Zniesienie wiz: blisko, coraz bliżej…

Zniesienie wiz: blisko, coraz bliżej…

,,Zniesienie wiz do Stanów Zjednoczonych jest w zasięgu Polaków i zależy od nas samych” – usłyszałam z ust stewardessy polskiego przewoźnika, gdy samolot kołował już w stronę terminalu. Nie byłoby w tym nim dziwnego, gdyby nie fakt, że znajdowaliśmy się na płycie lotniska we… Lwowie, a pasażerowie byli myślami przy zupełnie innej kontroli granicznej.

Polskie Linie Lotnicze LOT uczestniczą w kampanii na rzecz włączenia Polski do Visa Waiver Program. Edukacyjna kampania społeczna ,,Bez wiz do USA” (https://bezwizdousa.pl) opiera się na jak najszerszym doinformowaniu osób pragnących wyjechać do USA i wypełniających wnioski wizowe. Im mniej błędów – tym mniej odmów z przyczyn formalnych – twierdzą autorzy kampanii. I wygląda na to, że inicjatywa podjęta przez koalicję organizacji pozarządowych oraz firm – na czele z PLL LOT – która postawiła sobie jako cel oddolne doprowadzenie do zniesienia wiz dla Polaków, przyczyni się do końcowego sukcesu. Jak wiemy, związane jest to z odsetkiem odmów przyznania wiz nieimigracyjnych B1/B2 przez amerykańskie placówki konsularne. By podróżować do Stanów Zjednoczonych w ramach ruchu bezwizowego, czyli Visa Waiver Program, wskaźnik ten musiałby być mniejszy od 3 proc. Spełnienie tego wymogu może być już kwestią zaledwie kilku tygodni.

Gonienie bezwizowego króliczka

Nadzieja na zniesienie wiz do USA pojawiła się już na początku lat 90. ubiegłego wieku, kiedy prezydent Lech Wałęsa w obecności prezydenta George’a G.H. Busha (ojca) jednostronnie ogłosił zniesienie obowiązku wizowego dla obywateli USA podróżujących do Polski. Choć zaskoczył tym nie tylko stronę amerykańską, ale także i polski rząd, liczono na to, że nowy sojusznik zacznie przynajmniej myśleć o rewanżu. Lata mijały i zniesienie wiz stało się tematem równie popularnym, co dywagacje na temat istnienia yeti czy potwora z Loch Ness. Z tą różnicą, że te ostatnie pojawiały się najczęściej w sezonie ogórkowym, a o kwestiach wizowych przypominano sobie najczęściej przy okazji kolejnych polsko-amerykańskich spotkań na szczycie.
Z upływem lat, w miarę jak Polska coraz silniej włączała się w euroatlantycki system bezpieczeństwa, zaczęliśmy postrzegać kwestię zniesienia wiz do USA niezwykle ambicjonalnie. O zniesienie wiz upominaliśmy się przy okazji wejścia do NATO, aktywnego wspierania operacji wojskowej w Iranie i Afganistanie, czy włączania się w sankcje nakładane przez USA na różne kraje. Ostatnio – przy okazji zakupów gazu i zwiększaniu obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Wreszcie o włączenie Polski do Visa Waiver Program zaczęła apelować Unia Europejska, domagając się równego traktowania swoich członków.
Zniesienie wiz obiecywali nam także amerykańscy politycy, walczący o głosy polonijnych wyborców. W tym wszyscy prezydenci – od Billa Clintona począwszy, na Donaldzie Trumpie skończywszy. Często przypominało to obiecywanie zagłobowskich Niderlandów, bo zmiany w przepisach dotyczących Visa Waiver Program są domeną Kongresu, a nie Białego Domu.

Gorzkie zwycięstwa

Ale na Kapitolu pojawiało się w ostatnim ćwierćwieczu wiele projektów ustaw i poprawek, mających utorować nam drogę do zniesienia wiz. Było też spektakularne zwycięstwo polskiego lobby, które okazało się niestety bardzo gorzkim. Chodzi o Secure Travel and Counterterrorism Partnership Act z 2008 roku, przewidującą włączenie do Visa Waiver Program krajów sojuszniczych USA ze wskaźnikami odmów wizowych poniżej 10 procent (a nie 3 proc. jak to ma standardowo miejsce). Ustawa miała jednak ściśle określony czas obowiązywania, o ile administracja nie stworzy szczelnego systemu kontroli osób opuszczających terytorium USA. Ponieważ taki system nie powstał i nadal nie istnieje, Secure Travel and Counterterrorism Partnership Act przestał obowiązywać, gdy wskaźnik odmów w placówkach konsularnych w Polsce zszedł do 13 proc. Co nie udało się Polakom, udało się innym sojusznikom USA. Z dobrodziejstw ustawy, uchwalonej dzięki wysiłkom polskiego lobby skorzystali Litwini, Czesi, Słowacy, Łotysze, Estończycy, Węgrzy i… Koreańczycy z Południa.
Prób zgłaszania projektów legislacyjnych było w minionym ćwierćwieczu dosłownie bez liku. Próbowano podwyższać dopuszczalny próg odmów wizowych w konsulatach, albo tworzyć nowe kryteria włączenia kraju do VWP, np. niskie wskaźniki osób pozostających w USA po wygaśnięciu wizy (visa overstays). Jedną z ostatnich takich inicjatyw była poprawka kongresmana Dana Lipinskiego z Illinois do National Defense Authorization Act, ustanawiająca jako wymóg kwalifikacyjny dla krajów NATO, ubiegających się o włączenie do Visa Waiver Program, wskaźnik przekroczenia ważności wizy (visa overstays) na poziomie 2 proc. Dodatkowym warunkiem było wydanie 2 proc. GDB na cele wojskowe. Propozycja przepadła z przyczyn formalnych, ale zyskała poparcie nawet środowisk konserwatywnych związanych z Heritage Foundation.

