Czy Kanadyjczycy zbudują mur oddzielający ich od USA?

epa04359425 US Customs and Border Protection officers stand on the Texas side of the McAllen-Hidalgo International Bridge, a border bridge that crosses the Rio Grande River linking Hidalgo,Texas, USA, to Reynosa, Mexico, 18 August 2014.  Immigration reform promises to be a major issue in upcoming US Congressional elections, particularly following the influx of undocumented child immigrants arriving at the border. In addition to border security measures already in place, observation posts are being newly taken up by US National Guard troops along the Texas-Mexico border to help the state's Joint Counterdrug Task Force.  EPA/MICHAEL REYNOLDS

fot.Michael Reynolds/EPA

Tadeusz był w USA nielegalnym imigrantem. Takim typowym, z „przeczekaną” wizą. Nigdy nie ukrywał, że zawsze chciał mieszkać w USA. Kiedy musiał wrócić do Polski, aby pozałatwiać sprawy majątkowo-rodzinne, wiedział, że ponowne dostanie się do Stanów będzie sprawą bardzo trudną i kosztowną. Miał dwie drogi – przez Meksyk i Kanadę. Wybrał tę drugą.

fot.Wikipedia

fot.Wikipedia

Tadek nigdy nie mówił mi wiele o swojej eskapadzie. Ani o rzeczywistych kosztach, czy kontaktach. Ale na jakiejś imprezie u znajomych, rozluźniony alkoholem, zaczął opowiadać o tym, jak z Montrealu podwieziono go w pobliże granicy. I o tym, jak nocą czekał go długi marsz w stronę granicy w kopnym śniegu przez las. Wspomniał o samochodzie, który odebrał go już po amerykańskiej stronie i o podróży w głąb stanu Nowy Jork, też z duszą na ramieniu, bo służby imigracyjne potrafią ustawiać „bramki” i kontrolować samochody nie tylko w bezpośrednim pobliżu granicy.

Udało się i Tadeusz mógł zniknąć gdzieś w jednym z polskich miasteczek w New Jersey. Nigdy nie ujawnił dokładnej ceny, jaką zapłacił za tę usługę. Ale wyprawa – sprzed kilku dobrych lat – na pewno kosztowała kilka tysięcy dolarów. Taka była wtedy cena za powrót do amerykańskiej rzeczywistości.

W drugą stronę

Znając historie ludzi, którzy podobnie jak mój znajomy wydali fortunę, aby dostać się do USA, ze zdumieniem przyjęłam wiadomość o masowej ucieczce imigrantów w drugą stronę – ze Stanów Zjednoczonych do Kanady. Od początku prezydentury Donalda Trumpa setki nielegalnych imigrantów przekroczyło granicę Kraju Klonowego Liścia; większość, aby poprosić tam o azyl. To głównie osoby pochodzące z Afryki i z Bliskiego Wschodu. Sytuacja zrobiła się kryzysowa do tego stopnia, że sekretarz Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego John Kelly uda się w tym miesiącu do Ottawy, aby rozmawiać o problemie.

Dokręcanie śruby

Powodu masowej migracji na północ nie trzeba długo szukać. Zaostrzenie kursu wobec nielegalnych imigrantów, azylantów, czy uchodźców stało się faktem. Dość nieoczekiwanie to Kanada stała się jednym z pierwszych krajów, który odczuł na własnej skórze skutki nowej polityki sąsiada.

Napływ azylantów nie ma precedensu w historii obu krajów. Kanadyjczycy przyjęli co prawda w przeszłości wielu Amerykanów, którzy uciekali przed zaciągiem na wojnę w Wietnamie, ale nie zdarzyło się, aby to imigranci z krajów trzecich masowo próbowali przedostawać się na północ. A do Kanady stosunkowo łatwo się dostać. Ogromne odcinki liczącej 5500 mil (8900 km) granicy są kompletnie niestrzeżone. Można ją przejść bez większego problemu i wiele osób zamieszcza w internecie fotografie ludzi idących na północ. Dokładne liczby nie są znane i trudno je oszacować, bo nie wszystkie instytucje zarówno w Kanadzie jak i w USA ujawniają swoje dane.

8900 km to długość granicy USA – Kanada

Faktem jest jednak znaczący wzrost liczby wniosków o azyl po północnej stronie granicy. A przecież nie wszyscy nielegalni starać się będą o legalizację właśnie tą drogą. Tylko w styczniu i lutym tego roku 143 osoby, pochodzące głównie z Somalii, przedostały się pieszo do Emerson, w prowincji Manitoba.

Cały ten ambaras

Strona amerykańska (dokładnie U.S. Department of Homeland Security, czyli Departament Bezpieczeństwa Krajowego) utrzymuje, że zjawisko przekraczania granicy ma „ograniczony charakter” i nie stanowi poważnego zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego. Nie zmienia to faktu, że doszło do spotkania szefów Royal Canadian Mounted Police (RCMP), Canada Border Services Agency oraz innych kanadyjskich prokuratur czy agencji lokalnych i federalnych, a także – po stronie amerykańskiej – U.S. Department of Homeland Security i U.S. Customs and Border Protection Agency.

Obie strony zastanawiają się, co zrobić z nowym zjawiskiem i w jaki sposób ograniczyć potencjalne zagrożenia. Oba kraje stąpają po cienkiej linie. Premier Kanady Justin Trudeau obawia się kłopotów politycznych po swojej stronie, zarówno ze strony lewicy, jak i prawicy. Ta pierwsza chciałaby szerzej otworzyć granice, ta druga zwraca przede wszystkim uwagę na kwestie bezpieczeństwa. Poza tym kanadyjski system imigracyjny nie jest przygotowany na potencjalny zalew uchodźców. Bo niby skąd do tej pory mieliby do Kanady uciekać.

