Koszmar deportacji, 20-letni zakaz wjazdu… i wielki powrót do Ameryki

Koszmar deportacji, 20-letni zakaz wjazdu… i wielki powrót do Ameryki

Z początkiem roku na lotnisku O’Hare wylądowała rodzina Boroniów – Jerzy, Barbara i trójka dzieci. Powitanie przez chicagowskich przyjaciół – kwiaty, uściski, całusy – podobne do innych, a jednak nie takie same. To spotkanie dobrych znajomych niewidzianych od ponad 10 lat…

− Bardzo się wszyscy cieszymy z powrotu po tak długim czasie. Mamy nadzieję, że będzie coraz lepiej, znajdziemy mieszkanie, dzieci pójdą do szkoły, a my poszukamy pracy, by móc utrzymać rodzinę – mówi Jerzy Boroń w rozmowie z naszą gazetą.

Niesłuszna deportacja

Dramat państwa Boroniów zaczął się przed 10 laty, gdy ojciec rodziny Jerzy został deportowany, bowiem przebywał w Stanach Zjednoczonych nielegalnie. Do tego czasu rodzina zdążyła się w Ameryce zadomowić. Przez ponad 10 lat pobytu Barbara Kaniewska-Boroń uzyskała obywatelstwo, miała stałą pracę, wychowywała dwoje dzieci. Jerzy założył własny biznes, który już zaczął dobrze prosperować. Był o pół kroku od legalizacji swojego pobytu. Miał już w ręku nawet pozwolenie na pracę…kiedy w styczniu 2004 roku, sześć lat po nielegalnym wjeździe do USA, został deportowany.

Właśnie mija kolejna rocznica tego trudnego do zapomnienia wydarzenia. – Nie deportowali mnie od razu – wspomina Jerzy. – Byłem przewożony z jednego ośrodka zatrzymań do drugiego, aż w końcu znalazłem się w placówce dla nieudokumentowanych na południu Illinois, gdzie spędziłem prawie półtora miesiąca bez wychodzenia na zewnątrz. Żona w tym czasie robiła wszystko, by mnie stamtąd wyciągnąć, ale jej wysiłki nie zdały się na nic.

Tam też Boroń usłyszał wiadomość, że otrzymał zakaz wjazdu do USA przez 20 lat. – Zakaz ten moim zdaniem został wydany po pierwsze – bezprawnie, bo bez rozprawy przed obliczem sędziego imigracyjnego. Wcześniej widziałem, jak za pośrednictwem kamery niektórzy zatrzymani mogli wytłumaczyć się przed sędzią, a na mnie wyrok zapadł bez rozprawy. Po drugie, oburzała mnie jego wysokość. 20-letniego zakazu wjazdu nie wydawano nawet na niektórych skazanych przestępców, a ja – w świetle prawa karnego – byłem przecież całkowicie niewinny.

Po miesiącu w odosobnieniu Jerzego deportowano do Polski, a żona Barbara została sama z córkami, z których jedna miała wtedy sześć lat, a druga nieco ponad miesiąc.

Przystanek Europa

Po kilku miesiącach żona z dziećmi dołączyła do Jerzego w Polsce, potem znów wróciła do Ameryki, by w końcu zamieszkać wraz z małżonkiem w Wlk. Brytanii. − Kiedy na nasze odwołanie uzyskaliśmy z amerykańskiego konsulatu odpowiedź, że nie ma powodu byśmy nie mogli mieszkać w Polsce, gdzie mamy rodzinę i gdzie się urodziliśmy, zdecydowaliśmy się przenieść do Wlk. Brytanii. Pragnęliśmy, by nasze dzieci chodziły do szkoły z językiem wykładowym angielskim, bo byliśmy niezmiennie przekonani, że wrócimy do Stanów Zjednoczonych, kraju, w którym zawsze chcieliśmy żyć – kontynuuje Jerzy.

Życie w Anglii początkowo układało się pomyślnie. Jednak wraz z nadejściem światowego kryzysu zaczęło brakować pracy i potrzeba powrotu do Stanów Zjednoczonych zaczęła się nasilać. Ośmiu lat spędzonych w Londynie Jerzy nie zmarnował. Wykorzystał je, by odwrócić swój los i zamieszkać w końcu w wymarzonym Chicago.

Wydeptaną ścieżką…

− Pomocną dłoń okazał mi Toni Wasilewski, który przeszedł gehennę, gdy deportowano mu żonę, a on sam dosłownie wydeptał ścieżkę od senatorów do kongresmanów po urzędników imigracyjnych, by doprowadzić do połączenia swej rodziny. Kilka lat jego naprawdę intensywnych starań przyniosło efekty. Rodzina jest już razem. Nie ukrywam, że wykorzystałem skuteczne sposoby p. Wasilewskiego, w tym skorzystałem z pomocy tego samego chicagowskiego adwokata imigracyjnego – ujawnia Jerzy. − Jesteśmy im wdzięczni, ale to nie wszyscy, dzięki którym ponownie znaleźliśmy się na ziemi Waszyngtona.

W trakcie pobytu w Londynie na portalu internetowym Change.org powstała specjalna petycja wzywająca urząd imigracyjny do wydania zgody na powrót Jerzego Boronia do Stanów Zjednoczonych. Petycję podpisało wiele osób i organizacji. Swego poparcia udzieliła m.in. fundacja Dar Serca, dzięki której udało się wcześniej przeprowadzić operację córki Jerzego – Weroniki. Podpisy złożyły setki ludzi, znajomi, politycy, działacze imigracyjni, aktorzy, sportowcy, muzycy. – Im wszystkim zawdzięczam fakt, że wspólnie z rodziną mogłem na początku 2015 roku wylądować na chicagowskim lotnisku – mówi nasz rozmówca.

