Bracia

Bracia

Pochodzą z rożnych stron świata. Bracia lub w wewnątrz-zakonnym żargonie: współbracia. Choć jest ich ostatnio mniej, wciąż są, przychodzą do wspólnoty pociągnięci jakimś tajemniczym wezwaniem powołania, którego po ludzku zrozumieć się nie da, zwłaszcza dzisiaj. Na ten wybór nierzadko wpłynęły dobre przykłady życia i pracy starszych. Tak, one także są, choć mówi się o nich niewiele, promując medialnie przede wszystkim przykłady negatywne.

Patrzę na nich z szacunkiem i lekkim podziwem decyzji, która poparta jest determinacją, by iść drogą zakonnego powołania. Dzielę się z nimi blaskami i cieniami tej drogi, którą przecież sam idę. Staram się jednak bardziej koncentrować na tym, co dobre, pozytywne i budujące. Wszak to pomaga najbardziej. Mam przed sobą także tych, którzy w zakonie przeżyli 70, 65, 60 i 50 lat. Oni mogą powiedzieć najwięcej. I mówią. Przeżyli nie tylko wiele tajfunów historii, ale także te osobiste, życiowe. Przecież życie nie jest prostą, po której można przejechać wygodnie samochodem. Jest bardzo skomplikowaną i często ostro pod górę prowadzącą drogą, którą trzeba przejść. Nie ma innej możliwości. Czasem się spada w dół, by podnosząc się, obolałym, pokonać znów ten sam odcinek, tym razem bardziej uważnie. Takie jest życie, w zakonie też. Nawet ci, którzy mają na koncie dopiero 25 lat tej drogi, mogą już coś o niej powiedzieć. Jest jednak coś wspólnego dla tych poszczególnych historii życia. To jest jakieś szczęście ze świadomości pełnionej służby. Bogu i ludziom.

Cieszę się moimi zakonnymi braćmi i siostrami. Dzięki temu, że są, możemy wciąż pełnić misję. Nigdy nie może się skończyć głoszenie słowa Bożego. Ludzie tego potrzebują nawet, jeśli o tym nie mówią głośno, bo się wstydzą. Wciąż wiele osób, każdego dnia, zagląda do klasztorów. Po co? Nie po to bynajmniej, by zwiedzać muzea i szukać reliktów przeszłości. Przyjeżdżają, by dotknąć innego świata. Naładować się duchową energią, której każdy potrzebuje. Wziąć ze sobą trochę światła. I kiedy w klasztorze kogą spotkać młodego, pełnego pasji życia brata, to jest to dla nich szczególne spotkanie. Wtedy pojawiają się także młodzi poszukujący, jego rówieśnicy. Bo chociaż się o tym nie mówi za wiele, oni także czują jakiś dziwny wewnętrzny głos, który ich pociąga w nieznane. To nie jest wezwanie do jakiejś korporacji, firmy, która ma przynosić dochody materialne. To jest zaproszenie do pewnej formy życia, bardzo konkretnej, nastawionej na służbę innym wszędzie tam, gdzie jest taka potrzeba. Także ci starsi mają jakąś zdolność przyciągania innych. Jeśli tylko są ludźmi prawdziwie duchowymi, w których jest pokój i radość oraz odbija się dobroć i miłosierdzie Boga, są jak magnes dla poszukujących i zmęczonych pędem codzienności ludzi. Pamiętam, jak kiedyś spotkałem we Włoszech takiego bardzo starszego już brata, którego zadaniem było siedzieć przed wejściem do niewielkiego kościoła w górach. Siedział całymi dniami na ławeczce, czytał książki, odmawiał brewiarz i różaniec. Niby nic. Nie mógł chodzić, bo bardzo bolały go nogi. Było jednak tak, że to inni przychodzili do brata. Siadali obok, potrzebowali się wygadać, wypłakać, usłyszeć dobre słowo. Pomimo swojego sędziwego wieku i fizycznych niedomagań, był bardzo zajętym człowiekiem. Bo był bratem. A ludzie potrzebują i szukają takich, którzy potrafią być braćmi i siostrami, bez względu na to, czy są księżmi, biskupami czy rodzicami. Braterstwo jest wciąż bardzo poszukiwane.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

 

fot.Pexels.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*