W kolejce po obywatelstwo

W kolejce po obywatelstwo

Zapłacić za usługę 725 dolarów, bez gwarancji pozytywnego zakończenia i z terminami wykonania sięgającymi kilkunastu miesięcy? Mało kto zgodziłby się na taką transakcję. Imigranci muszą – jeśli tylko chcą zostać obywatelami tego kraju.

Według oficjalnych danych United States Citizenship and Immigration Services (USCIS), w chwili obecnej w kolejce po obywatelstwo czeka 740 tysięcy ludzi. To nie tylko wątpliwa “zasługa” obecnej administracji – liczba oczekujących rośnie od 2006 roku, kiedy prezydentem USA był jeszcze George W. Bush. Liczba zaległych wniosków rosła także podczas obu kadencji Baracka Obamy.

Chcesz zagłosować? Musisz działać szybko

Niepokojący jest jednak czas oczekiwania na naturalizację, który wynosi dziś od 10 miesięcy do trzech lat i jest średnio dwukrotnie dłuższy niż w 2016 roku. To także dużo więcej niż deklarowany przez USCIS okres 120 dni potrzebny dla rozpatrzenia wniosku. W Chicago według oficjalnego “licznika” urzędu imigracyjnego czas rozpatrywania podania o naturalizację wynosi dziś od 8 do 16,5 miesiąca. Jeśli więc posiadamy zieloną kartę, spełniamy inne wymogi konieczne dla naturalizacji i chcemy wziąć udział w przyszłorocznych wyborach, warto się pośpieszyć. I liczyć na łut szczęścia.

Chicago zresztą niczym specjalnym się nie wyróżnia. Z opublikowanego kilka miesięcy temu raportu Urban Institute “The State of New American Citizenship” wynika, że miasta, w których najkrócej czeka się na naturalizację to Cleveland (Ohio), Riverside (Kalifornia) oraz Louisville (Kentucky). Trzy najgorsze biura USCIS znajdują się w Teksasie: w Austin, Houston oraz Dallas.

Z raportu wynika także, że w ostatnich latach wzrastało także prawdopodobieństwo odrzucenia wniosku. Najgorzej pod tym względem jest we Fresno (Kalifornia), Phoenix (Arizona) i w Dallas. Najlepsze wskaźniki mają tu z kolei Columbus i Cincinnati w Ohio oraz Pittsburgh w Pensylwanii.

W Cleveland osoba występująca o obywatelstwo czeka w kolejce około 4 miesięcy, ale najdłużej sprawa czeka na załatwienie nie dłużej niż 12,3 miesiąca. To jednak miasto, w którym mieszka dużo mniej imigrantów niż np. w Chicago, Miami, czy w Nowym Jorku. Najgorzej podobno jest w Las Vegas, gdzie kolejka sięga trzech lat.

Lepsze życie z paszportem

“Warto pamiętać, że osoby, o których mówimy i które oczekują na naturalizację, żyją w USA legalnie, często mieszkając tu przez okres dłuższy niż 10 lat” – przypomina Ming Hsu Chen, profesor prawa imigracyjnego na University of Colorado. Jej zdaniem to rząd nie dotrzymuje swojej części kontraktu, pozbawiając legalnych mieszkańców USA należnych im praw. Chodzi m.in o dostęp do przywilejów przysługujących wyłącznie obywatelom. “Imigranci nie mogą głosować, często też nie mają dostępu do swoich kongresmanów, czy senatorów” – mówi prof. Chen. Przypomina też, że nie chodzi tu wyłącznie o udział w wyborach. Brak naturalizacji blokuje np. dostęp do miejsc pracy w federalnych agencjach rządowych. Studentom odcina możliwość ubiegania się o niektóre prywatne stypendia. Poza tym wielu legalnych imigrantów nie decyduje się na korzystanie z rządowych świadczeń socjalnych w obawie przed antyimigracyjną nagonką.

