Żyć zwyczajnie

Żyć zwyczajnie

Połowa wakacji, dni już co raz krótsze. Piszę ten tekst siedząc nad rzeką Hudson, przede mną nowojorski Manhattan, z królującym One World Trade Center. Mam za sobą 8 mil drogi, czasu rozmyślań, obserwacji mijanych ludzi, podziwiania piękna zachodu słońca. Każdy dzień jest inny. Ta sama trasa, powtarzana wiele razy, za każdym razem jest inna. Jest w tym wszystkim ukryte jakieś bogactwo codzienności, która wcale nie musi być taka zwyczajna. A na pewno nie musi być szara. Przychodzi mi na myśl św. Josemaria Escrivá de Balaguer, współczesny święty założyciel Ruchu Opus Dei. Mówił on, że „wielka świętość polega na codziennym wykonywaniu drobnych obowiązków”. Szkoda, ze tak często się o tym zapomina. Kiedy wszystko ma swój porządek, kiedy akceptuję moją codzienność i siebie w niej, a także tych, z którymi żyję i się spotykam, to wtedy codzienne życie ma swój smak, a ja czuję, że zbliża mnie do pełni, którą w chrześcijaństwie nazywamy świętością.
W moim życiu spotykam różnych ludzi. Nie tylko kulturowo i etnicznie, ale także rożnych pod względem wyznawanej religii i światopoglądów. Bogu dziękuję, że nigdy te różnice nie budziły we mnie antagonizmów i wrogości. Szacunek dla drugiego człowieka był we mnie od zawsze i jest czymś, czego bardzo w sobie strzegę. Spotkania z ludźmi bardzo mnie ubogacają. Jednak jest pewna kategoria ludzi, których się bardzo wystrzegam, a wręcz boję. To ludzie, których nazywam „małymi”. Broń Boże, nie ze względu wzrost, ale małość ducha i człowieczeństwa. Ludzie ci mają często wysokie mniemanie o sobie, jednak w niczym nie pokrywa się ono z tym, jakimi są na co dzień. Swoim postępowaniem wyrządzają wiele krzywdy innym, raniąc ich, choć myślą, że działają w imię dobra lub też, o zgrozo, w imię Boga! Zdarzyło mi się kilka razy powiedzieć na kazaniu o niebezpieczeństwie postawy, w której ludzie odmawiając różaniec, są zdolni biczować nim innych, stojąc jeszcze w drzwiach kościoła. To jest dramatyczny obraz rzeczywistości, pełnej pomówień, osądów i hipokryzji. Dlaczego mnie to gorszy i stawia z boku? Bo Pan Jezus inaczej pokazuje w Ewangelii. Inaczej uczy.
Rozmyślam nad tym, co wydarzyło się w ostatnich dniach w Polsce, w Białymstoku. Wiele komentarzy się pojawiło. Ja jednak wiary nie mogę dać, że podlascy katolicy z taką nienawiścią wyszli na ulicę! Oberwało się wszystkim. Czy jednak słusznie? Uważam, że nie. Pośród ludzi, których nie tylko spotykam, ale z którymi się przyjaźnię, są także osoby o orientacji homoseksualanej. Ludzie ci przeżywają swoją codzienność bardzo zwyczajnie. Nie potrzebują specjalnych manifestacji i oflagowań. Nie krzyczą: „Zobaczcie nas!” Oni zwyczajnie są. Żyją uczciwie, pracują, pomagają innym, przychodzą do kościoła, cierpią, że nie mogą przystępować do sakramentów. Nie mają potrzeby uczestniczenia w marszach i demonstracjach. Żyją codziennością, tak po prostu, zwyczajnie. Bez ideologizowania.
Podobnie wielu katolików. Nie ideologizują wiary, nie przekreślają innych. Nie postępują jak faryzeusze, biorąc w ręce kamienie, by ukarać „jawnogrzesznice”. Wiedzą, że dla Pana Boga każdy człowiek jest ważny. Każdy! Żyją w relacji z Bogiem, w poczuciu własnej grzeszności i słabości, modląc się za tych, którzy się źle mają. Modlą się, nie wzywając do potępienia innych, a raczej dbają o to, by wszyscy zostali zbawieni.

Nie lubię słowa „tolerancja”. Cenię natomiast słowo „akceptacja”. To jest pierwszy krok do przyjęcia i pokochania siebie, drugiego człowieka i Pana Boga. Problem w tym, że wielu ludzi nie akceptuje siebie. A w ten sposób nie akceptują innych. Dlatego warto najpierw popatrzeć na siebie i drugiego, jak na człowieka. Zrozumieć go, posłuchać, usiąść obok, pobyć z nim. Pozwolić sobie na zdjęcie maski, która być może mocno przywiera do twarzy. Zaakceptować po to, by móc zaprzyjaźnić się i pokochać drugiego, jako osobę. A może w ten sposób pomoc mu odnaleźć, spotkać i zaakceptować samego siebie.
Za dużo jest wokół nas i niestety w nas, nienawiści, podsycanej na różny sposób z każdej niemal strony. To nie jest dobre, to jest bardzo groźne. To jest zachowanie małych ludzi. Trzeba stawać ponad tym wszystkim, pytając, jak by zrobił Pan Jezus. Dla mnie to On jest wzorem i punktem odniesienia. Dlatego nie mogę uwierzyć, że katolicy z Białegostoku wzięli w ręce kamienie i stworzyli kontrmanifestację. Ci, którzy to zrobili, staną prędzej czy później wobec pytania o swoje własne życie i jego uczciwość, zdadzą raport przed Bogiem.
Żyć duchowością codzienności, która wyraża się w drobnych rzeczach, to jest droga do świętości. Niewątpliwie.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

fot.Pexels.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*