Patrząc przez pryzmat

Patrząc przez pryzmat

Niewielka bryła z przezroczystego materiału o co najmniej dwóch ścianach płaskich nachylonych do siebie pod kątem, czyli pryzmat. Podczas lekcji fizyki patrzyliśmy przez pryzmat, jak załamuje się światło, gdyż służy on faktycznie do zmiany kierunku biegu fal świetlnych. To prawda, że zniekształcenie to zmienia rzeczywisty obraz, ale przecież nie czyni go fikcyjnym. On cały czas jest, jaki jest, jedynie patrzenie na niego się zmienia.

A rzeczywistość wokół wydaje się być coraz bardziej dzika z jednej strony, albo bardzo szara z innej. Jakkolwiek by nie patrzeć, jest dziwnie. Czyżby wiązało się to z coraz większym rozdźwiękiem między światem ludzi, którym żyje się dostatnio, mogących sobie pozwalać na działania „na bogato”, ludzi beztroskich i niestety często też bez jakichkolwiek norm, a światem ludzi zmagających się z biedą, bezrobociem, niskimi zarobkami, nałogami i każdą inną odmianą szarości? Jest tak i w Polsce, a także w całej starej Europie, jest tak w Ameryce Północnej i chyba w większości miejsc na świecie. Może to rodzić różne uczucia, prowadzące bądź to do akceptacji stanu rzeczy, z równoczesnym popłynięciem z prądem rwącej rzeki współczesności, aby być „na topie”, bądź do niezgody na taki świat, załamania się i popadnięcia w bezsens. Polityczne paradoksy współczesnej historii, prowadzone wojny, terroryzm, szybkie zmiany gospodarcze, tworzą codzienną lawinę informacji trudnych, wobec których tak naprawdę trudno przejść obojętnie. I jeszcze wszech-panowanie pieniądza. Bez niego wszak trudno żyć.

Żyjąc w tym wszystkim, trudno nie smucić się. Może, jak ktoś mi kiedyś poradził, nie skupiać się na tym, tylko robić swoje? Być może. Aczkolwiek należę do ludzi, którzy od zawsze zaglądają do gazet, przeglądają portale informacyjne, czytają różne analizy rzeczywistości i myślą, co zrobić, żeby było lepiej. Możliwości na wielkie zmiany wydają się być niewielkie. Nawet z perspektywy księdza, dla którego jednym z zadań, będących częścią pełnionej misji, jest nauczanie. Mam wrażenie, że coraz mniej ludzi słucha tego, co jest głoszone z katolickich kościelnych ambon. Podkreślam „katolickich”, gdyż nie wiem, jak to wygląda w innych wyznaniach i religiach. Upadek autorytetów w ogóle, oczywiście nie wyłączając Kościoła, przyczynił się także do takiego stanu rzeczy.

W tym wszystkim szczególnie wyraźnie dopatruję się tego, co nazywa się relatywizmem, przed którym przestrzegają ostatni papieże. Ten „rak społeczeństwa”, jak go nazywa Franciszek, polega na tym, że wszystko jest relatywne, nie ma trwałego punktu odniesienia i każdy może sobie tworzyć własną prawdę, na której osadzi wszystko. Jeśli wszystko jest relatywne, to można też wszystko usprawiedliwić, każde zło, każdą niesprawiedliwość. Pewnie nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo relatywizm niszczy społeczeństwo i każdego z osobna.

Katolicy świętują właśnie Boże Ciało. Ta piękna uroczystość, mająca swoje początki w XIII-wiecznej Belgii, co także dziś brzmi paradoksalnie, nie jest bynajmniej jakimś religijnym folklorem. Chociaż barwna procesja, dzieci sypiące kwiatki, religijne sztandary i proporce, ludzie ubrani w piękne stroje – to wszystko mogłoby wskazywać, że to jakiś element folkloru. Znaczenie Bożego Ciała jest jednak bardzo głębokie. To zaproszenie Pana Jezusa, w którego prawdziwą i żywą obecność w Najświętszym Sakramencie wierzymy, do miejsc, w których żyjemy. To pójście z Jezusem Chrystusem do rzeczywistości takiej, jaka ona jest. I chociaż dzisiaj w imię różnych poprawności, wielu denerwuje bicie kościelnych dzwonów, religijne śpiewy i zgromadzenia, idą procesje eucharystyczne po miastach i wioskach. Najważniejszym jest w procesji Eucharystyczny Jezus, w małej, białej i kruchej hostii. Od dziewiętnastu lat mam to szczęście, jako ksiądz, każdego dnia podnosić w rękach hostię. Jest niemal przezroczysta. Jest jak pryzmat, przez który rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. To nie znaczy, że lepiej, ale prawdziwiej. Widać przez nią utracony i prawdziwy sens wszystkiego i widać drogi wyjścia na prostą. Warto jak najczęściej przez ten pryzmat patrzeć. W każdym kościele jest codziennie ku temu okazja. Ta chwila spojrzenia, adoracji, zmienia naprawdę wiele.

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. Od 2011 roku przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana.

 

Na zdjęciu: Procesja Bożego Ciała w Witowie (południe POLSKI)
fot.GRZEGORZ MOMOT/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Kleczka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*