Przyspieszone deportacje bez sądu imigracyjnego

Jeśli przebywasz nielegalnie w USA krócej niż dwa lata możesz zostać deportowany bez możliwości przedstawienia swojej sprawy w sądzie imigracyjnym. Rozszerzone uprawnienia służb podlegających Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) obowiązują od 23 lipca i będzie tak dopóty, dopóki nie zablokuje tego sąd federalny.

Szybką ścieżką do deportacji

Od trzech lat prawnicy Białego Domu próbują znaleźć sposób na obejście prawa imigracyjnego i rozszerzenia uprawnień administracji. Nie jest pod tym względem wyjątkiem. To samo robił przecież Barack Obama, wprowadzając chociażby programy DACA i DAPA. Oboma politykami kierowały jednak zupełnie przeciwstawne motywacje. Poprzedni prezydent chciał chronić nieudokumentowanych cudzoziemców przed deportacjami. Obecny – chce zmusić do wyjazdu jak najwięcej z nich.

Najnowsze rozporządzenie prezydenta weszło w życie w trybie natychmiastowym. Ogłoszono je 22 lipca, a już następnego dnia opublikowano w Federal Register, czyli w dzienniku urzędowym, co sprawiło, iż zaczęło już obowiązywać. Tym samym władze wykonawcze uzyskały uprawnienia do natychmiastowych deportacji tych cudzoziemców, którzy nie potrafią udowodnić ciągłego, przynajmniej dwuletniego pobytu na terytorium USA. To kolejny krok mający na celu przeciwdziałanie kryzysowi na południowej granicy, który pozwoli w odciążeniu placówek odosobnienia oraz zmniejszy opóźnienia w sądach imigracyjnych – napisał w uzasadnieniu dla nowej dyrektywy Kevin McAleenan, tymczasowy szef Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. Dzięki nowym przepisom usuwanie migrantów z USA odbywać się będzie dużo sprawniej niż za pośrednictwem nadzorowanych przez Departament Sprawiedliwości sądów imigracyjnych – argumentował szef bratniego departamentu.

Deportacje jak fast foody

Przeciwko kontrowersyjnej dyrektywie zaprotestowały jednak organizacje broniące praw imigrantów i swobód obywatelskich. American Civil Liberties Union i American Immigration Council udały się do sądu, aby zablokować działania służb federalnych podległych DHS. Głównym argumentem prawników ACLU i AIC jest pozbawienie deportowanych prawa do uczciwego procesu. ,,To gigantyczna i niebezpieczna zmiana” – mówi o nowym rozporządzeniu Grace Meng z Human Rights Watch. Jej zdaniem rozszerzenie uprawnień to recepta na rozbijanie całych społeczności i dzielenie rodzin.

Strona rządowa nie jest jednak pozbawiona argumentów. Prawo do błyskawicznej deportacji (ang. expedited removal) daje jej ustawa imigracyjna z 1996 roku. Po raz pierwszy zaczęto egzekwować ten właśnie zapis w 2004, kiedy świeżo utworzony Departament Bezpieczeństwa Krajowego zaczął deportować bez sądu osoby zatrzymywane w 100-milowej strefie nadgranicznej. W ten sposób próbowano ukrócić napływ Meksykanów przez zieloną granicę. Przyznajmy – nie bez sukcesów. W roku budżetowym 2018 średni czas przetrzymywania imigranta w trybie szybkiej deportacji wynosił 11,4 dnia, podczas gdy w wypadku osób zatrzymanych poza strefą nadgraniczną aż 51,5 dnia. Proporcje jak w amerykańskim fast foodzie i w porządnej restauracji. W tym wypadku – z obsługą prawniczą.

Już wówczas jednak głośne były głosy krytyki, że w rękach agentów Immigration and Customs Enforcement oraz U.S. Customs and Border Protection znajduje się zbyt wiele władzy.

