Być człowiekiem prawdziwym

Być człowiekiem prawdziwym

Byłem dzisiaj w Zameczku. W tej osiemnastowiecznej budowli, we wsi Rudołtowice, nieopodal Pszczyna, na Śląsku, znajduje się niezwykły ośrodek. Jest nim Centrum Edukacyjno – Leczniczo -Rehabilitacyjne dla dzieci i młodzieży. Pod nieco skomplikowaną nazwą kryje się dom, w którym przebywa 47 dzieci i młodzieży, z różnymi upośledzeniami. Niektórzy są tam na stałe, inni tylko czasowo. Okoliczni mieszkańcy kojarzyli to miejsce z dziećmi niewidomymi, gdyż przez pewien czas tylko im służyło. Dziś rehabilituje się tutaj niemal wszystkie rodzaje niepełnosprawności, które domagają się całodobowej opieki.
Godzina spędzona w ośrodku stała się dla mnie wyjątkową okazją do spotkania z ludzkim nieszczęściem, na którego drodze stanęli konkretni ludzie, którzy nie tylko podali ręke tym dzieciom i ich rodzinom, ale przez pełną poświęcenia pracę, przytulili ich do serca, stając się promykiem szczęścia. Mottem ich działalności stały się słowa Lao Tse, chińskiego filozofa: „Drzewo, którego nie możesz objąć ramionami, było kiedyś małym nasionkiem. Stumilowa podróż zaczyna się od jednego małego kroku”. Chodząc po salach ośrodka myślałem, jak ważne są te małe kroki, te małe nasionka, które z czasem urosną do ogromnych rozmiarów. Co by było, gdyby tych kroków nie stawiać, albo gdyby myśleć od razu o czymś wielkim, zapominając, że wszystko zaczyna się właśnie tak.
Przede wszystkim jednak mogłem spotkać pięknych ludzi. Niewidomy młody człowiek przez dotyk poznawał, kim jestem, wyczuwając dużo lepiej niż widzący, z kim ma do czynienia. Kwitując uśmiechem na twarzy lub przytulaniem ręki, potwierdził, że nie tylko akceptuje gościa, ale wysyła zaproszenie do grona przyjaciół. Grono dzieci jest praktycznie bez kontaktu. Jedynie wprawne oczy wykwalifikowanych opiekunów potrafią odczytać wysyłane komunikaty. Stanąłem przy łóżeczku sześcioletniej dziewczynki, która gaśnie i odchodzi. Wyglądała jak aniołek. Koło niej bawiły się inne dzieci. Wychowawcy nie izolują gasnącego dziecka od innych. I choć dzieci nie zdają sobie sprawy, co dzieje się w życiu ich małej koleżanki, ona czuje się bezpieczniej.
Jedna z pracujących w ośrodku pań powiedziała mi, że ludzie boją się tu wchodzić, że nie potrafią zaakceptować tej niezawinionej przecież przez dzieci sytuacji. To prawda, jest ona bardzo wymagająca dla rodziców, opiekunów i wychowawców. Jest tu jednak bardzo dużo piękna. Bo te dzieci są piękne, one chcą żyć, jak najlepiej potrafią i ich życie jest cudem. Zaledwie kilka kilometrów dalej powstaje miejsce o wymownej nazwie – Dom Kulejących Aniołów. Bo te anioły rzeczywiście trochę kuleją, ale są żywe. Dają innym coś bezcennego, piękne człowieczeństwo. Tego nie da się kupić, to się dostaje pod warunkiem, że nie ucieka się, nazywając sytuację niepełnosprawnością, tragedią i nieszczęściem, któremu lepiej by było zapobiec, eliminując takiego człowieka z łona matki. Nic bardziej nieludzkiego! Każdy chce żyć, komunikując to na swój sposób, czasami ledwo dostrzegalny.
Poczułem się dumny, że mamy w Polsce tak wiele miejsc, gdzie pomaga się bezinteresownie, wychodząc naprzeciw człowiekowi w potrzebie. Ośrodki, domy, hospicja. Miejsca, w których może kiedyś znaleźć się każdy. Tam praktykuje się czynną miłość. Tam nie ma miejsca na egoizm. Życie dla życia. W konfrontacji z obnażonym dzisiaj złem, które przyjęło tragicznie nieludzkie, do cna wynaturzone oblicze, na przykład pedofilii, i to nie tylko w Kościele, albo skoncentrowanemu na sobie egoizmowi lub niesprawiedliwemu podzieleniu świata na grupę bogatych i rzeszę prawdziwie biednych. Świata dotkniętego materializmem, świata, który dał sobie prawo decydowania o życiu innych. O takich miejscach jak Zameczek trzeba mówić, pisać, pokazywać je i otwierać dla innych, a przez to budzić nie współczucie, co raczej współodczuwanie i apel o pomoc i wspieranie – tak duchowo, jak i materialnie. O praktyczne miłosierdzie. To, czym mogę dzielić się z innymi, wróci do mnie kiedyś i okaże się, że otrzymałem w zamian więcej. Jak? Ponieważ otrzymałem prawdziwe człowieczeństwo, a to jest najpiękniejsza sprawa, która może się człowiekowi przydarzyć. Być prawdziwym człowiekiem!

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

fot.zameczek.org.pl

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*