Czego muszą się bać imigranci

Czego muszą się bać imigranci

Zaostrzenie polityki imigracyjnej – od uszczelnienia południowej granicy, poprzez redukcję liczby uchodźców i azylantów, aż po administracyjne ograniczenia w przyznawaniu zielonych kart – to obietnice, które słyszeliśmy dwa lata temu z obozu Donalda Trumpa. Słychać je także i w tym roku, gdy toczy się walka o frekwencję wyborczą po prawej stronie sceny politycznej.

Co więcej – obietnice te są wcielane w czyn w gorącym politycznym okresie. Ofiarą toczącej się kampanii znów mogą stać się imigranci, nie tylko nielegalni. Nowe przepisy mogą uderzyć także w Polaków – grzecznie i zgodnie z obowiązującym prawem oczekujących na swoją wymarzoną zieloną kartę.

Świadczenia, które pozbawiają nadziei

W miniony weekend Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) ogłosił plany zmiany przepisów dotyczących ubiegania się o zielone karty. Organizacje proimigranckie mówią o ,,okrutnych” pomysłach administracji i prowadzenie gier politycznych przed nadchodzącymi wyborami. Biały Dom mówi o miliardach dolarów oszczędności. Publicyści piszą o manewrze, który powinien przyciągnąć do lokali wyborczych miliony konserwatywnych wyborców.
Nowe propozycje administracji, spisane na 447 stronach, mają wejść w życie zaraz po upływie 60 dni przeznaczonych na konsultacje społeczne. W dokumencie znaleźć można różne niespodzianki. W niektórych wypadkach osoby, które już są posiadaczami zielonych kart, a w przeszłości były beneficjentami programów pomocy społecznej, mogą mieć problemy z powrotem do USA z zagranicznych podróży. Administracja może bowiem zakwestionować ich prawo do stałego pobytu.

Nowa definicja samowystarczalności

,,Zgodnie z od lat obowiązującym prawem osoby pragnące wyemigrować do Stanów Zjednoczonych muszą udowodnić, że będą w stanie się w nich utrzymać. Proponowane przepisy stanowić będą jedynie konsekwencję prawa przegłosowanego przez Kongres, promując samowystarczalność imigrantów i tworząc gwarancje, że nie staną się oni obciążeniem dla amerykańskich podatników” – twierdzi Kirstjen Nielsen, sekretarz Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego.
Pani Nielsen ma rację – przy rozpatrywaniu podań o zielone karty zawsze brano pod uwagę sytuację finansową kandydatów na imigrantów. Teraz jednak kryteria mają stać się dużo bardziej restrykcyjne. Potencjalnie niebezpieczne może się nawet okazać skorzystanie z programu Medicare Part D, ułatwiającego dostęp do leków. W pierwszej kolejności sprawdzane będą jednak inne programy pomocy społecznej – kupony żywnościowe (ang. food stamps), czy korzystanie z Medicaid, czy z dotowanych mieszkań  (ang. Section 8 housing vouchers). Korzystanie z nich w przeszłości może przekreślić szansę na zieloną kartę.
Według DHS nowe przepisy mogą dotknąć aż 380 tysięcy osób rocznie. Oszczędności mogą sięgać aż 2,7 miliarda dolarów rocznie, tylko dzięki jednemu efektowi – odstraszania. Imigranci ubiegający się o stały pobyt będą się bowiem bali występować o świadczenia społeczne, bo mogłoby to im zamknąć drogę do zielonej karty.
Nie przypadkiem publiczne konsultacje rozpoczęły się zaledwie siedem tygodni przed wyborami do Kongresu. Kalkulacja Białego Domu jest prosta – ostra antyimigracyjna linia polityki wewnętrznej powinna zmobilizować do głosowania tych wyborców, którzy wsparli w 2016 program walki Donalda Trumpa z nielegalną imigracją. Tym bardziej, że perspektywa przejęcia przez demokratów kontroli nad Kongresem jest w tym roku zupełnie realna. W nowej kadencji trudno więc by wtedy było przegłosować zaostrzenie przepisów imigracyjnych.