Wyższy standard życia osób z nabytym obywatelstwem potwierdzają także statystyki. Po uwzględnieniu czynników zmiennych, takich jak wykształcenie, kwalifikacje i znajomość angielskiego, dochody naturalizowanych imigrantów są o 8-11 procent wyższe od dochodów osób bez amerykańskiego paszportu.

fot.JUSTIN LANE/EPA-EFE/Shutterstock

Usługa z opłaconą… deportacją

„Patrząc z zewnątrz administracja Trumpa utrudnia proces naturalizacji“ – uważa Steven Choi, szef National Partnership for New Americans, organizacji, której misją jest przygotowanie imigrantów do naturalizacji. W Los Angeles wniesiono nawet pozew sądowy przeciwko USCIS ze skargą na opóźnienia. Warto pamiętać, że za naturalizację potencjalni obywatele płacą z własnej kieszeni, bo strukturę opłat zbudowano w taki sposób, aby nie dopłacali do nich inni podatnicy. Za rozpatrzenie podania trzeba zapłacić dziś 640 dolarów od osoby plus 85 dolarów za sprawdzenie danych biometrycznych. To 725 dol. od osoby. W przypadku czteroosobowej rodziny legalnych imigrantów są to już poważne sumy. Nawiasem mówiąc według oficjalnych dokumentów rządowych coraz większe sumy z opłat imigracyjnych trafiają nie do USCIS ale do Immigration and Customs Enforcement, agencji odpowiedzialnej za egzekwowanie prawa imigracyjnego i deportacje.

USCIS: robimy co możemy

Rzeczniczka prasowa USCIS Jessica Collins zapewnia, że kolejki już wkrótce zaczną się zmniejszać. Odpowiedzialnością za opóźnienia obciąża przede wszystkim administrację Baracka Obamy, kiedy to podwoiła się liczba zaległych wniosków o naturalizację. Największy skok odnotowano w wyborczym 2016 roku, co, oprócz chęci nabycia praw wyborczych, można tłumaczyć także antyimigracyjną retoryką w czasie kampanii. W następnym roku USCIS musiał uporać się z nieefektywnym systemem komputerowym odziedziczonym po poprzedniej administracji. Zwiększono także zatrudnienie i otwarto kolejne biura. „W roku finansowym 2018 USCIS osiągnął najwyższe od 5 lat wskaźniki pod względem liczby naturalizacji i rozpatrzonych podań“ – wyjaśnia rzeczniczka. Dzięki temu przysięgę obywatelską złożyło w ub.r. 756 tys. osób. Podobnie ma być w kończącym się 30 września obecnym roku budżetowym.

Ale w ciągu minionych lat kolejka się praktycznie nie zmniejszyła. W międzyczasie skomplikowały się procedury. Według prawników imigracyjnych USCIS domaga się dziś więcej dokumentacji, choć sam urząd nie udziela informacji, jak często prosi wnioskodawców o dodatkowe dokumenty. Mimo to trudno logicznie wytłumaczyć utrzymywanie się zaległości przez kolejny rok z rzędu. W przeszłości byliśmy świadkami dużo poważniejszych „kryzysów“. W 2007 roku liczba nierozpatrzonych wniosków o naturalizację skoczyła do 1,4 miliona i USCIS poradził sobie z problemem w ciągu następnego roku. Tym razem nic takiego nie ma miejsca.

Wszystko przez politykę?

Nie brak więc oskarżeń o polityczny podtekst działań USCIS. Nie pierwszy raz zresztą. Wiadomo, że nowi obywatele w swojej masie do zamożnych nie należą i politycznie będą bardziej wychyleni w lewo niż w prawo. „Od późnych lat 90. kiedy (Bill) Clinton próbował usprawnić usługi imigracyjne, republikanie dostrzegają w tym sposób na powiększanie elektoratu Partii Demokratycznej“ – twierdzi Irene Bloemraad z University of California – Berkeley. Bez wątpienia podobne argumenty usłyszymy w nadchodzących miesiącach, tym bardziej, że przed każdymi wyborami imigranci składają więcej wniosków o naturalizację.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Na zdjęciu głównym: Uroczysta przysięga nowych obywateli USA w sali centrum wystawowego w Los Angeles, maj 2019 roku
fot.ETIENNE LAURENT/EPA-EFE/Shutterstock

Categories: Ameryka, Imigracja

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*