By nie dać się wchłonąć w minimalizm

fot.Unsplash/pixabay.com

fot.Unsplash/pixabay.com

W sobotnie przedpołudnie w jednej z galerii handlowych w Polsce, których „wyrosło jak grzybów po deszczu”, czekając na wujka, obserwuję ludzi. Ruch wielki, co zresztą nie jest nowością. Galerie, albo po prostu centra handlowe, są w Polsce od lat miejscami licznie uczęszczanymi i lubianymi. Idealne punkty spotkań, gdzie łatwo się z kimś umówić, wypić kawę czy zjeść coś w licznych restauracyjkach. Czas spędzany tam jest często nieobliczalny, to całe godziny, które upływają szybko i w miłej atmosferze. Dodatkowo wszędzie rozbrzmiewająca muzyka, uśmiechnięte twarze młodych najczęściej pracowników sklepów zapraszają do oglądania, zwiedzania, kupowania. Sklepy, będące przede wszystkim firmowymi salonami, kuszą informacjami o zniżkach cenowych i promocjach. Dając się ponieść wyobraźni, można jednego dnia zostawić w galerii sporą sumę pieniędzy.

Mijają mnie pojedynczy ludzie, pary, całe rodziny, młodzi i starsi, wszyscy porządnie ubrani. Wielu idzie obładowanych zakupami, w papierowych torbach z wypisanymi markami sklepów. Jest radość, jest moc! – można by powiedzieć. Jak może być inaczej we współczesnych „świątyniach”, w których regularna obecność staje się dla niektórych prawdziwym smakiem życia, odrobiną snobizmu, który dobrze robi na samopoczucie, stylem nowej kultury, w której żyjemy. Nie występuję przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Sam lubię zaglądać do galerii, spotkać się tam z kimś, zrobić zakupy. Dzieląc się swoimi obserwacjami, zmierzam do próby odpowiedzi na pytanie, jakimi ludźmi jesteśmy, będąc przedstawicielami tej nowej kultury? Czy przypadkiem konsumpcjonistyczny styl życia, który przecież jest nam bardzo bliski także w Stanach Zjednoczonych, nie spycha nas w kierunku minimalizmu życia, we wszystkich jego wymiarach, także duchowym, kulturowym i intelektualnym?

Zaglądam do księgarni. Kilkanaście osób buszuje między półkami, przeglądając tytuły książek. Odkąd sięgam pamięcią, lubię księgarnie i biblioteki. Sam posiadam w Polsce ogromny zbiór książek. Uważam, że czytanie jest dla każdego i jest czymś, co rozwija nie tylko intelekt, kształtując myśl, ale także ducha. Niestety mam wrażenie, że coraz mniej czasu przeznaczam na czytanie i samodoskonalenie się. Nie jest to dobre. Czegoś istotnego brakuje. Potrzeba czasu na czytanie, studiowanie i myślenie, bez względu na wszystko. Idealnym czasem na tę czynność jest dla mnie podróżowanie pociągami i kolejkami. Cieszy mnie widok ludzi, którzy w podobny sposób wykorzystują czas, czytając. Lubię spotykać ludzi siedzących w przerwie w pracy na kawie i czytających. Wielu takich ludzi widzę w Polsce. Myślę sobie, że jeśli lektura jest jednym z obowiązkowych punktów codzienności, to dobrze i tak powinno być. To jest działanie przeciwko minimalizmowi. Jest to czymś, co daję najpierw samemu sobie, a potem, przetrawione w konkretną myśl, poglądy czy idee, daję innym. Zauważam jednak z niepokojem, że coraz częściej miejsce książki zajmuje telefon, będący oknem na świat. Klikanie i surfowanie po internecie szczelnie wypełnia wolne chwile. Kiedy zatem nie ma ruchu, związanego z działaniem, nawet jeśli są to zakupy, czas zajmuje net.

Ostatnimi dniami na Facebooku znalazłem mem dotyczący Biblii. Zadaje on pytanie: „Co, jeśli zaczniemy traktować Biblię tak, jak traktujemy nasze telefony komórkowe? Co, gdy… zaczniesz nosić ją ze sobą, gdziekolwiek pójdziesz? …będziesz zawracać, gdy zapomnisz zabrać ją ze sobą z domu? …będziesz sprawdzał codziennie wiadomości w niej zapisane? …zaczniesz używać jej w nagłych przypadkach? …będziesz spędzał godzinę lub więcej, używając jej w ciągu dnia?”. Czytając te zdania, mam przed sobą rzeczywistość. Ciągłe narzekania na brak czasu, mnożące się zajęcia, obowiązki, narastające zmęczenie. Styl życia promujący ruch i działanie, a negujący konieczność zatrzymania się, medytacji, rozmyślań i studiowania.

Czy można to zmienić? Mam nadzieję, że tak! Jestem nawet o tym przekonany. Chrześcijaństwo jest religią, która pokazuje sens przekraczania siebie, zniechęcenia, słabości. Mobilizuje do tego, by zmieniać styl życia i nie bać się wymagania od siebie. Mam wrażenie, że za bardzo przyrastamy i wierzymy w niezmienność stylu życia, który prowadzimy, albo w który wpadamy na emigracji. Zupełnie niewinnie na początku mówimy sobie, że to tylko początek, że później będzie łatwiej. Gorzej, jak z czasem nie tylko jest trudniej, ale nie zauważamy, że koło obraca się coraz szybciej, eksploatując z nas coraz więcej energii. Wtedy wszystkie ćwiczenia dotyczące samego siebie zostają zepchnięte na bocznicę. Przyjmujemy pozycję minimalistów, którym wszystko obojętne, byle była „robota”. Myślę zatem, że zmianę trzeba zacząć wprowadzać już dzisiaj. Wziąć do ręki i Biblię, która jest dla chrześcijan duchowym źródłem, i książkę i zacząć czytać. Po kilka stron dziennie, dbając jednak o to, aby to było regularne, codzienne ćwiczenie. I nie bać się myśleć, a także dzielić się z innymi owocami tych przemyśleń. I zadbać o to, żeby konsumpcyjny styl życia nie pociągnął w otchłań minimalizmu. Czas się odbić w górę, bo warto.

ks. Łukasz Kleczka

Categories: Kleczka

Comments

  1. zza kałuży
    zza kałuży 24 listopada, 2016, 02:49

    „Chrześcijaństwo jest religią, która pokazuje sens przekraczania siebie, zniechęcenia, słabości.”
    I to ma niby być jakaś cecha szczególna chrześcijaństwa?
    Odróżniająca je od mnogości innych mitów?
    Ksiądz chyba niewłaściwe książki czyta. Na klasykę czasu zabrakło.
    *
    „Mobilizuje do tego, by zmieniać styl życia”
    I dlatego Kościół przez tysiąc lat z okładem był ostoją konserwy?
    Spowalniającym i próbującym powstrzymywać wszelkie zmiany?
    Oczywiście dopiero od czasu, gdy edyktem władcy został umieszczony w siodle władzy i się w tym siodle umocnił. Od tego czasu dziwnie przeszła Kościołowi wszelka ochota na zmiany. Wszystkich innych zaczął wyzywać od liberałów, rewolucjonistów i tfu, na psa urok, „postępowców”
    Pańszczyzna była fajna, niewolnictwo było fajne, kobiety pozbawione praw były fajne, itd., itp. Jednostki w Kościele pchały wiedzę i naukę do przodu – instytucja to był i jest beton.
    *
    Dużo jeszcze trzeba książek przeczytać i bardzo dużo przemyśleć, zanim ksiądz zacznie móc coś sensownego „dawać innym”, oj dużo.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*