Pierwszy naprawdę radosny moment miał miejsce pół roku temu, gdy z amerykańskiej ambasady w Londynie otrzymał wiadomość, że 20-letni zakaz wjazdu do USA został zniesiony. − Naszego wybuchu entuzjazmu wówczas nie da się opisać. No i jesteśmy w Chicago. W komplecie! – podkreśla wyraźnie zadowolony Jerzy Boroń.

− Nigdy nie należy się poddawać. Zawsze istnieje szansa na odniesienie zwycięstwa, nawet w tak  beznadziejnej sprawie jak w moim przypadku unieważnienie 20-letniego zakazu wjazdu do Stanów Zjednoczonych – konstatuje Jerzy.

Andrzej Kazimierczak

a.kazimierczak@zwiazkowy.com

fot.arch. rodzinne

Categories: Imigracja

Comments

  1. irene
    irene 9 stycznia, 2015, 17:09

    ja pracuje z urzedzie imigracynym gdzie jestem tlumaczem I wiem ze bez powodyu nigdy nikomu nie daja zakazu przyjazdu na 20 lat przewaznie na 10 , ciekawe dlaczego zona nie mogla nic zalatwic, kazdy ma prawo do tego zeby stanac przed sedzia imigracyjnym no chyba ze dana osoba podpisala dobrowolny wyjazd. a moze pan byl karany w Polsce albo byl za nim wystawiony list gonczy. gratulacje dla calej rodziny.

    Reply this comment
  2. Gina
    Gina 9 stycznia, 2015, 19:23

    No wlasnie jakos dziwnie jest pominiety temat powodu tej deportacji I zdanie ” ze moga zyc w Polsxe” w ktorej wcale nie mieszkali grubymi nicmi szyta cala ta opowiesc

    Reply this comment
    • irene
      irene 9 stycznia, 2015, 21:24

      pani Gina zgadzam sie ze z ta Polska tez jest dziwnie napisane pewno pan mogl sobie wybrac gdzie moze byc deportowany. wybral Anglie ,

      Reply this comment
  3. Christopher
    Christopher 9 stycznia, 2015, 22:55

    Tez dziwne ze otrzymal 20 lat zakazu wjazdu I nie „widzial” Sedziego ? Ponadto skasowanie zakazu wcale nieupowaznia do pobytu stalego ,czyli jest w USA z zona ale „Green Card” zapewne niema

    Reply this comment
  4. Teresa
    Teresa 10 stycznia, 2015, 07:40

    tak mi sie wydaje ze nie wszystko dokladnie jest tutaj skomentowane,cos musialo byc wiecej zwiazane z deportacja??????/

    Reply this comment
  5. Janusz z Lubczy
    Janusz z Lubczy 10 stycznia, 2015, 11:26

    A ja wierze bo urzad emigracyjny popelnia duzo bledow ktore jest im ciezko udowodnic.

    Do mich znajomych przylatywal bratanek z Polski 14 lat na wakacje , oni sa obywatelami USA dobrze sytuowani , chlopiec zostal zatrzymany gdy wjezdzal , przetrzymywali go prawie 6h zadajac mnostwo glupich pytan , zaniepokojna rodzina na lotnisku zaczal domagac sie kontaktu z chlopcem ,po dostaniu sie do urzednikow emigracyjnych ,zaczeli sie wypytywac co sie dzieje a oni ze procedury itd przy ostrzejszej konfrontacji urzednicy pochedzenie mexykanskiego nagle zaczeli mowic do siebie po hiszpansku ,nie udzieli zadnych wyjasnien I odeslali chlopca do PL nastepnym samolotem a rodzinie nie udzielili zadnych wyjasnien . Dziekuje.

    Reply this comment
  6. Jolanta
    Jolanta 11 stycznia, 2015, 06:50

    Najbardziej ubawiło mnie zdanie, że Anglię dopadł kryzys i trudno tu było znaleźć pracę 🙂 Komletne bzdury! No chyba, że ktoś ma wygórowane oczekiwania. Poza tym nie słyszałam jeszcze, żeby jakiekolwiek angielskie miasto zbankrutowało! Rodacy mają odmienne zdanie na ten temat, pewnie dlatego ich przybywa w UK. Cała ta historia zostawia nieciekawy posmak. Bohater sprawia wrażenie kombinatora.

    Reply this comment
    • piter
      piter 11 stycznia, 2015, 10:06

      England ma jedna wielka przewage w miare dobry jeszcze socjal fakt niema rozowo ale jak zlamie noge to mi z glodu nie dadza zdechnac i nie zabiora za rachunki szpitalne mieszkania domu czy tez pieniedzy co jest nagminne w USraju najwiekszym bankrucie na ziemi ktory zamiast dbac o obywateli sieje wszedzie na swiecie wojny zarazy i zlo

      Reply this comment
  7. adam
    adam 13 stycznia, 2015, 19:39

    Ja czekalem na zielona karte w polsce 13 lat bo bylem sponsorowany przez siostry bylo mi ciezko bo tylko ja z rodzenstwa bylem tam ale nigdy mi do glowy nie przyszlo aby lamac prawo i przyjechac tu nielegalnie ale teraz zaczynam tego zalowac bo widze ze ci co zlamali prawo sa lepiej traktowani jak ja maja wszystko podane na talerzu nikt z nich nie wykupuje ubezpieczen a bo i po co jak my podatnicy zaplacimy za to a dzieci maja darmowa to jest chore

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*