Wybory bliżej, reforma dalej

Wybory bliżej, reforma dalej

Grupa senatorów z obu partii znów zaczęła pracować nad kolejnym projektem kompleksowej reformy imigracyjnej – ujawnił w tym tygodniu opiniotwórczy portal Politico, rozbudzając znów nadzieje wielu imigrantów. W tej sprawie jednak trudno o optymizm. Logika roku wyborczego jest nieubłagana – im bliżej do listopada, tym szanse na przyjęcie przez Kongres jakiejkolwiek ustawy systematycznie maleją.

“Jest kilka osób, które spotykają się w ramach współpracy ponad podziałami partyjnymi. Rozmawiają ze sobą także nasi eksperci. Sądzę, że wciąż istnieje szansa” – przyznał republikański senator z Karoliny Północnej Thom Tillis.

Morze niewiadomych
Problem w tym, że nie bardzo wiadomo, jak mogłaby wyglądać ścieżka legislacyjna takiego projektu. Przypomnijmy, że w lutym właśnie w Senacie przepadły dwa plany zreformowania systemu imigracyjnego. Po tym doświadczeniu przywódca senackiej większości w izbie wyższej Mitch McConnell (też republikanin) zapowiedział, iż zarządzi debatę tylko nad takimi propozycjami, które będą miały szansę na podpis prezydenta Donalda Trumpa. Tymczasem stanowisko obecnego gospodarza Białego Domu pozostaje wielką niewiadomą. Prezydent już kilkakrotnie zmieniał zdanie na temat osób korzystających z programu DACA (Deferred Action for Childhood Arrivals) i ostro sprzeciwił się propozycji jednej z ustaw, które Senat rozpatrywał w lutym. Ostatnio walczy w sądach o zakończenie DACA, ale jednocześnie od czasu do czasu wyraża się pozytywnie o osobach, które dzięki temu programowi uzyskały ochronę przed deportacją.
Niezależnie od tego, czy Senat coś uchwali, czy nie, cały szereg projektów legislacyjnych dotyczących imigracji będzie głosowanych w czerwcu w Izbie Reprezentantów. Oczekuje się też na kilka decyzji sądowych dotyczących bieżącej polityki imigracyjnej, a przede wszystkim decyzji Donalda Trumpa o zakończeniu DACA. Kilka sądów federalnych zablokowało równolegle tę decyzję administracji. “Niezależnie, czy to będzie projekt z Izby (Reprezentantów), czy będzie to orzeczenie sądu, zmusi nas to do działania. Nie chcę się znaleźć w sytuacji, w której zarzuci się nam wielomiesięczną bezczynność” – tłumaczy swoje motywy do wznowienia rozmów senator James Lankford, republikanin z Oklahomy.

Imigracyjny “hot potato”
Niezależnie jednak od podejmowanych ostatnio wysiłków, szanse na reformę imigracyjną będą teraz maleć. Kongresman z Teksasu Michael Conaway wprost przyznaje, że mamy do czynienia z przysłowiowym “gorącym kartoflem”. O imigracji i imigrantach nikt nie będzie chciał debatować tuż przed listopadowymi wyborami do Kongresu. A jeśli już – to w grę wejdą emocje, co nigdy nie kończy się dobrze. 18 maja stosunkiem głosów 213-198 w Izbie Reprezentantów przepadł projekt uchylający drzwi dla imigrantów szukających zatrudnienia w sektorze rolnictwa. Ustawę zablokowali republikańscy konserwatyści. Tymczasem na amerykańskich farmach i w sadach brakuje rąk do pracy. To samo jest w zakładach przetwórstwa spożywczego, czy w przemyśle mięsnym. I to nie tylko w okresie zbiorów, ale przez cały rok. To prace, które przyciągają przede wszystkim imigrantów, bo rdzenni Amerykanie nie chcą tych zawodów wykonywać.

Gąszcz podziałów
Wszyscy zgadzają się, że system imigracyjny jest przestarzały. Stany Zjednoczone przyjmują corocznie tysiące osób, które nie wpływają znacząco na rozwój gospodarki. Konserwatyści krytykują zjawisko “imigracji łańcuchowej”, gdzie przyjazd do USA jednej osoby skutkuje ściąganiem do kraju kolejnych członków rodzin i rodzin tych rodzin. Do tego dochodzi problem nielegalnej imigracji. To w skali kraju kilkanaście milionów osób, w tym młodych ludzi, którzy zdążyli się już całkowicie zasymilować. Czy traktować ich jak przestępców naruszających porządek prawny, czy pozwolić im na legalne życie? Tu już nie ma jasnej odpowiedzi.
W sprawie podejścia do imigrantów podziały przebiegają nie tylko wewnątrz obu partii, ale nawet w poszczególnych klubach (caucuses). Doszło do tego, że republikanie nie mogą przegłosować ustaw imigracyjnych głosami kongresmanów własnej partii, mimo że mają dość wygodną większość. To dlatego, że konserwatystom trudno uzgodnić wspólne stanowisko z umiarkowanymi republikanami, którym bliżej do prawego skrzydła demokratów, przynajmniej w kwestii imigracji.

Wybory i emocje
Kompleksowej reformie nie sprzyjają też emocje, na których grają zarówno politycy, działacze społeczni, jak i tradycyjne i społecznościowe środki przekazu. Z jednej strony – jak pokazują proimigracyjne liberalne media – możemy zobaczyć budzące powszechne współczucie dzieci wyrywane z ramion rodziców-nielegalnych imigrantów przez bezwzględnych agentów federalnych. Z drugiej: nieudokumentowani cudzoziemcy łączeni są z przestępczością, patologiami i zabieraniem pracy legalnym rezydentom. Zarówno jedna, jak i druga narracja nie uwzględnia stopnia skomplikowania problemu imigracji i konieczności racjonalnej zmiany systemu. Trudno jednak przypuszczać, aby w czasie kampanii wyborczej doszło do merytorycznej dyskusji. O głosach decydować będzie gra na emocjach. Dlatego też dużo większą szansę na przyjęcie reformy imigracyjnej może stworzyć nowy układ sił w Kongresie po listopadowych wyborach. Oczywiście pod warunkiem, że zawierane na Kapitolu kompromisy spełnią także oczekiwania Donalda Trumpa, który zawsze może przecież skorzystać z prawa do prezydenckiego weta.

Jolanta Telega
j.telega@zwiazkowy.com

Na zdjęciu: Granica amerykańsko-meksykańska w San Diego fot.David Maung/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Imigracja

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*