Ci, co odchodzą

Ci, co odchodzą

Magda jest młodą, trzydziestoparoletnią kobietą. Od roku wdową. Bolesna pustka, niczym czarna dziura, po ludzku niemożliwa do zapełnienia, rodzi ból, łzy tęsknoty, nieznośną ciszę i osamotnienie. Adam odszedł szybko. Zaledwie kilka krótkich miesięcy choroby. Był mężczyzną po trzydziestce. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Jak zatrzymany nagle zegar, który nie ruszy już nigdy do przodu. Pomimo że młodzi, od wielu lat byli małżeństwem. A teraz? Osamotnienie, tęsknota, bunt, zwłaszcza ten, który kieruje się w stronę Boga. Zresztą On się już chyba do tego przyzwyczaił, prawie zawsze sadzany jest na ławie oskarżonych. Wśród pytań pada „dlaczego?”, na które nie ma odpowiedzi.

Takich historii, zawsze wyjątkowych i bardzo osobistych, nawet jeśli pozornie tylko podobnych, mam okazję słuchać często. Wszak jestem jednym z tych, którzy niejako z urzędu uczestniczą w dramatach ludzi. Te historie wciąż uczą mnie współczucia, tego prawdziwego współodczuwania z tymi, którzy zostali i cierpią. Lubię prowadzić uroczystości pogrzebowe. Tak, lubię, choć może to brzmi trochę dziwnie. Umrzeć, to jeden z niewielu pewników, które w życiu na każdego człowieka czekają, prędzej czy później i nikt nie jest w stanie w żaden sposób tego zmienić. Śmierć, na którą coraz częściej mówi się dzisiaj „odejście”, dotyka najbardziej tych, którzy zostają. Uczucie straty jest bolesne i ważne. Zależy od siły miłości i przywiązania, którymi darzymy zmarłego. To uczucie trzeba przeżyć. Żałoba jest procesem, który potrzebuje czasu i prowadzi ostatecznie do stanu akceptacji, choć na zawsze pozostawia wspomnienia i żal. Z czasem człowiek uczy się, jak znowu cieszyć się życiem, ale pamięć pozostanie na zawsze. Jako ksiądz jestem zatem nie tylko po to, by pomodlić się i odprowadzić ciało zmarłej osoby na cmentarz. Jestem także po to, by współczuć i pomóc osobom w przeżyciu ich żałoby. Każda śmierć jest ważną lekcją.

Listopad. Czas spadających liści, nostalgii za minionym latem, czas zamierania, szybko nastającej ciemności, chłodu, przechodzącego w dokuczające zimno. Dla chrześcijan, katolików, miesiąc ten rozpoczyna się dniem, w którym idą na cmentarze, żeby stanąć przy grobach najbliższych. Listopad rozpoczyna się dniem Wszystkich Świętych, tych, którzy niekoniecznie „balują w niebie”, ale na pewno są tam bardzo szczęśliwi. Ten dzień wprowadza dopiero w tajemnicę innego dnia, w którym wspominamy wszystkich, którzy odeszli i wierzymy, że w przedsionku nieba, w czyśćcu, oczekują na swoje wejście do pełni szczęścia.

Historie, tak bolesne jak Magdy, uczą ogromnego szacunku wobec faktu życia i śmierci. Dopiero na tym tle widać, jak idiotycznym jest Halloween, który angażuje dzieci i dorosłych, bawi się śmiercią, robiąc z niej prostacką karykaturę. Wywołuje się demony, zapominając, że one istnieją naprawdę, a strach pozostawi swój psychologiczny i duchowy ślad. Dlatego nie obchodzę tego dnia i nie rozdaję cukierków. Chętnie dam je dzieciakom w każdy inny dzień.

Ryszard Rynkowski śpiewa: „Ci, co odchodzą, wciąż z nami są. I żyją sobie obok nas. Patrzą z miłością na nasze dni i czasem się śmieją przez łzy…”. Tak, oni choć umarli, to jednak są. Z innego, duchowego świata patrzą na nas i uśmiechają się, bo są szczęśliwi i tego chcą dla nas. Magdzie odpowiedziałem, że aniołowie odchodzą szybciej. Bo zrobili to, co mieli do zrobienia, zrealizowali plan, doszli do celu. Są szczęśliwi. Wierzę w to. Ci, którzy jeszcze do pełni szczęścia nie weszli, potrzebują pomocy. Duchowej. Dlatego listopadowe i całoroczne modlitwy, msze, pamięć. I co jeszcze? Myślę o tym, że można też unieszczęśliwić się na zawsze. Bo podobnie jak niebo i piekło istnieje naprawdę. Dlatego każda śmierć i pamięć o zmarłych uczy mnie jak żyć, by przeżyć życie najlepiej. I być szczęśliwym, czyli świętym.

ks. Łukasz Kleczka, SDS

fot.Tomasz Gzell/EPA

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*