Małżeństwo truckerów – czy to działa?

Małżeństwo truckerów – czy to działa?

Przeglądając oferty pracy dla kierowców CDL, łatwo zauważyć, że najlepiej płatne są te, które wymagają rozłąki z domem, przynajmniej na kilka dni w tygodniu. W grupie długodystancowców prym wiodą teamy, czyli zespoły dwuosobowe, które są faworyzowane przez właścicieli firm transportowych. Zapytacie, dlaczego?

Odpowiedź jest prosta. Im szybciej ładunek będzie dostarczony, tym lepiej. Kierowca solo może prowadzić ciężarówkę przez 11 godzin na dobę, w przypadku teamu mnożymy to razy dwa. Taka załoga może poruszać się praktycznie bez przerwy – 24/7! Który szef nie kochałby takich pracowników?

W ostatnim czasie wyraźnie zaczyna rysować się nowy trend. Coraz więcej kobiet dołącza do tej elitarnej grupy zawodowej. Na naszych oczach rodzi się nowy styl życia – mąż i żona jako partnerzy nie tylko w związku, ale również w pracy. Kobiety zdają na zawodowe prawo jazdy CDL, siadają za kółko i nic sobie nie robią z oklepanych stereotypów, mówiących o słabej płci.

W większości związków małżeńskich kryzys następuje wtedy, kiedy dzieci kończą szkoły i opuszczają dom rodzinny. Matka, która do tej pory miała pełne ręce roboty (szkoła, posiłki, zajęcia pozalekcyjne, zakupy, sprzątanie), nagle zostaje sama w pustym „gnieździe” i w wielu przypadkach nie potrafi sobie z tą sytuacją poradzić. Od lat nie pracowała w wyuczonym zawodzie, więc powrót jest bardzo trudny, a wielokrotnie wręcz niemożliwy. Jakie jest rozwiązanie tego problemu?

Należy przekwalifikować się, zostać zawodowym kierowcą, dołączyć do męża – kierowcy długodystansowego, rozpocząć rodzinny biznes, zarabiać uczciwe pieniądze i w końcu zacząć zwiedzać Amerykę!

W wielu przypadkach nasze biuro pomagało przy takich życiowych przemianach i możemy stwierdzić, iż większość z nich zakończyła się sukcesem.

Małżeństwa truckerów z reguły kupują ciężarówki i zaczynają wszystko na własną rękę. Żona zazwyczaj pełni rolę nawigatora, załatwia ładunki i prowadzi „biuro” na pokładzie ciężarówki. Mąż kieruje, a kierownicę oddaje wtedy, kiedy jest zmęczony albo godziny pracy dobiegną końca, a towar musi być dostarczony na określoną godzinę.

Ci którzy nie podołali twierdzą, iż nie zdawali sobie sprawy z tego, jakie wyzwania niesie ze sobą taka przemiana. Przede wszystkim – znaczne pomniejszenie powierzchni życiowej. Na paru metrach kwadratowych musi pomieścić się dwójka dorosłych osób, kuchnia, sypialnia, living room i często pies. Na drugim miejscu znalazł się ciągły, systematyczny hałas. Jak nie odgłos silnika, to warkot motoru naczepy – lodówki – znajdującego się tuż za kabiną sypialną. Na trzeciej pozycji są zapachy. W końcu znajdujesz się parędziesiąt centymetrów od rozgrzanego silnika, który ochładzany jest olejami i przeróżnymi płynami, a napędzany dieslem. Drobny wyciek i kabina jest przesiąknięta na wskroś.

Niektórzy z tych, którzy nie odpadli z gry, poświęcili całkowicie swoje życie „trokerce”. Sprzedali domy (które okazały się zbyt duże, gdy kiedy dzieci wyfrunęły), kupili bardziej komfortowe i większe ciężarówki (niektóre nawet z toaletami i prysznicami) i wiodą życie na amerykańskich autostradach i truck stopach. Taka forma aktywnej emerytury. W planach mają jeszcze parę lat wspólnej pracy, następnie odsprzedanie biznesu i zakotwiczenie na stałe gdzieś w spokojnej części kraju, tym razem już z pełnym kontem bankowym.

Tym najodważniejszym parom życzymy sukcesów i zdrowia, bo o pracę martwić się nie muszą! Małżeństwa truckerów to obecnie rarytas na rynku pracy.

Szerokiej i bezpiecznej drogi życzy ALL ABOUT TRUCKS. We serve truckers!

fot.123RF

Categories: Kierowcy, Truck

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*