Churching

Churching

Wiele lat temu, kiedy mieszkałem i pracowałem w Krakowie, w czasie rozmów w środowisku intelektualistów katolickich, padło słowo: „churching”. Nie wiedząc, co ono oznacza, domyślając się jedynie, że musi być związane z Kościołem, zacząłem poszukiwania. Pierwszą odpowiedzią, którą odnalazłem było, że ów tajemniczy „churching” oznacza kościelną migrację. Zjawisko dotyczy zwłaszcza miast, gdzie jest wiele kościołów. Ludzie wybierają sobie taki kościół, który odpowiada ich upodobaniom wraz z tym, co on oferuje – czasem trwania nabożeństw, a także księdzem, który odgrywa tutaj istotną rolę. Znalazłem też inne wytłumaczenie „churchingu” jako „kościelnego clubbingu”. Skoro więc jest wybór, to każdy ma do niego prawo. Tak też początkowo do tej kwestii podchodziłem. Z czasem jednak widzę, że jest w tym jakiś istotny brak. Brakuje utożsamienia się człowieka wierzącego z miejscem, w którym… No właśnie, w którym co?

Od dziecka chodziłem z rodzicami na niedzielną mszę do kaplicy zakonnej sióstr w uzdrowisku, gdzie się urodziłem. Było nam bliżej niż do parafialnej świątyni, tym bardziej, że samochodu nie mieliśmy. Czułem się do tego stopnia związany z „klasztorkiem”, jak to miejsce potocznie nazywano, że nawet nie przypuszczałem, iż w ten sposób uprawiałem w pewnym sensie „churching”. Mała odległość, zawsze piękna liturgia, z organami i śpiewem oraz mądrymi kazaniami księży – wszystko to tworzyło iście rodzinną atmosferę. Po latach dopiero dotarło do mnie, że w życiu katolika ważna powinna być jego własna parafia, nie tylko dlatego, że jedynie tam można załatwić wszystkie formalności, związane z sakramentami lub pogrzebem, ale że to właśnie tam znajduje się duchowe centrum jego życia. Niezależnie od tego, w jakim stanie znajduje się aktualnie budynek kościelny, jacy księża w parafii posługują, jaki jest organista. To jest moja parafia, za którą powinienem być odpowiedzialny. A to znaczy, że w pewnym sensie powinienem mieć także wpływ na to, jaka jest ta moja parafia od środka, jaki jest mój kościół i wszystko, co jest z tym związane.

Parafia jest przede wszystkim wspólnotą, a nawet „wspólnotą wspólnot”. Jest miejscem, do którego nie przychodzę po to, by być obsłużonym, ale raczej by zdobywać nową, chrześcijańską świadomość i samemu służyć drugim. To jest ideał, o którym najczęściej się zapomina. Służba w parafii odnosi się przede wszystkim do apostolstwa i dawania świadectwa swojej wiary, czyli do ewangelizacji. Jeśli w parafii istnieją różne wspólnoty, które każdemu mają coś do zaproponowania, jest ona wtedy żywa i twórcza. Kościół nie jest automatem serwującym sakramenty, klubem miłych przeżyć, ale wspólnotą, która oddaje cześć Bogu, oraz w której każdy ma swoje miejsce. Jeśli z różnych względów nie można mieć związku z własną parafią, lub nie wiadomo gdzie ona jest, gdyż nie posiada się miejsca stałego zamieszkania, wówczas Prawo Kanoniczne, obowiązujące w Kościele precyzuje, że po trzech miesiącach zamieszkania na terenie jakiejś parafii, posiada się już status tymczasowego zamieszkania, a ten wiąże się z tym, że powinno się zgłosić do konkretnej parafii. Dla żyjących na emigracji stanowi to często prawdziwy problem. Przez niewiedzę lub ignorancję nie zapisują się ani do parafii terytorialnej, na terenie której mieszkają, ani do personalnej, czyli na przykład polskiej misji. Kiedy przychodzi kwestia przystąpienia do sakramentów świętych, najczęściej ludzie mówią, że do żadnej parafii nie są zapisani. W sytuacji, w której w wielu miejscach świata przychodzi łączyć parafie lub zamykać kościoły ze względu na brak wiernych, a także środków utrzymania obiektów sakralnych czy szkół, określenie się ludzi, do której parafii należą, nie jest bagatelą.