Noś rachunek z 2017 roku

Na mocy nowego rozporządzenia przyspieszone procedury mogą objąć osoby bez ważnego statusu, przebywające na terytorium USA krócej niż dwa lata – z bardzo nielicznymi wyjątkami. Jednym z nich jest pozytywne przejście wstępnego przesłuchania imigranta w sprawie przyznania azylu. Innym – przedstawienie uzasadnionych obaw o własne bezpieczeństwo w przypadku odesłania do kraju. Nowe rozporządzenie może dotyczyć nawet setek tysięcy osób z szacowanej na 10,5 miliona populacji nielegalnych imigrantów. Szczęściem w nieszczęściu – przynajmniej z polskiego punktu widzenia – jest to, że dotyczyć będzie niewielu naszych rodaków. Większość ,,nieudokumentowanych” Polaków mieszkających w okolicach Chicago czy Nowego Jorku to osoby przebywające w USA od wielu lat, które nie mają problemu z udowodnieniem czasu zamieszkania. W przypadku imigrantów świeższej daty może to być trudniejsze. Większość nieudokumentowanych cudzoziemców stara się pozostawiać po sobie jak najmniej śladów, często korzystając z cudzej tożsamości przy płaceniu czynszu, abonamentu telefonicznego, czy innych codziennych rachunków. Teraz warto pogrzebać w domowej makulaturze i wygrzebać stary kwit z pralni z 2017 roku. Poza tym zatrzymywani na ulicy nie noszą zazwyczaj ze sobą takich dokumentów, zwłaszcza dziś, gdy coraz częściej płaci się drogą elektroniczną. Jackie Stevens, politolog z Northwestern University, ostrzega wręcz, że upowszechnienie błyskawicznych deportacji zwiększa ryzyko wyrzucenia z USA własnych obywateli. Praktyki takie już dziś mają miejsce, choć mieszczą się w granicach błędu statystycznego.

Wszystko przez wybory?

To drugie poważne zaostrzenie polityki imigracyjnej administracji w tym miesiącu. Zaledwie kilka dni wcześniej rząd federalny zapowiedział, że nie będzie przyznawał azylu, jeśli wnioskodawca nie wystąpił o ochronę w jednym z krajów, przez które dostał się do USA. W domyśle chodzi oczywiście o Meksyk, który pod naciskiem administracji Trumpa zdołał ograniczyć przepływ migrantów z Ameryki Środkowej o ponad jedną trzecią.

Obydwa posunięcia Białego Domu nie pozostawiają wątpliwości, że zaostrzenie polityki imigracyjnej będzie dla prezydenta Donalda Trumpa ważnym argumentem w walce o reelekcję. Często jednak będziemy mieli do czynienia tylko z groźbami. Zapowiadana przez służby federalne fala masowych obław na 2105 członków rodzin imigrantów z sądowym nakazem opuszczenia USA wzbudziła strach w całych Stanach, ale – jak ujawnił “New York Times” powołując się na oficjalne dane rządowe – zaowocowała zatrzymaniem zaledwie 38 osób. Jedną z przyczyn braku skuteczności był właśnie rozgłos, jaki jej nadał sam Biały Dom z prezydentem na czele. Wielu zagrożonych zatrzymaniem zmieniło adres, a w lokalnych społecznościach zdominowanych przez Latynosów powstawały nawet spontanicznie systemy wzajemnego ostrzegania przed pojawiającymi się agentami ICE. I tak Operation Border Resolve, jak ją szumnie nazwano, okazała się przysłowiową górą, która urodziła mysz.

Jolanta Telega

j. telega@zwiazkowy.com

fot.ICE.gov

Categories: Imigracja

Comments

  1. Paw.
    Paw. 31 lipca, 2019, 18:00
  2. wielkiogonek
    wielkiogonek 3 sierpnia, 2019, 13:02
  3. wielkiogonek
    wielkiogonek 3 sierpnia, 2019, 13:04

    miej buritto wiecej szczescia

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*