Braciszek osioł

fot.Pexels

Od kilku tygodni zaglądam do siłowni. Jeszcze miesiąc temu omijałem te miejsca szerokim łukiem. Mając swoje teorie, najprościej w świecie uciekałem przed wysiłkiem fizycznym, tłumacząc się brakiem czasu, kondycji, wstydem. Dałem się jednak namówić koledze, który mobilizując mnie, cierpliwie wprowadza w kolejne etapy ćwiczeń. Siłownie stały się tak powszechnymi miejscami, że dla wielu są niczym prawdziwe świątynie, w których trzeba spędzić co najmniej jedną godzinę każdego dnia. Ich wielość świadczy o tym, że odpowiadają na potrzebę ludzi. Otwarte przez dwadzieścia cztery godziny na dobę i siedem dni w tygodniu, są zawsze okazją do tego, by pójść i poćwiczyć. Nie ukrywam podziwu dla ludzi, którzy codziennie znajdują czas na ćwiczenia. Znam takich, którzy rozpoczynają swój dzień o czwartej rano, żeby poćwiczyć, zanim rozpoczną dzień pracy, siedząc kilka godzin przed komputerem albo spędzając czas za kierownicą ciężarówki.

Prawdziwym odkryciem jest dla mnie, będącego od zawsze ignorantem w kwestii ćwiczeń sportowych, to, że można w sobie przełamać opór, przekroczyć granicę wstydu, co inni powiedzą, widząc nieporadność ćwiczącego, zrobić pierwszy krok, zacząć od prostych ćwiczeń, aby po kilkudziesięciu minutach wyjść zupełnie odnowionym, mocniejszym, zdrowszym. Nagle mogę doświadczyć, jak moje ciało, będące częścią mnie samego, potrzebuje dyscypliny, wysiłku, ćwiczeń, regularności i właściwego rytmu życia, zdrowszego odżywiania się. Moje ciało lubi mnie za takie decyzje, choć początki są trudne. Dzięki Bogu jest motywacja i mobilizacja. Razem z innymi jest zdecydowanie prościej przekonać i przełamać siebie samego.

Z pomocą przyszła mi historia św. Franciszka z Asyżu. Przyrównał on swoje ciało do osiołka: „Nigdy nie folgował ciału, dlatego nazywał je bratem osłem, jako że powinno ono być poddane pracowitym trudom, bite ostrymi biczami i marną strawą podtrzymywane przy życiu (…). Taka była w nim zgodność ducha z ciałem”. Wydawać by się mogło, że święty poniżał swoje ciało. Jednak, jak zauważył poeta, śp. ksiądz Jan Twardowski, Franciszek „pochwalił je. Ciało jest praktyczne, potrzebne, niezbędne”. Franciszek „mówił, że mamy się modlić nie tylko o zbawienie duszy, ale i o zbawienie naszego ciała. Trzeba je uświęcać przez szlachetne myśli, czyste uczucia, żeby było naprawdę mądrym osłem, który prowadzi nas do Pana Boga. Bo do Boga nie niosą nas skrzydła aniołów, ale osioł naszego ciała”. Bez wątpienia zatem należy dbać o swoje ciało i je kochać.

Także św. Jan Paweł II jest dobrym przykładem tego, że do końca życia nie można się poddawać, ale trzeba podejmować przeróżne ćwiczenia. Ks. abp Mieczysław Mokrzycki wspomina, że papież wstawał codziennie między 5.00 a 5.30 rano, po sześciu godzinach snu. „Zaraz po przebudzeniu papież się modlił. Potem brał prysznic, zawsze zimny. Jak mówił: dla zdrowia”. Wszyscy znają jego umiłowanie do wędrówek górskich i jazdy na nartach. W roku 2000 mówił do sportowców: „Potencjał ukryty w sporcie sprawia, że jest on szczególnie ważnym narzędziem integralnego rozwoju człowieka oraz czynnikiem niezwykle przydatnym w procesie budowania społeczeństwa bardziej ludzkiego. Poczucie braterstwa, wielkoduszność, uczciwość i szacunek dla ciała – stanowiące z pewnością niezbędne cnoty każdego dobrego sportowca – przyczyniają się do budowy społeczeństwa, gdzie miejsce antagonizmów zajmuje sportowa rywalizacja, gdzie wyżej ceni się spotkanie niż konflikt, uczciwe współzawodnictwo niż zawziętą konfrontację”.

Wszystko to nie może być jednak celem samym w sobie, musi być środkiem do jego osiągnięcia. Ćwiczenia dotyczą nie tylko ciała. Cały człowiek, cały ja, to ciało i dusza. I to cały ja potrzebuję ćwiczeń, także w wymiarze duchowym. Nieco zapomniane dzisiaj słowo „asceza” pochodzi z języka greckiego i oznacza „ćwiczenie, kształtowanie, wysiłek duchowy lub fizyczny podejmowany w celu osiągnięcia doskonałości moralnej, zjednoczenia z Bogiem i osiągnięcia zbawienia poprzez opanowywanie namiętności, samozaparcie, ograniczanie potrzeb życiowych, wyrzekanie się przyjemności i rezygnację z wygód”. Nie jest dobrze dbając o ciało zapominać o duszy i na odwrót. Wszystko domaga się swojego rytmu i czasu. Rytm życia jest dla każdego bardzo ważny i dobrze by było, gdyby był on w miarę możliwości zharmonizowany. Żeby go wiernie zachowywać i kształtować, potrzeba nieco samozaparcia, jasnego postawienia sobie celu, bycia wolnym od nałogów i szkodliwych przyzwyczajeń. Systematycznie podejmować wysiłek ćwiczeń, bez względu na samopoczucie i pogodę. Dzięki temu kształtuję w sobie mocnego człowieka. W wymiarze duchowym – przez medytację i modlitwę, a w wymiarze fizycznym – przez sport i wysiłek. Mój braciszek ciało będzie mocny i zdolny do tego, by zanieść mnie do Boga.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*