Kanadyjczycy przyjęli w przeszłości wielu Amerykanów, którzy uciekali przed zaciągiem na wojnę w Wietnamie, ale nie zdarzyło się, aby to imigranci z krajów trzecich masowo próbowali przedostawać się na północ z USA

Most Ambasador - łączy USA i Kanadę w Detroit fot.Wikipedia

Most Ambasador – łączy USA i Kanadę w Detroit fot.Wikipedia

Dla Stanów Zjednoczonych ucieczka nielegalnych imigrantów na północ jest cokolwiek… ambarasująca. Poza tym Amerykanie nie mają możliwości szybkiego wzmocnienia kontroli swojej północnej granicy, ponieważ brak im zarówno ludzi, jak i pieniędzy. Co prawda prezydent Donald Trump podczas niedawnego wystąpienia w Kongresie zaapelował o zwiększenie wydatków na zatrudnienie funkcjonariuszy straży granicznej (mówi się nawet o 10 tys. osób) i zwiększenie kontroli granic, ale jego uwaga koncentruje się przede wszystkim na południu. To przecież na granicy z Meksykiem ma powstać wielki mur graniczny i nic nie wskazuje na to, aby prezydent Trump zrezygnował z tej wyborczej obietnicy. Podobnie jak z groźby, że każdy z 11 milionów nielegalnych imigrantów w USA może w każdej chwili zostać deportowany.

Warto pamiętać, że według szacunków renomowanej sondażowni Pew Research Center aż 66 proc. z tej grupy to ludzie przebywający w USA od ponad dekady. W niepewności żyją nawet ci, którzy od 2012 roku korzystali z programu Baracka Obamy – Deferred Action for Childhood Arrivals (DACA), zawieszającego deportacje tych osób, które wjechały do USA jako małe dzieci. A to około 750 tys. osób.

Kryterium merytoryczne

Wtorkowe wystąpienie Donalda Trumpa przyniosło także zapowiedź reformy imigracyjnej. Paradoksalnie w deklaracjach nowego prezydenta pojawiły się także kanadyjskie akcenty. Prezydent opowiedział się za zmianą systemu na taki, który opierałby się na „kryteriach merytorycznych” (merit-based system). Taki właśnie system obowiązuje choćby u północnego sąsiada Stanów Zjednoczonych, czy w Australii. Preferuje on przede wszystkim kwalifikacje potencjalnych kandydatów na imigrantów oraz możliwość adaptacji do wymogów rynku zatrudnienia. Oznaczałoby to odejście od preferowania czynników rodzinnych i stawiałoby pod znakiem zapytania obowiązującą dotychczas zasadę łączenia rodzin. Niezależnie od tego, czy i w jaki sposób te pomysły zostaną przekute w projekt konkretnej ustawy imigracyjnej jedno jest pewne – dla imigrantów w USA nadeszły bardzo niepewne czasy.

Znając łaskawość kanadyjskiego premiera, który w odpowiedzi na zachowanie nowego prezydenta USA i jego dekret zapewnił na Twitterze, że przyjmie wszystkich migrantów do swojego kraju („Tych, którzy uciekają przed prześladowaniami, terrorem i wojną przywitamy niezależnie od ich wiary. Różnorodność jest naszą siłą. Witajcie w Kanadzie”) – należy przypuszczać, że nie wpadnie na pomysł budowy muru na swojej południowej granicy (sic!) i nie zechce obciążyć kosztami tegoż Stanów Zjednoczonych.

Ścieżki ludzkie się rozchodzą. Straciłam kontakt z Tadeuszem. Nie wiem nawet, czy udało mu się przez ostatnich kilka lat zalegalizować swój pobyt w USA. A chciałabym go dziś zapytać, czy nie miałby ochoty przenieść się na stałe na północ – do Kanady. Przynajmniej nie musiałby przechodzić przez zieloną granicę – tam osoby z polskim paszportem mogą się przenieść bez wizy.

PS. Tadeusz jest postacią autentyczną. Ale tak naprawdę nazywa się zupełnie inaczej.

Jolanta Telega
j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Imigracja

Comments

  1. Marcin
    Marcin 5 marca, 2017, 17:54

    O jakim murze mowa! Przeciez oni zapraszaja wszystkich! Niedawno byli oburzeni na Trumpa ze wprowadza dekrety!

    Reply this comment
  2. Stasiu
    Stasiu 5 marca, 2017, 18:00

    Mysle ze autorka artykolu zna odpowiedz na swoje pytanie. A ku klarownsci dopowiem : nie kanadyjczycy nie zbuduja muru.

    Reply this comment
  3. obywatel
    obywatel 5 marca, 2017, 18:10

    Nielegalni do pierdla.Łamią prawo !

    Reply this comment
  4. Leszek
    Leszek 6 marca, 2017, 01:15

    Autorka jest nierzetelna i zakłamuje rzeczywistość! Premier Kanady zaprosił nielegalnych podobnie jak Merkel więc goście się pchają. Premier Kanady powiedział: że każdy kto nielegalnie przybędzie do jego kraju otrzyma azyl,natomiast jeśli przybędzie legalnie to tylko rodziny mogą składać o azyl, więc ma czego chciał. Autorka sugeruje stawianie muru,ale przed kim?przed gośćmi? Przestępcy uciekają bo Trump zapowiedział ich usunięcie do kraju pochodzenia i wielkie brawo mu za to!

    Reply this comment
  5. Odkup szkód
    Odkup szkód 7 marca, 2017, 06:34

    małe szanse na taki mur

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*