„Churching” można uprawiać od czasu do czasu, w czasie wyjazdów, z chęci odbycia indywidualnej pielgrzymki do sanktuarium, czy w innych okolicznościach. Potrzebne jest jednak utożsamienie się z konkretnym kościołem, parafią, miejscem, w którym przystępujemy do sakramentów i które jako wspólnota tworzymy. Świętujemy Zesłanie Ducha Świętego, który tworzy Kościół i nim kieruje. Warto zadać sobie pytanie, jaki jest mój osobisty stosunek do Kościoła, jako wspólnoty i jako miejsca.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

 

fot.Pexels.com

Categories: Kleczka

Comments

  1. zza kałuży
    zza kałuży 20 maja, 2018, 22:23

    Autor to albo głupiec albo faryzeusz.
    Może i jedno i drugie?
    *
    Nabazgrał wypracowanie o church shoppingu. W wypracowaniu naburmuszył się że niby to źle szukać sobie tego, co nam bardziej odpowiada.
    *
    I do kogo zaadresowane jest to jego wypracowanie?
    *
    Do ludzi, którzy nie tylko poszukali sobie lepszego zieleniaka, piekarni, pralni, fryzjera, lekarza, warsztatu samochodowego, szkoły dla dzieci czy kościoła.
    *
    Oni się nie rozdrabniali na te powyższe, w sumie niewielkie shoppingi. Oni dokonali country shoppingu. Oni poszukali sobie lepszego kraju.
    *
    A głupiutki (albo z premedytacją próbujący mącić w głowach) funkcjonariusz kościelnego gangu bajdurzy o jakimś tam church shoppingu. Że to niedobra rzecz.
    *
    Biedaku intelektualny, o czym ty piep**ysz? Ludzie, którzy niby mają to-to czytać zmienili kraj, zmienili kontynent, zmienili język, cała masa z nich zmieniła zawód, przewrócili całe ich dotychczasowe życie do góry nogami a ty im tutaj gitarę zawracasz krytykami churchingu?
    *
    Nie widzisz swojej śmieszności?
    Całe dla ciebie szczęście, że twoi parafianie nigdy tego wypracowania opóźnionego intelektualnie funkcjonariusza nie przeczytają, bo „une na końputerze nie robiom”.
    *
    Piszesz:
    *
    ************************************************************************************
    Parafia jest przede wszystkim wspólnotą, a nawet „wspólnotą wspólnot”. Jest miejscem, do którego nie przychodzę po to, by być obsłużonym, ale raczej by zdobywać nową, chrześcijańską świadomość i samemu służyć drugim. To jest ideał, o którym najczęściej się zapomina. Służba w parafii odnosi się przede wszystkim do apostolstwa i dawania świadectwa swojej wiary, czyli do ewangelizacji. Jeśli w parafii istnieją różne wspólnoty, które każdemu mają coś do zaproponowania, jest ona wtedy żywa i twórcza. Kościół nie jest automatem serwującym sakramenty, klubem miłych przeżyć.
    ************************************************************************************
    *
    Spróbuj zastąpić twoją firmę, tak tobie jako funkcjonariuszowi tej firmy wrogim pojęciem świeckiego państwa.

    ************************************************************************************
    Ojczyzna jest przede wszystkim wspólnotą, a nawet „wspólnotą wspólnot”. Wspólnot różnych ras, różnych kolorów skóry, różnych religii, różnych orientacji seksualnych, różnych języków, różnego pochodzenia społecznego, różnych typów rodzin, itd. Jest miejscem, w którym się rodzę nie po to, by być obsłużonym, ale raczej by samemu służyć drugim. To jest ideał, o którym najczęściej się zapomina. Służba dla ojczyzny odnosi się przede wszystkim do służenia współobywatelom. Jeśli w ojczyźnie istnieją różne wspólnoty, które każdemu mają coś do zaproponowania, jest ona wtedy żywa i twórcza. Ojczyzna nie jest automatem serwującym przywileje.