Magiczna data: 30 września

Teraz okazuje się, że do programu ruchu bezwizowego mamy szansę dostać się nie boczną furtką, ale frontowymi drzwiami. W 2017 roku odsetek odmów wynosił 5,92 proc., w roku ubiegłym spadł do 3,99 proc. Rząd federalny w USA pracuje w rytm roku budżetowego, który rozpoczyna się 1 października roku poprzedniego, a kończy 30 września. Jeśli amerykańskie placówki konsularne w Warszawie i Krakowie zamkną rok 2019 z odsetkiem odmów wizowych nieprzekraczającym 3 proc., Polska spełni warunki kwalifikacyjne dla włączenia do programu ruchu bezwizowego.
Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher zapowiada szybkie rozpoczęcie procedur wdrożeniowych i sama włącza się w kampanię poprawnego wypełniania wniosków wizowych, co ma zmniejszać liczbę spraw załatwianych odmownie. Optymistycznie ocenia, że obowiązek wizowy w dzisiejszej formie zniknie w 2020 roku. „Dotrzymam swojej obietnicy, ponieważ cała reszta, nawet jeśli zakończy się w 2020 roku, będzie tylko biurokratyczną formalnością“ – zapewniła Mosbacher w wywiadzie dla „Do Rzeczy“.

Medialna histeria?

Jak to zwykle bywa, polskie media znów tracą umiar. „Zniesienie wiz do USA może przywrócić wyjazdy na saksy do Ameryki” – czytałam zdumiona na prestiżowym skądinąd portalu money.pl. I dalej: „Tymczasowy wyjazd do pracy do Stanów zapewni solidny zapas gotówki. Ale tylko jeśli znajdą zajęcie w szarej strefie“. Portal money.pl. pisze jeszcze o powrocie „amerykańskiego snu“, z „zastrzeżeniem“, że autor artykułu nie namawia do pracy na czarno. Po czym następuje wyliczenie, z którego wynika, iż Stany znów robią się bardziej kuszącym kierunkiem od Niemiec. I wyliczenie z kręgów „nowojorskiej Polonii“. Przy założeniu że niewykwalifikowany robotnik na budowie może zarobić ok. 18 dolarów na godzinę to w „11 tygodni pracy po 10 godzin 6 dni tygodniu wyjeżdżający na saksy zarobi około 12 tysięcy dolarów“. Po odliczeniu kosztów życia i przelotów ma mu zostać w ręku 7 tys. dolarów. Analogiczna praca w Niemczech ma przynieść gastarbeiterowi zysk netto rzędu 5 tys. dolarów. Tyle portal money.pl, który jakby z góry zakładał wrodzoną inklinację rodaków do łamania obowiązujących przepisów.
Warto spuszczać kubły zimnej wody na rozpalone głowy, żyjące wizją tłumów szturmujących amerykańskie budowy. Czasy się zmieniły, o pracę na czarno w USA coraz trudniej, a ruch bezwizowy w obecnej postaci wydaje się dość odporny na nadużycia. Pomijając już fakt, że wjazd na podstawie VWP umożliwia jedynie biznesowy lub turystyczny pobyt na terytorium USA przez okres nieprzekraczający 90 dni, to przecież Amerykanie nie zrezygnują ze sprawdzania imigracyjnej przeszłości wjeżdżających, podczas kontroli granicznych albo nawet wcześniej – przy obowiązkowym zgłoszeniu zamiaru podróży do USA. Tak, tak! Włączenie do VWP nie będzie oznaczało, że posiadacz polskiego paszportu wyjmie dokument podróży z szuflady i pojedzie na lotnisko. O planach wjazdu do Stanów trzeba wcześniej poinformować władze imigracyjne.
Zejście poniżej progu 3 proc. odmów wizowych jest widocznym dowodem na to, że Stany Zjednoczone przestały być celem wyjazdów za chlebem. Coraz więcej osób przyjeżdża do USA odwiedzić rodziny, podjąć studia (oczywiście nie na wizach B1/B2), czy po prostu pozwiedzać ten ogromny kraj. I to chyba największy powód do radości.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

fot.Depositphotos.com

Categories: Imigracja

Comments

  1. polak
    polak 13 sierpnia, 2019, 06:39

    Kto tak wyliczył ile można zarobić w USA chyba ten co tu nie był teraz na roboty i żądają
    dokumentów pozwolenie na pracę

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*