Piramida strachu

Propozycje zmian wzbudzają zrozumiałą krytykę ze strony organizacji broniących praw nowo przybyłych. ,,To nieludzki atak na zdrowie i warunki życia wielu rodzin i wspólnot na obszarze całego kraju” – nie patyczkuje się w słowach Marielena Hincapie, szefowa National Immigration Law Center. Ma na to wiele różnych powodów. Nagonka na imigrantów przeraziła imigrantów do tego stopnia, że ofiary przemocy domowej obawiają się informować władze o aktach przemocy. Nie chcą podzielić losów 39-letniej Marii z Kolumbii (nazwiska nie ujawniono), która została zatrzymana przez agentów federalnych podczas sądowego przesłuchania w sądzie rodzinnym. Co prawda została zwolniona i odzyskała dziecko, ale oczekuje teraz na deportację. Jej mąż – obywatel USA – pozostaje na wolności. Matthew Albence, nowy zastępca dyrektora Immigration and Customs Enforcement zapewnia, że tego rodzaju zatrzymania nielegalnych imigrantów będą kontynuowane. Zatrzymywani są także imigranci, którzy zgłaszają się po dzieci – te, które służby federalne oddzieliły od rodziców po próbie nielegalnego przekroczenia granicy. ICE sprawdza bowiem ich status imigracyjny. Nic więc dziwnego, że wiele dzieci pozostaje tygodniami w ośrodkach.

Mniej zielonych kart dla Polaków

W Waszyngtonie niemiłe niespodzianki mogą czekać imigrantów nie tylko w Białym Domu, ale także na Kapitolu. W Izbie Reprezentantów wciąż rozpatrywany jest projekt ustawy H.R. 392 czyli Fairness for High Skilled Immigrants Act, który przewiduje zniesienie limitów wiz przypadających na przybyszów z poszczególnych krajów. To niestety nie jest dobra wiadomość dla Polaków. Obecnie imigranci z jednego kraju mogą wykorzystać jedynie 7 procent ogólnej liczby wiz dla osób ubiegających się o stały pobyt na podstawie sponsorowania przez pracodawcę. Ograniczałoby to zalew wysoko wykwalifikowanych pracowników z najludniejszych państw, takich jak Chiny, czy Indie. Z krajów Azji napływa bowiem najwięcej podań i to one zdominowałyby nową imigrację do USA. Często są to specjaliści, którzy już przebywają w Stanach na podstawie czasowych wiz H-1B. Podań z Europy jest proporcjonalnie dużo mniej, więc i Polacy musieliby się liczyć z czekaniem w dużo dłuższych kolejkach na rozpatrzenie ich podań.
Za ustawą lobbują intensywnie spółki z sektora zaawansowanej technologii, takie jak Microsoft, IBM, czy Amazon oraz Republican Hindu Coalition.
Sponsorowany przez Jasona Chaveza (demokrata z Utah) projekt ustawy ma poparcie 326 kongresmanów z obu partii. To dużo więcej niż wynosi wymagana większość.
W ostatnim czasie projekt H.R. 392 został włączony jako poprawka do ustawy budżetowej H.R. 6776, czyli Department of Homeland Security Appropriations Act. Jak sama nazwa wskazuje, określa on przyszłoroczne wydatki Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. Sponsorem projektu jest Kevin Yoder, republikanin z Kansas, który wspiera politykę imigracyjną Trumpa. Ustawę, która zawiera także zapisy o funduszach na budowę muru na południowej granicy USA, wspiera ponad 100 lobbystów i ponad 300 członków Kongresu. Los H.R. 392 jako poprawki do H.R. 6776 jest wciąż mocno niepewny, ale wsparcie wielkiego biznesu może przeważyć. Zmieniłoby to na lata imigracyjny układ sił. Niestety ze szkodą dla Polaków.
Kalendarzowa jesień przyniosła więc imigrantom kolejne powody do niepokoju. Tak z pewnością będzie aż do listopadowych wyborów.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

fot.TASOS KATOPODIS/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Imigracja

Comments

  1. R
    R 6 października, 2018, 13:05

    Bardzo ważna historia

    Zwłaszcza ostatnie jest przykrą wiadomością – może doprowadzić do zablokowania imigracji z Polski na wiele lat w tych kategoriach. A jako że mowa o ustawie Kongresu to następny prezydent /administracja nie będzie mieć możliwości naprawienia tej polityki 🙁

    Z niezrozumiałych dla mnie powodów poparcie dla tej ustawy wyraził nawet nasz Daniel Lipiński 🙁

    Reply this comment
    • R
      R 6 października, 2018, 18:23

      Potrzebna jest mobilizacja środowiska polskiego i polonijnego przeciwko tej legislacji. Jest tylko jeden powód dla którego 300 kongresmenów deklaruje poparcie dla tej ustawy, która pomaga interesom jednej narodowości: silny jednostronny lobbying i brak wyrazistego sprzeciwu.

      Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*