    ************************************************************************************
    I właśnie Polacy-emigranci z Polski a imigranci do USA na to wszystko co napisałem powyżej splunęli. Piszesz funkcjonariuszu do ludzi, którzy z pogardą popatrzyli na zostawiany za nimi kraj, ich ojczyznę, i zamiast „służyć” poszukali sobie lepszego klubu w oczekiwaniu milszych przeżyć. Oni nie słyszeli o apelach Kennedy’ego.
    *
    „Bojowników o wolność” jest wśród polonii może pięć sztuk. Weterani z armii zachodnich, którzy po powrocie do Polski mogli obawiać się NKWD czy UB już poumierali. 99% albo lepiej to poszukiwacze milszego do zycia klubu. W sensie kraju a nie tylko parafii.
    *
    Żaden Polak nie opuścił PRLu w poszukiwaniu wolności religijnej.
    *
    Miliony zaś wyjechały po forsę.
    I dlatego wyśmiewam zajmowanie się churchingiem bo jest to bzdet w porównaniu do country shoppingu.
    *
    Reszta wywodów funkcjonariusza jest równie bezsensowna.
    Jak można chciec dyscyplinować parafian, którzy nigdy nie mieli szansy na wybranie sobie proboszcza?
    *
    Każdy proboszcz jest przywożony w teczce jak za czasów komuny partyjny sekretarz był przywożony w teczce z KW.
    *
    A tu funkcjonariusz straszy jakimś disneyowskim prawem dla krasnoludków, które polonijnego chłopa ma jakoby jakoś tam przywiazywać do parafialnej ziemi.
    *
    Pobudka, proszę funkcjonariusza! Car rosyjski Aleksander II zniósł niewolnictwo dla milionów polskich chłopów już 154 lata temu! W Ameryce prezydent Lincoln zrobił to nawet o rok wcześniej. Wasze firmowe przypisywanie parafian do parafialnej ziemi niech się idzie bujać na drzewo!
    *
    Proboszcz przywieziony w teczce z KW nie ma żadnego prawa oczekiwać wiernopoddańczego stosunku od nadanych mu w KW parafian.
    *
    Ale funkcjonariusz tego przeca nie pojmie. Jego firma nasączyła już funkcjonariusza swoimi klimatami.
    *
    Funkcjonariusz porósł w piórka i zachciewa mu się łajania parafian i straszenia ich kanonicznym prawem.

    Reply this comment
  2. Yaroon
    Yaroon 21 maja, 2018, 01:06

    Co trzeba zauważyć, że najwierniejszą owieczką, a może baranem w stadzie ks. Łukasza jest osobnik o nicku „zza kałuży”. Ten sfrustrowany degenerat o niezbyt wysokim poziomie inteligencji z uwaga czyta to, co ksiądz napisał i analizuje, zdanie po zdaniu. A, że czaban mało z tego rozumie to taka jego natura, ale tu nie o to chodzi. On (wspomniany cymbał pusto-brzmiący) chce pogadać a nie ma z kim. Najdłuższą formą rozmowy na forum – jest sprzeczka, więc taką podjął „zza kałuży”. Szczęść Boże!

    Reply this comment
    • zza kałuży
      zza kałuży 22 maja, 2018, 00:33

      Jak byłem niemowlakiem to mnie moi głupi rodzice zawlekli do jakiegoś kościoła i dali jakiemuś szamanowi aby odprawił nade mna swoje czary.
      *
      Jak każde dziecko wyrywałem się, płakałem, ale nie dałem rady uciec z szamańskich szponów. Zresztą rodzice mnie zdradzili i sami ofiarowali czarownikowi.
      *
      Teraz jestem duży i wreszcie mogę się obronić przed tymi oszustami, kłamcami, hipokrytami i złodziejami. Dosyć bezwolnego zachowania leminga.
      *
      A ty @Yaroon czy już zapisałeś księdzu swój domek w spadku?
      *
      Jako bezdomny, czy już podarowałeś im dwa volkswageniki?

      Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*