Tak po prostu

Tak po prostu

Jeden z moich znajomych napisał do mnie wiadomość, z zapytaniem, które uderzyło mnie: „Dlaczego w ogóle chcesz mi pomóc?”. Dlaczego? Bo tego chcę! Bo po to jestem! Bo tak trzeba! Bo w ten sposób żyje się lepiej wiedząc, że można na kogoś liczyć. Trochę mnie jednak zastanowiło to pytanie, czy chodzi w nim o zwykłe: „Daj sobie spokój. I tak się nie uda”? A może po prostu: „Odwal się, zajmij się swoimi sprawami”? A może to brak wiary w bezinteresowność? W ludzką przyjaźń?
Kilka godzin później moja znajoma udostępniła na Facebooku piękną relację dwóch młodych ludzi, którzy będąc właśnie w Rzymie spotkali kardynała Konrada, a ten zaprosił ich do pracy. Jeden z nich relacjonuje: „W 40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża, miałem niezwykłe szczęście spędzić dwie godziny w Watykanie, pomagając kardynałowi Konradowi Krajewskiemu w jego pracy wśród ubogich. Nie potrafię zatrzymać wewnątrz siebie tego, co wydarzyło się w moim życiu przez ten czas. 120 minut w Sercu Kościoła. Osiem kwadransów, które otwierają oczy i zmuszają do refleksji. Już samo wrażenie, jakie zrobiło na mnie przejście za mury Watykanu, poznanie kard. Konrada i kapitalnych Gwardzistów Szwajcarskich, którzy pracowali z nami jak równy z równym, jest nie do opisania… Najbardziej uderzyło mnie jednak to, czego nigdy sobie nie wyobrażałem. Nie śniłem nawet, że będę świadkiem tego, jak kardynał – Książę Kościoła, najzwyczajniej w świecie przyjdzie w zwyczajnym, “krótkim” stroju, objuczony torbami z jedzeniem i ubraniami, następnie po prostu zaprosi nas do prowadzonego przez siebie samochodu, a na miejscu będzie rozdawał ubogim to, co przywieźliśmy”. Czytając te słowa wzruszyłem się nie faktem, że robi to „Książę Kościoła”, ale że ci młodzi ludzie zostali zaproszeni do najzwyklejszej w świecie pomocy człowiekowi, który właśnie dzisiaj jej potrzebuje. Dzisiaj, bo nie zawsze będzie w takiej samej sytuacji. Może poradzi sobie w życiu i stanie po drugiej stronie, pomagając innym. O ile pozwoli sobie pomóc. Bo chyba z tym jest najczęściej największy problem.
Uznać swoją ograniczoność, niewystarczalność, to tylko na zewnątrz może źle wyglądać. No bo jak to, zdjąć maskę, przyznać się, że mi nie idzie, nie wychodzi, nie poszło tak, jak chciałem? Przyznać się, że ktoś mnie w życiu skopał, albo samo życie to zrobiło, przez chwilę nieuwagi, złe towarzystwo, brak dojrzałości w danym momencie. Tak naprawdę każdy jest od czasu do czasu leżącym przy drodze pobitym człowiekiem z Ewangelii i każdy może być miłosiernym Samarytaninem, który nie tylko zatrzymuje się, interesując się leżącym, ale „inwestuje” w jego uzdrowienie, zabierając do gospody i opłacając wszystkie wydatki z tym związane.
Kilka dni temu w informacjach z Polski pojawił się budzący zgrozę materiał z Gdańska. W tunelu na jezdni przewrócił się jadący na skuterze starszy mężczyzna. Po upadku nie ruszał się. Jak wynika z filmu z kamer monitoringu, żaden z trzech mijających go kierowców nie zatrzymał się, by mu pomóc. 73-latek z urazem głowy trafił do szpitala. Czy trzeba więcej takich obrazków? One dzieją się każdego dnia blisko, czasami nawet na wyciągnięcie ręki, pod jednym dachem! Spotykając się z wielką obojętnością i ignorancją.
Z jednej strony, kolejny raz trzeba by zaapelować o konkretną postawę gotowości do tego, żeby obudzić w sobie bezinteresowność. Bo ona sama w sobie jest piękna. Myślę, że przytoczona tu relacja młodych ludzi z Rzymu, ich dwugodzinna pomoc na rzecz bezdomnych i głodnych, rzeczywiście zmieniła ich patrzenie i oby także życie. I to wszystko w dniu, w którym wielu świętujących 40. rocznicę wyboru kard. Wojtyły na Papieża, nawet nie pomyślałoby o tym, żeby uczcić ją takim zwyczajnym, nie-zwyczajnym działaniem.
Z drugiej strony jednak chodzi też o to, żeby dać sobie pomóc, uznać, że czasem tak trzeba, bo nie da się inaczej. Można się podnieść. Nawet trzeba. Wszystko jest możliwe, kiedy człowiek uwierzy bardziej w siebie i w Kogoś, kto często przez niepozornych Samarytan, działa. Tak też tworzy się prawdziwa przyjaźń, braterstwo, wspólnota. Nie ma sytuacji bez wyjścia!

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

 

fot.Pixabay.com

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*