Azja – przyszłość Kościoła

Azja – przyszłość Kościoła

Dominikanie, stary i liczny zakon w Kościele, wybrali swojego generała. To taki „szef szefów”, czyli przełożony całego międzynarodowego zakonu, do którego należą nie tylko zakonnicy, bracia, ale także mniszki, czyli siostry kontemplacyjne. W zakonie dominikańskim ma on tytuł Mistrza Generalnego i wybierany jest na dziewięcioletnią kadencję. Ciekawym jest fakt, że po raz pierwszy zakonnicy wybrali człowieka pochodzącego z Azji, Filipińczyka Gerarda Timonera III. Także samo zgromadzenie, zwane kapitułą generalną, odbywa się w Azji, w Wietnamie.

Chociaż, jak dotąd, nigdy w Azji nie byłem, za wyjątkiem Ziemi Świętej, to, jeśli tylko będzie taka okazja, bardzo chciałbym poznać tę niezwykłą część świata, żyjących tam ludzi z i ich bardzo bogatą kulturą i religijnością. Póki co mam okazję spotykać osoby pochodzące z Filipin w mieście, w którym mieszkam. Są to bardzo religijni ludzie, którzy całymi rodzinami przychodzą na niedzielną mszę świętą. Angażują się aktywnie w życie parafii, lubią organizować różne imprezy. Są wykształceni i inteligentni, nie wstydzą się swojego pochodzenia i kultury. Cieszy mnie możliwość życia w wielokulturowym społeczeństwie, z całym bogactwem i kolorystyką tej rzeczywistości. Także różnorodność religii, ich współistnienie i poszukiwania tego, co łączy, jest dla mnie bogactwem, a zarazem wezwaniem do tego, by będąc katolikiem i chrześcijaninem, dawać jak najlepsze świadectwo, jak wierzę i w Kogo wierzę. Jestem przekonany, że o takie dobre świadectwo najbardziej dzisiaj chodzi. By nie dzielić, nie uciekać przed innymi, nie przekonywać na siłę, ale zaświadczyć dobrym, uczciwym i otwartym na innych życiem o tym, kim jestem. To dopiero pozwala, by zacząć dzielić się Ewangelią i Jezusem Chrystusem, jeśli oczywiście Go poznałem i żyję Nim na co dzień. Jeśli zrobi się z religii jedynie zbiór praw i nakazów i będzie pouczało się innych, jak powinni postępować, to nikogo do takiej religii się nie zachęci, a wręcz przeciwnie, można innych odepchnąć daleko. Jeśli jednak żyje się Chrystusem i Jego Ewangelią, zmienia się cały światopogląd, a wszystko jest prostą konsekwencją takiego życia. Bardzo imponuje mi w tym postawa obecnego papieża Franciszka, często niesłusznie ocenianego i krytykowanego. Dlatego staram się codziennie czytać jakiś fragment jego nauczania i przyznam, że daje mi dużo pożytku duchowego i poszerza horyzonty myślenia.

Wracając jednak do Azji i Azjatów. Obserwując żyjący i rozwijający się tam Kościół katolicki, a także poznając azjatyckich katolików, nie boję się zaryzykować stwierdzenia, że tam właśnie jest przyszłość mojego Kościoła. Tak twierdził już św. Jan Paweł II. Nie zdziwiłbym się, a nawet życzyłbym Kościołowi papieża z Azji. W tym kontekście być może wybór generała zakonu dominikańskiego jest dobrą zapowiedzią na przyszłość. Jeśli faktem jest, że coś niedobrego dzieje się we wspólnocie Kościoła katolickiego, która tak szybko się pomniejsza, to trzeba szukać miejsc, z których przebija światło nadziei, a ja takie miejsca dostrzegam na kontynencie azjatyckim. I jestem naprawdę spokojny o Kościół, który w myśl Franciszka miałby być „ubogim Kościołem dla ubogich”, który odważnie zajmie się ewangelizacją, czyli swoją podstawową misją.

W moich siostrach i braciach z Azji spotykam świeży entuzjazm wiary. On mnie bardzo buduje i wzmacnia, zwłaszcza kiedy czuję, że często we mnie gaśnie. Potrzebuję takich entuzjastów, podobnie jak wspólnot przykościelnych, które z entuzjazmem działają, zapraszając do siebie wszystkich. To zresztą jest dobry temat na osobny tekst. Słuchałem pierwszego po wyborze wystąpienia ojca Timonera. Mówił: „Jesteśmy kaznodziejami – powiedział św. Dominik. To nie wynika z tego, co robimy. To jest to, kim jesteśmy. Misja to nie to, co czynimy, ale to, kim jesteśmy. Jeśli to będzie dla nas jasne, wszystko inne będzie się układać. Jesteśmy kaznodziejami nawet jeśli jesteśmy starzy, gdy nie możemy już mówić, gdy nie jesteśmy wyświęceni jako kapłani. Jesteśmy kaznodziejami nawet jeśli jesteśmy chorzy albo prowadzimy poważne badania w zaciszu naszych cel. Jesteśmy kaznodziejami, gdy pomagamy słabym. Jesteśmy kaznodziejami. To jest nasza tożsamość”. Zamieniając słowo „kaznodzieje” na „katolicy”, otrzymujemy piękną definicję tego, kim mamy być, kim jesteśmy. I mówił jeszcze generał z Azji, że „esencją Kościoła jest komunia”, komunia z braćmi i siostrami. Czyli taka jedność, która jest czymś zupełnie innym, niż tylko jakimś anonimowym zgromadzeniem ludzi.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

fot.Pexels.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*