak nie traktowałem tego czasu jako obowiązku, jest on raczej bardzo wyczekiwany. To czas dla mnie i mojej sfery duchowej, a że w człowieku wszystko jest ze sobą ściśle połączone, to zadbanie o duchowość wpływa na psychikę, emocjonalność i ciało. Wiedzą o tym wszyscy, którzy przynajmniej raz w życiu zakosztowali dobrodziejstwa ćwiczeń duchowych, jakimi są rekolekcje. A jest takich ludzi na szczęście nie mało. Cenię sobie bardzo, gdy ten czas spędzam, choć samotnie, z zachowaniem ciszy, pośród innych ludzi. Bardzo często są to świeccy, a więc nie-duchowni i nie-zakonnicy. Ludzie, którzy na co dzień żyją w rożnych środowiskach, zajmują się różnymi pracami, wykonują rożne zawody, są w rożnym wieku, a nawet reprezentują rożne wyznania chrześcijańskie. To, co każdego łączy to wspólne pragnienie, by wyciszając się, odchodząc od bardzo zajętej codzienności, w klimacie duchowej pustyni, szukać Boga, odnajdując równocześnie samego siebie. I choć brzmi to być może nieco tajemniczo lub skomplikowanie, w rzeczywistości takim nie jest. Wiąże się z duchową potrzebą, która wpisana jest w każdego człowieka, choć często nie zdaje sobie z tego sprawy. Każdy, najprostszy i najzwyczajniejszy człowiek ma taką właśnie potrzebę.

Ostatnio na przykład rozmyślałem nad kwestią wiary w zmartwychwstanie. Trochę listopadowo, trochę przy okazji niedzielnego fragmentu Ewangelii czytanego w kościele. Uświadomiłem sobie, że wiele osób nie wierzy w zmartwychwstanie, bo temat wydaje się zbyt metanaukowy, ponad codziennym, bardzo szybkim i intensywnym upływem czasu. A temat jest istotny, w w nim jest odpowiedź na raz po raz powracające pytanie o to, co dalej? Czy będzie dalej i jakie ono będzie, jeśli będzie. Innymi słowy chodzi o życie po życiu. Chrześcijaństwo utwierdza nas w wierze, że życie zmienia się, ale się nie kończy. Trwać będzie po śmierci. Taka jest nasza wiara, bo Jezus Chrystus powstał z martwych do życia. I to jest najważniejszy argument. Skoro On zmartwychwstał to i my, naznaczeni Nim zmartwychwstaniemy. Gdyby nie zmartwychwstał, to, jak pisze św. Pawel, bez sensu byłaby nasza wiara. Skoro jednak tak, to znaczy, że w chwili biologicznej śmierci, kiedy duch opuszcza ciało, przechodzi do jakiejś innej rzeczywistości. Ciało zostaje. W takiej, czy innej postaci, jego miejsce spoczynku powinno być na cmentarzu. To ciało, o które tak bardzo się staramy, co zresztą jest bardzo słuszne, upiększając je, utrzymując w zdrowiu, chcąc, by pozostało jak najdłużej młode. Współcześnie sam kult ciała, jak i dramat ludzi o zaburzeniu narcystycznym pokazuje, ile człowiek jest w stanie wydać i poświecić na to, by czuć się pięknym i podziwianym. Nadwrażliwość na tym punkcie jest przyczyną wielkich problemów miedzy ludźmi. Niestety nie rzadko, w środku jest pustka i ogromna niepewność siebie.

A dusza? Ta sfera bywa bardzo zaniedbana. Wydaje się tylko, że jej nie widać na zewnątrz. Oczywiście jest doskonale widoczna. Sposób bycia i wyrazu, zachowanie, kultura osobista, a także siła woli świadczą o tym, że w człowieku wszystko jest jakoś dobrze nastrojone, a ona sam utrzymuje dobry balans. Inaczej mówiąc, taki człowiek staje się i jest coraz bardziej dojrzały. Można na nim polegać, można mu ufać, czuje się jakąś wewnętrzną siłę, pokój, który wyraża się miedzy innymi spokojnym nastawieniem, umiejętnością słuchania, dobrej rady, naturalnego ciepła i odpowiedzialności. Taki człowiek dba zarówno o kondycję swojego ciała, akceptując siebie, jak i o kondycję ducha. Codzienna modlitwa, medytacyjne rozważanie treści duchowych, Biblii i innych tekstów, uważne przyglądanie się swojemu życiu, umiejetność znalezienia chwil ciszy i samotności. Można by tu jeszcze wiele duchowych praktyk dodać. Taki „duchowy fitness”, któremu poświęca się chwile uwagi każdego dnia, nie tylko raz w tygodniu, albo raz w roku, byle jak, byle tylko zaliczyć. Jakimś istotnym wymiarem tego fitnessu są także rekolekcje. Wbrew pozorom każdy może sobie na nie pozwolić. Niemal każda parafia organizuje raz lub dwa razy w roku rekolekcje we własnym kościele. Rożne grupy i wspólnoty proponują wyjazd choćby na wolny weekend gdzieś poza miejsce swojego codziennego życia, by oderwać się i przeżyć takie rekolekcje. Można także samemu znaleźć wciąż wiele takich przyjaznych miejsc, w których można się zatrzymać i pobyć z Panem Bogiem i samym sobą. Wystarczy tego chcieć. Każdy, kto to odkrył, potwierdzi prawdziwość tej rady.

Warto myśleć o sobie całościowo. Jestem ciałem i duchem. Moja dusza mieszka w ciele, ale ona przecież jest. Doskonale wiem, jak wiele znaczy dla mnie regularna spowiedź. Jak bardzo też potrzebuję, a znajdując wiem, że jest na wagę złota ktoś, z kim mogę porozmawiać o swoim życiu i stanie mojej duszy. Przecież jeśli z każdym symptomem jakiejś choroby lub tylko złego samopoczucia, udaję się zaraz do lekarza i to najlepiej specjalisty, to jakbym nie mógł pomoc swojej duszy, kiedy i ona potrzebuje kogoś, kto pomoże się wsłuchać w to, czym żyje. Nie wiedząc o tym, wiele osób wpada w rożne nałogi. Jak to ktoś powiedział, są one wyrazem cierpienia „chorej duszy”, która poszukuje lekarstwa, a nie znajdując go, sięga po uzależnienia, które na chwile tłumią ból, by po chwili bolec jeszcze bardziej. Potrzeba duchowości każdemu! Ona odsłania prawdę o człowieku, ale także o jego godności. Należy się bać ludzi bez duchowości, gdyż są niebezpieczni. Nie tylko dlatego, że chaotycznie atakując innych, zabijają samych siebie. Ale także dlatego, że zatruwają świat wokół siebie udowadniając, że mają rację, gdyż myślą według nie wiadomo skąd wziętych standardów. Może zatem warto odkryć w sobie duchowość i się nią zająć na poważnie? To jest zawsze wielka przygoda!

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

fot.Pexels.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*